Jazz nad Odrą: literatura, Coltrane i Fryderyk

Michał Kwiatkowski | Utworzono: 2017-04-27 13:30 | Zmodyfikowano: 2017-04-27 13:30
A|A|A

COLTRANE’S SOUND (fot. Sławek Przerwa)

We wrocławskim Imparcie działo się naprawdę sporo. Punktualnie o 19.00 koncert Kamila Piotrowicza rozpoczął tegoroczny festiwal. Muzyk poprzednio gościł na 51. Jazzie Nad Odrą, zdobywając wtedy Nagrodę Indywidualną za Kompozycję.

Pianista promował swój drugi album „Popular Music”, nagrany ze swoim drugim już zespołem Kamil Piotrowicz Sextet:

Niezły skład, dobrze skrojony choć może nieco zbyt sterylny emocjonalnie koncert. Na pewno duże wrażenie pozostawiła po sobie kompozycja tytułowa i brawurowo wykonany na bis „Motive VII”.


Jeszcze przed tym występem, z publicznością spotkał się dziennikarz muzyczny Filip Łobodziński, autor polskiego przekładu książki Chrisa DeVito „Coltrane według Coltrane'a”. Pozycja ta zawiera wszystkie znane dotąd wywiady przeprowadzone z jazzmanem, artykuły, wspomnienia czy też notki sporządzone na potrzeby wydawnictw fonograficznych. Ile trwała praca nad przekładem tej książki?


John Coltrane – to właśnie muzyce, która znalazła się na wydanym w 1964 r. albumie „Coltrane's Sound”, swój koncert poświęciła gwiazda pierwszego dnia festiwalu, syn zmarłego przed 50 laty mistrza, Ravi Coltrane. I mimo, że ten materiał ma już przeszło pół wieku i wczoraj został zagrany w nieco eksperymentalnym, polsko-amerykańskim składzie, wcale się nie zestarzał, zaś walory artystyczne nie zostały w żaden sposób naruszone. Ba, koncert porywał, zwłaszcza kiedy muzycy posługiwali się wspólnym dla nich językiem improwizacji:

 

Improwizacja, w ogóle muzyka, to język wszystkich ludzi. Zanim pojawiło się pismo czy mowa, to muzyka była sposobem komunikowania się ze sobą.

To najstarszy język znany ludzkości. Nie ważne z jakich kręgów kulturowych pochodzimy, czy też jakim językiem posługujemy się na co dzień, muzyka potrafi nas zjednoczyć w jednym miejscu. To jest jej piękno i moc.

A skoro muzycy potrafię porozumieć się ze między sobą tak i publiczność odczyta ten przekaz.

Tak w krótkiej rozmowie opowiadał Ravi Coltrane, który do Wrocławia przyleciał prosto z Nowego Jorku.  Saksofonista zaproszony przez Darka Oleszkiewicza na tegoroczny Jazz nad Odrą, był pod dużym wrażeniem festiwalowej publiczności. Ta z kolei gromkimi brawami nagrodziła skład tworzący Coltrane's Sound, zwłaszcza w klasycznym „Equinox” oraz na zakończenie kapitalnie zagranej przez Coltrane'a wespół z Piotrem Wojtasikiem „Liberii”. Zresztą wstęp do tej kompozycji był prawdziwym popisem umiejętności perkusisty Willie Jonesa III, który krótko acz nad wyraz agresywnie zaprezentował kilka figur rytmicznych.

Ale wisienką na torcie okazać się miał wieczorny koncert tria Tomasza Wendta i towarzyszącego mu Atom String Quartet. Ten sam skład osobowy stoi za nagraniem płyty „Behind the Strings”, z której to materiał prezentowany był na scenie.

Pomysł rzeczywiście był dobry, w końcu kilka minut przed występem, płyta została nagrodzona Fryderykiem w kategorii Jazzowego Debiutu Roku. Grubo po północy, schodząc ze sceny, po koncercie podczas którego dwukrotnie bisował, muzyk nie krył ogromnej radości:

Dziś drugi dzień Jazzu nad Odrą. Koncerty we wrocławskim Imparcie zaczynają się o 19.00, a sam festiwal potrwa do niedzieli.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama