Agnieszka Holland: Berlin to idealne miejsce dla "Pokotu" (POSŁUCHAJ ROZMOWY)

Jan Pelczar | Utworzono: 2017-02-09 08:50 | Zmodyfikowano: 2017-02-09 08:50

Film w reżyserii Agnieszki Holland, przenoszący na ekran powieść Olgi Tokarczuk, to jedyne polskie dzieło w konkursie głównym. Światowa premiera filmu w Berlinie już w niedzielę 12 lutego.

- To idealne miejsce, by wypromować film bez gwiazd, znanych aktorów, nakręcony w dziwnym języku. "Pokot" trafia we wrażliwość Berlinale na pewne zjawiska - opowiada Radiu Wrocław Agnieszka Holland

Zdaniem Holland Berlinale to jeden z dwóch najważniejszych festiwali na świecie. Wraca tam po 36 latach. W 1981 roku pokazywała „Gorączkę”. 

– Wtedy festiwal był pod dużym wpływem politycznym, radzieckim. Dyplomaci z Moskwy naciskali, by nie nagradzać mojego filmu. Nagrodę dostała Barbara Grabowska za główną rolę kobiecą – wspomina Holland.

Tym razem też można typować, że największe szanse do nagrody za „Pokot” ma odtwórczyni głównej roli, Agnieszka Mandat. Jej kreacja Janiny Duszejko, samotnej kobiety po pięćdziesiątce, która w Kotlinie Kłodzkiej przeciwstawia się myśliwym, może spodobać się przewodniczącemu jury, Paulowi Verhoevnowi, autorowi „Elle” z nominowaną w tym roku do Oscara Isabelle Huppert. Holland zaznacza jednak, że myśliwi są też pewnego rodzaju metaforą. 

 Myśliwi, tacy jak w filmie, i różni nasi politycy, symbolizują pewien rodzaj mentalności, stosunek do świata i innych. Z jednej strony są ci, którzy mają inną wrażliwość, z drudzy ci, którzy odmawiają światu innej wrażliwości niż  wrażliwość ich samych.  

Tym razem już mnie nie wytniesz – to miały być pierwsze słowa Mandat do Holland na planie „Pokotu”. Żart nawiązywał do jednego z najsłynniejszych filmów autorki - „Aktorów prowincjonalnych”. Film wyreżyserowany przez młodą wówczas reżyser miał być przepustką do kariery dla początkującej aktorki. Był jednak za długi. W montażu zdecydowano się na wycięcie całego wątku romansu jednego z tytułowych aktorów z lokalną dziennikarką. Dziennikarkę zagrała właśnie Mandat. 

W Berlinie twórcy „Pokotu” chcą podtrzymać passę i wywieźć ze stolicy Niemiec trzecią z rzędu nagrodę dla polskiego kina po statuetkach Małgorzaty Szumowskiej za "Body/Ciało" oraz Tomasza Wasilewskiego za "Zjednoczone Stany Miłości". Przy okazji Holland ubolewa, że polskim kandydatem do Oscara nie były w tym roku „Córki dancingu” wrocławianki Agnieszki Smoczyńskiej, które zostały znakomicie przyjęte w Stanach Zjednoczonych po premierze kinowej. 

Swoje pierwsze Berlinale pamiętam do dziś. Byłam świeża w świecie zachodnim, nie dawali mi paszportu. Festiwale były jedynymi okazjami do kontaktu z nową rzeczywistością. Teraz jestem bardziej zblazowana, ale każde pokazanie filmu pierwszy raz jest emocjonalne – wspomina Holland. 

"Pokot" opowiada o o kobiecie, która przeciwstawia się myśliwym i kłusownikom. Według Agnieszki Holland film mógłby nosić tytuł: "To nie jest kraj dla starych kobiet".

Jeszcze w trakcie przygotowań sparafrazowałam tytuł braci Coen. Wydawał mi się adekwatny i do opowieści i do sytuacji kobiet w Polsce. Olga Tokarczuk pisała o przezroczystości głównej bohaterki. Janina Duszejko irytuje wszystkich mężczyzn, którzy mają władzę. Oni nie są w stanie się na niej skupić, wysłuchać co mówi i zapamiętać, jak się nazywa – mówi Holland. 

W trakcie poszukiwania pieniędzy na film Holland ukuła termin: anarchistyczny, ekologiczno-feministyczny thriller z elementami czarnej komedii. Według Wiktora Zborowskiego, filmowego Matogi, „Pokot” idealnie trafia w czas. Zgadza się z nim autorka filmu. 

Ma to być głos za słabszymi. Chciałam pokazać ich bezradność wobec prawa, które ich nie chroni i próbę solidarności. Ale jest to utopia, baśń. Nie chcę, żeby to było czytane dosłownie. „Pokot” ma otwierać przestrzeń wolności. Pod pozorami kryminału kryje się bardzo wiele niewygodnych pytań. Rzeczywistość zaczęła galopować. Po czterech latach pracy nad filmem znaleźliśmy się w oku cyklonu i zobaczymy co z tego wyniknie. Zderzenie polityczno-cywilizacyjne, między tradycją a nowoczesnością, które ma miejsce w wielu krajach, odgrywa się na dwóch planach: praw kobiet oraz ekologii. W tym drugim przypadku chodzi m.in o prawa zwierząt i nasz stosunek do planety – mówi Holland. 

"Pokot" nie będzie w Berlinie jedynakiem. "Królewicz Olch" wrocławianina Kuby Czekaja znalazł się w konkursie "Generation 14 plus". W tej samej sekcji pokazany zostanie film "Butterfly Kisses" Polaka Rafaela Kapelińskiego. O nagrody powalczy też w Berlinie dokument "Miss Holocaust" Michaliny Musielak. W sekcji Forum premierę będą miały "Zwierzęta" Grega Zglińskiego.


Nie byłoby naszej opowieści bez leśnej metafizyki. Nie mówiąc o tym, że być może to zwierzęta zabijają – kończy Holland. 

 


Komentarze (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.