Na terenie byłego obozu w Sieniawce odsłonięto pomnik ofiar hitlerowskich zbrodni

Piotr Słowiński, el | Utworzono: 2017-10-14 22:05 | Zmodyfikowano: 2017-10-14 22:21
A|A|A

- Nareszcie jest gdzie zapalić znicz - mówi profesor Andrzej Kulig. Profesor jest uznanym patomorfologiem. W Sieniawce, w obozie, był jego ojciec, Zygmunt. Ojciec wojnę przeżył. Inaczej niż tysiące więźniów, którzy w Sieniawce m.in. budowali silniki odrzutowe do samolotów Messerschmitt Me 262 Schwalbe.
Miejsce to było tajne. Jego ogrodzenie było pod napięciem. Do dziś nie wyjaśniono co tam się działo w czasie wojny. Tym razem nie chodzi wcale o złoty pociąg, choć i pociąg w tej historii się pojawia. Pociąg, którym przywieziono do Sieniawki w ostatnich dniach wojny tajemnicze skrzynie. Nie wiadomo co się z nimi stało. Istnieje relacja kolejarza, który z parowozu miał widzieć jak je wyładowywano.
- Podejmiemy, z amerykańską telewizją, próbą rozwikłania części tych tajemnic – mówi Joanna Lamparska, pisarka, dziennikarka i badaczka historii Dolnego Śląska.
Nie chodzi wyłącznie o legendarny, zalany podziemny kompleks, który miał istnieć w Sieniawce, który może skrywać albo skrzynie z dokumentacją podziemi Dolnego Śląska, ale równie dobrze tysiące ofiar z czasów II wojny światowej. Są inne historie wymagające wyjaśnienia. Nie mniej tajemnicze.
- Do tego zakładu pracy przymusowej, w którym pracowali mężczyźni, przywożono z innych obozów kobiety w ciąży, które tu miały rodzić. Co się stało z dziećmi? Podobno dostawały numery, ale ich dalszy los jest zupełnie nieznany – mówi Joanna Lamparska. – Tutaj przez cały czas funkcjonował fotograf. Po co fotograf w obozie? Tutaj wreszcie zostały do dziś stoły sekcyjne i stoły preparacyjne. Czy prowadzono tu eksperymenty na ludziach?
Odpowiedzi na te pytania od 8 lat szuka Janusz Witek, szef Łużyckiej Grupy Poszukiwawczej. To on doprowadził do odsłonięcia pomnika w Sieniawce.
- Nauczyłem się już, że opowieści o podziemiach, skarbach i tajemnicach żyją własnym życiem – mówi. – One też mogą skrywać ziarno prawny, ale ja szukam dowodów. Mamy do zbadania jeden z budynków, którego konstrukcja jest zbyt mocna jak na jego wielkość. Być może są tam kolejne poziomy piwnic, które przeszły później do legendy jako podziemia z Sieniawki. Podziemi raczej tu nie kuto, bo nie ma skał w Sieniawce, tuż obok kopalni Turów. Nie ma w czym ich kuć.
Zastępca dyrektora Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu dr Katarzyna Pawlak-Weiss przyznaje, że te historie są ciągle niezbadane.
- Są niezbadane z jednego podstawowego powodu. Naziści, Niemcy, którzy prowadzili te obozy, niszczyli dokumentację, niszczyli dowody swej przestępczej działalności – mówi. – Czerpiemy wiedzę ze wspomnień, z relacji osób, które przeżyły.
Kiedy Niemcy się wycofali te strategiczne miejsca zajmowała armia radziecka. Jej zespoły poszukiwały dokumentów technicznych, wywoziły maszyny i urządzenia. Nawet silniki, które działały przy fontannach, nie mówiąc już o dokumentach z tajnych zakładów.
- Być może jakieś dokumenty są obecnie w rosyjskich archiwach. Być może są jeszcze też w prywatnych kolekcjach. Ludzie mogą nawet nie wiedzieć czym dysponują. Liczymy na to, że zostaną nam udostępnione. Takie rzeczy nadal się zdarzają – mówi dr Katarzyna Pawlak-Weiss.
- Sprawy pozostają niewyjaśnione – mówi burmistrz Bogatyni Andrzej Grzmielewicz. – Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy winni pamięć tym ludziom, którzy tu pracowali i ginęli. Że mamy obowiązek próbować do trzeć do prawdy i ją promować.
- Mój tato nie chciał opowiadać o tym, co się działo w obozach, do których trafił - mówi profesor Andrzej Kulig. – Raczej uczył nas jak powinniśmy postępować. Jak żyć, żeby nie budziś w sobie chęci odwetu, nienawiści, żeby ludzie podawali sobie ręce nawzajem. Niestety szybko zapominamy co się stało. Niektóre elementy powinny zostać zachowane dla potomnych. Na przykład prosektorium, gdzie wykonywano preparaty z ludzkich szczątków, wsadzano je do słojów i rozsyłano. Ojciec tego nie widział, słyszał o tym od innych więźniów. Ale nie możemy o tym zapomnieć jeśli chcemy by już się nie powtórzyło.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~kicker
2017-10-15 08:38:04
z adresu IP: (31.11.xxx.xxx)
Ocena: 0
Jacenty. W tekście jest, że to Niemcy: "Naziści, Niemcy, którzy prowadzili te obozy, niszczyli dokumentację, niszczyli dowody swej przestępczej działalności" Jak masz antyniemiecką fobię to musisz się leczyć
~jacenty
2017-10-15 00:55:18
z adresu IP: (176.221.xxx.xxx)
Ocena: 0
"...pomnik ofiar hitlerowskich zbrodni". Piotrze Słowiński! oświeć mnie, gdzież to wzrastała nacja zwana przez ciebie, łaskawco, hitlerowcami? Może to jakieś plemię znane tylko badaczom historii nie z tej ziemi z grupy specjalnej troski pod umowną nazwą Słowiński. Z napisu na pomniku wynika, że to NIEMCY mordowali, a więc pisząc ruszaj mózgownicą, bo fałszujesz historię. Dziwne, żeś nie napisał, że to obóz polski, bo nie ulega wątpliwości, że jest w obecnych granicach Polski. Nie zdziwię się, gdy i ten zbrodniczy idiotyzm kiedyś wypichcisz pracowniku Radia Wrocław. A może Radia Breslau?
NA ANTENIE
Reklama