Zbrodnia Lubińska: Telefon do Kiszczaka, broń sprzedana do Algierii, gipsowanie dziur po kulach

Maja Majewska | Utworzono: 2017-08-31 07:50 | Zmodyfikowano: 2017-08-31 07:51
A|A|A

fot. Jarek Tuszynski/ Wikipedia. Pozostałe zdjęcia z materiałów Solidarności

Pierwsze śledztwo w sprawie Zbrodni Lubińskiej rozpoczęło się jeszcze tego samego dnia - 31 sierpnia 1982 roku. Prowadził je Milan Senk z prokuratury wojskowej we Wrocławiu.

Kiedy dotarł do Komendy Miejskiej MO w Lubinie, pierwszą rzeczą jaką chciał zrobić, miało być zabezpieczenie broni funkcjonariuszy, by ustalić kto strzelał. To się jednak nie udało. Ówczesny komendant wojewódzki MO z Legnicy, Marek Ochocki zadzwonił do gen. Czesława Kiszczaka, by poskarżyć się na działanie śledczego. Ten zaś zadzwonił do szefa prokuratury wojskowej, a ten z kolei wydał rozkaz prokuratorowi Senkowi, by... odstąpił od zabezpieczenia broni.

Przez następne pół roku nie można było jej zbadać. Następnie, kiedy trafiła w ręce śledczych, była już przestrzelona i nic nie dało się ustalić. Na tym jednak nie koniec, bo okazało się, że jakiś czas później broń w ogóle zniknęła - sprzedano ją do Algierii. Jeden z najważniejszych dowodów w sprawie przepadł na zawsze.

Milan Senk umorzył śledztwo w 1983 r. Jak wspominał, akt umorzenia przysłano mu z Warszawy. On miał jedynie podpisać.

Jak pisał w „Zbrodni Lubińskiej 1982“dr Paweł Piotrowski, wrocławski historyk, zaraz po zajściach w Lubinie zaczęło się wielkie „sprzątanie.“ Jeszcze 31 sierpnia służby gipsowały dziury po kulach w elewacjach budynków, wymieniano przestrzelone znaki drogowe i mataczono w sprawie liczby ofiar i rannych.

Sprawa lubińska wróciła ponownie do publicznego obiegu w 1989 roku dzięki tak zwanej Komisji Rokity. Pierwszy akt oskarżenia skierowano w lipcu 1992 r. (najpierw do sądu w Legnicy, potem do wrocławskiego sądu). Obejmował on siedmiu funkcjonariuszy MO i ZOMO. Jednak pół roku później sąd zwrócił akt oskarżenia z powrotem do prokuratury, bo jak uzasadniał, śledczy przyjęli błędną, upolitycznioną koncepcję prawną tej sprawy, nastawioną na jej spektakularność, nie zaś na rzetelność i dogłębność. Prokuratura się odwołała - sąd to odwołanie uznał.

Kolejny akt oskarżenia obejmował jedynie trzech z siedmiu pierwotnie oskarżonych mężczyzn. Wobec pozostałej czwórki sprawa została przez sąd umorzona ze względu na przedawnienie. Pierwsza rozprawa tego procesu odbyła się 21 października 1993 r.

Zdjęcia z archiwum Solidarności:

Pierwszy wyrok zapada w 1995 roku, jednak nie jest satysfakcjonujący dla bliskich ofiar i poszkodowanych. Sąd bowiem uniewinnia Bogdana G., dowodzącego siłami MO, zaś wobec Tadeusza J. dowodzącemu jednym z plutonów ZOMO, oraz Jana M. kierującemu działaniami MO w Lubinie, sprawa zostaje umorzona z powodu przedawnienia.

Prokuratura się odwołuje. Rusza kolejny proces i w 1998 r. Sąd Wojewódzki we Wrocławiu wydaje kolejny wyrok. Wprawdzie uznaje, że oskarżeni popełnili przestępstwo, lecz postępowanie karne wobec nich zostaje umorzone. Sędzia powołała się na ustawę z 1984 r. o amnestii wobec przestępców politycznych.

Tym samym winnych zbrodni zabójstwa zrównano z działaczami podziemnej „Solidarności”, których dotyczyła ta ustawa. To wywołało oburzenie rodzin poszkodowanych, którzy w gmachu sądu krzyczeli: "Hańba", „Komunistyczny sąd", „Kontynuacja PRL".

Kolejne zaskarżenie wyroku i kolejny proces. Tym razem na wyrok trzeba było czekać do 2003 roku. Trzej funkcjonariusze są oskarżeni o sprawstwo kierowniczej, jednak sąd stwierdził, że nie ma dowodów, aby oskarżeni działali w zamiarze zabójstwa i w jakikolwiek sposób namawiali do tego zomowców.

Uznano, że funkcjonariusze "sprowadzili powszechne niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ludzi" oraz "nieumyślnie spowodowali śmierć przez niedopełnienie obowiązków służbowych". Ten wyrok trafia do apelacji, gdzie zapada decyzja o tym, że Tadeusz J. ma odsiedzieć 2,5 roku więzienia. Bogdan G., który zatwierdził działania ZOMO także ma spędzić 2,5 roku za kratkami, a sprawa Jana M. ma wrócić do ponownego rozpatrzenia. Wszyscy trzej funkcjonariusze próbowali odwołać się od tych wyroków, ale bezskutecznie.

W 2007 roku zapada wyrok w sprawie Jana M. Sąd uznaje go winnym sprawstwa kierowniczego w zabójstwie demonstrantów, skazuje na 7 lat więzienia i zmniejsza karę o połowę na mocy amnestii.

Przez ponad 10 lat Jan M. unika więzienia tłumacząc się złym stanem zdrowia. Aż do tego roku. Kilka tygodni temu trafił do więzienia. Ma tam przebywać przez 3,5 roku. Tadeusz J. I Bogdan G. Odsiedzieli ułamek zasądzonych im kar. Wyszli przedterminowo zwolnieni (powodem także był stan zdrowia).

Redakcja korzystała z materiałów zebranych w książce dr. Pawła Piotrowskiego „Zbrodnia Lubińska 1992“.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~vanderfloh
2017-08-31 16:51:43
z adresu IP: (217.245.xxx.xxx)
Ocena: 0
Dlatego wszystkie komuchy to przestepcy
NA ANTENIE
WojciechJanicki
Wojciech Janicki
 09:00 - 12:00
Kulturalne przedpołudnie
Zapraszam
Reklama