Sukces wrocławskich filolożek

Krzysztof Majewski | Utworzono: 2016-03-22 11:30 | Zmodyfikowano: 2016-03-22 11:19
A|A|A

fot. Małgorzata Skibińska

Pierwszy w historii polskiej leksykografii słownik, który rejestruje tylko nazwy żeńskie, powstał na wrocławskiej polonistyce. Cieszy się ogromnym zainteresowaniem – niespełna tydzień po wprowadzeniu do sprzedaży został wyczerpany jego nakład.

Słownik powstał pod redakcją dr Agnieszki Małochy - Krupy, która przez ponad cztery lata wraz ze swoim zespołem (Katarzyna Hołojda, Patrycja Krysiak, Marta Śleziak) zgromadziła ponad 2100 haseł. Prawie 700-stronicowa książka jest zbiorem cytatów zaczerpniętych z literatury, prasy, radia i telewizji. Cytaty prezentują użycia feminatywów – nazw żeńskich określających funkcje, zawody i aktywność kobiet na przestrzeni ostatnich 150 lat. Obok cytatu podano źródło, z którego pochodzi dany wyraz (często cytatów i źródeł jest kilka), krótki komentarz oraz definicję. W słowniku znalazły się zarówno nazwy specjalistyczne (brafitterka, sekserka, tutorka), jak i powszechnie słyszane, choć dotychczas nierejestrowane w słownikach (ideolożka, lobbystka, teoretyczka,), a także nazwy popularne dawniej, a dziś już niemal zapomniane (sneszka, jątrew, świekra).

Feminatywy są dla polszczyzny czymś zupełnie naturalnym. Wiele naszych cytatów zaczerpnęłyśmy z pism drugiej połowy dziewiętnastego wieku, w których częste było użycie form doktorka, redaktorka, literatka. Wiele lat później górę wziął popeerelowski sztywny styl komunikacji, moda na oficjalność i nieujawnianie płci. Kobiety mówiły o sobie: jestem uczestnikiem, nauczycielem, uczniem, tak jak dziś nadal klientem, czytelnikiem. Tego, aby w przestrzeni publicznej obecna była kategoria żeńskości, domaga się nie tylko wrażliwość feministyczna, ale również filologiczna, zdroworozsądkowa, bo wprowadzająca równowagę i symetrię rodzajowo-płciową – dodała naukowczyni.

– Sytuacja, kiedy nakład zostaje wyczerpany do dnia promocji książki, jeszcze się nam nie zdarzyła – mówił prof. Marek Górny, prezes Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego. I dodał: – Oczywiście szykujemy dodruk.

Słownik jest kolekcją – albo jak ktoś woli galerią – nazw funkcjonujących w przeszłości i obecnie. Z owej kolekcji dowiedzieć się można, jak system słowotwórczy polszczyzny radzi i radził sobie z kategorią żeńskości na przestrzeni ostatnich 150 lat. Kolekcja nie jest kompletna, być może uda się ją wzbogacić w kolejnym wydaniu słownika. Autorki pracowały tylko z tekstami źródłowymi, a więc każdy cytat jest oryginalnym, nie zaś korpusowym wystąpieniem, poświadczonym źródłem.

Nie rozstrzygamy, nie rozcinamy węzła gordyjskiego, niechaj każdy sam w swoim idiolekcie dokona stosownych wyborów, w ramach polskiej refleksji normatywnej – nie zakorzenił się zwyczaj uprawiania biało-czarnych radykalizujących sądów o języku, rola językoznawcy to rola doradcy w sprawach języka, a nie dyktatora. On ma raczej doradzać, pokazywać, wyjaśniać, nie zaś narzucać – podsumowują autorki.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama