Krzysztof Mieszkowski: Chybicka powinna zrezygnować

| Utworzono: 2018-01-16 11:10 | Zmodyfikowano: 2018-01-16 11:09
A|A|A

Opozycja powinna znaleźć wspólnego kandydata na prezydenta Wrocławia - apeluje Krzysztof Mieszkowski. Poseł .Nowoczesnej w Rozmowie Dnia Radia Wrocław tłumaczył, że musi to być osoba z niekwestionowanym autorytetem społecznym i politycznym, ale także z wizją rozwoju Wrocławia. Mieszkowski w ubiegłym tygodniu zawiesił członkostwo w klubie .Nowoczesnej po tym, jak część posłów tej partii uchyliło się od głosowania nad projektem liberalizującym prawo antyaborcyjne. Kartę do głosowania wyjęła także Alicja Chybicka, kandydatka PO na prezydenta Wrocławia

Oprócz Chybickiej oficjalni kandydaci to Jerzy Michalak z Dolnośląskiego Ruchu Samorządowego i Robert Butwicki popierany przez Wolność i Solidarność.

POSŁUCHAJ:

Przemysław Gałecki: Co musiałoby się stać, żeby Pan wrócił do sejmowego klubu Nowoczesnej?

Krzysztof Mieszkowski: Powinny zostać spełnione elementarne kryteria, chodzi mi o podjęcie takich decyzji programowych (partii przyp.red), które nie będą doprowadzały do takiego absurdu, z jakim mieliśmy do czynienia kilka dni temu, kiedy część posłanek i posłów wyjęła karty nie głosując za bardzo ważnym i potrzebnym obywatelskim projektem ustawy aborcyjnej.

Przemysław Gałecki: A to była deklaracja ideologiczna Pana koleżanek i kolegów czy może zwykła pomyłka jak stara się to wytłumaczyć szefowa partii?

Krzysztof Mieszkowski: W przypadku posłanek i posłów Nowoczesnej dwie osoby zadeklarowały, że nie zagłosują i mieliśmy tego świadomość. Chodzi o Elżbietę Stępień (posłanka z okręgu legnickiego – przyp. red) i Marka Sowę (Małopolska – przyp.red). Natomiast wszyscy inni takich deklaracji nie zgłaszali. Odbyły się dwie debaty w klubie, wydawało się, że wszystko jest ustalone i nie będzie żadnych problemów.

Przemysław Gałecki: Tym bardziej, że było to głosowanie czysto techniczne i to było głosowanie, które pokazywało szacunek do części wyborców, którzy zgłosili projekt obywatelski podpisany przez 400 tys. osób.

Krzysztof Mieszkowski: Tak zgadza się. To jest bardzo ważny projekt, pod którym ja się podpisałem i jako obywatel i jako poseł. Muszę Panu powiedzieć, że to co się wydarzyło w sejmie jest w jakimś sensie podważeniem racjonalności polskiego parlamentu - tych wszystkich, którzy definiują siebie jako opozycję, jako ludzi demokratycznych, którzy nie chcą państwa autorytarnego, ale otwartego i solidarnościowego. Nagle okazuje się, że względy polityczne są drugorzędne, a istotniejsze są subiektywne poglądy.

Przemysław Gałecki: No ale to nie było głosowanie światopoglądowe. To było głosowanie, które miało oddać ten projekt do dalszego procedowania w komisji. To i tak wróciłoby do sejmu.

Krzysztof Mieszkowski: Oczywiście, że tak. To było głosowanie, które umożliwiało dalsze debatowanie nad tym projektem. I było to niezwykle ważne zwłaszcza w kontekście tego, że część obywatelek i obywateli nie ma swojej reprezentacji w sejmie – im się to po prostu należy. Taki jest zwyczaj demokratyczny, nie można go podważać. Przecież demokracja polega na debacie, na wymianie poglądów i tu mieliśmy do czynienia z sytuacją, nazwijmy ją, techniczną. Potrzebny był na tym etapie pewien dystans. Posłanka czy poseł zawsze muszą głosować odpowiedzialnie, ale muszą reprezentować przede wszystkim swój elektorat, ludzi, z którymi podczas wyborów ustalali pewne reguły obecności w sejmie.

Przemysław Gałecki: No i co Pan usłyszał od swoich koleżanek i kolegów z Nowoczesnej oraz z Platformy Obywatelskiej?

Krzysztof Mieszkowski: No cóż, ludzie myśleli po prostu jakimś swoimi subiektywnymi kryteriami, kryteriami światopoglądowymi. Jest to tym bardziej zaskakujące, że Nowoczesna definiuje siebie jako formacja liberalna, tymczasem okazuje się, że część posłanek i posłów, także z PO, nie rozumieją liberalizmu. Liberalizm przecież to nie tylko wolność gospodarcza, ale to jest również wolność światopoglądowa – dziś, w XXI wieku bardziej niż kiedykolwiek. To jest wolność, która daje prawa społeczne ludziom, wolność, która mierzy się tolerancją, dialogiem społecznym.

Przemysław Gałecki: Panie pośle, a może trzeba było zagryźć zęby i powiedzieć: „nic się nie stało”, bo np. Bronisław Komorowski twierdzi, tu cytat: „jeżeli opozycja problemem wewnętrznym uczyni kwestie światopoglądowe, to zginie marnie”

Krzysztof Mieszkowski: No, pan Komorowski ma już chyba za sobą ciężkie, trudne i gorzkie chwile, po tym, jak przegrał wybory (prezydenckie w 2015 – przyp.red). Myślę, że on zwyczajnie nie rozumie tej sytuacji dlatego, że polski parlament w którym pracujemy od dwóch lat jest najbardziej prawicowym parlamentem. Nie w nim lewicy, jak wiadomo. Ja właściwie uchodzę tam za przedstawiciela lewicy co jest dla mnie bardzo dla mnie miłe i sympatyczne.

Przemysław Gałecki: Ja widać nie ma też liberałów, bo nagle okazuje się, że bardziej restrykcyjnie głosuje prof. Alicja Chybicka z niż Jarosław Kaczyński

Krzysztof Mieszkowski: Tak i to są sytuacje rzeczywiście zaskakujące. Pani profesor Chybicka ze swoją deklaracją, że nie wiedziała, że jej głos tak wiele znaczy, to jest bardzo poważny problem.

Przemysław Gałecki: Pani Profesor przeszła też pewną ewolucję – najpierw w mediach społecznościowych tłumaczyła dlaczego wyjęła kartę, potem przepraszała, by na koniec stwierdzić, że nie wiedziała, że jej głos jest ważny. To dość zaskakująca deklaracja jak na posłankę, biorąc pod uwagę, że właśnie po to jest w Sejmie, by głosować.

Krzysztof Mieszkowski: Mówiąc krótko: to jest po prostu brak świadomości demokratycznej i edukacji obywatelskiej i jest to przypisane także tym posłom Nowoczesnej, którzy zagłosowali jak zagłosowali lub w ogóle tego nie zrobili. A teraz chciałbym panu przypomnieć, że 15 lutego 2005 roku siedemnastu posłów, rządzącego wtedy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, również wyjęło karty, kiedy odbywało się głosowanie w sprawie skierowania do komisji projektu liberalizującego prawo aborcyjne (wtedy sejm także nie zajął się tym projektem, bo zabrakło 16 głosów - przyp. red). I to jest kolejny przykład tego, jak aborcja i prawa kobiet, w tym przypadku, są traktowane w Polsce. W 1993 roku, kiedy weszła ta bardzo restrykcyjna, moim zdaniem, ustawa doprowadziło to do tego, że kobiety straciły swoje prawa.

Przemysław Gałecki: No dobrze, ale czy na tym etapie, mówię o sytuacji sprzed kilku dni, to jest sprawa aborcji czy szacunku do projektu obywatelskiego, żeby przeszedł on całą procedurę legislacyjną?

Krzysztof Mieszkowski: To wszystko składa się na coś co trzeba ogólnie zdefiniować jako świadomość demokratyczną, świadomość społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwo obywatelskie bardzo dużo kosztuje i jest drogie i trzeba w nie inwestować. W ostatnich latach te inwestycje były dość słabe niestety i teraz kiedy społeczeństwu odbiera się sądy, kiedy narzuca mu się cenzurę w kulturze i w sztuce, kiedy odbiera mu się Trybunał Konstytucyjny nagle się budzi z tego letargu...

Przemysław Gałecki: Ale zastanawiam się, czy opozycja dostanie drugą szansę, bo jak przeglądam najnowszy sondaż IPSOS-u dla portalu OKO.press to jasno widać: PiS 43 procent, PO 19, Kukiz'15 10, Nowoczesna 6, SLD 5 procent . Marginalizacja Nowoczesnej postępuje w naprawdę szybkim tempie.

Krzysztof Mieszkowski: Nie zgadzam się. Już mieliśmy do czynienia z takim sondażami i wychodziliśmy z podobnych opresji. Natomiast rzeczywiście Nowoczesna musi zredefiniować swój program, swoją tożsamość. Musimy wyraźnie powiedzieć, że prawa człowieka są niezwykle ważnym elementem konstrukcji liberalnej.

Przemysław Gałecki: Ale czy to nie doprowadzi do rozłamu w Nowoczesnej?

Krzysztof Mieszkowski: Absolutnie nie. Myślę, że dzisiaj mamy do czynienia z taką sytuacją bardzo niebezpieczną: uważam, że media trochę histeryzują i mamy do czynienia z atakami na parlamentarzystów zarówno Nowoczesnej jak i Platformy. Nie możemy w kraju demokratycznym przyjmować odpowiedzialności zbiorowej – to jest niesprawiedliwe i nieprawdziwe. Przypomnę, że w Nowoczesnej nie zagłosowało 10 posłów, w PO 29. To w sumie 39 osób....

Przemysław Gałecki: No ale to Pana koleżanka Joanna Scheuring – Wielgus, która na znak protestu wyszła z klubu powiedziała, że skończyła się wiara w opozycję.

Krzysztof Mieszkowski: W opozycję, która była bardzo powierzchowna. Trzeba głębiej spojrzeć na to jaką rolę ma do odegrania poseł, na to jaką ma odpowiedzialność. Jeżeli Nowoczesna i Platforma będą dalej atakowane tak bezkompromisowo, jako całość opozycji, to to jest bardzo groźne i sprzyja PiSowi, który korzysta z tego. Dzisiaj mamy jednego przeciwnika – jest nim PiS, który zmienia ustrój demokratyczny. Natomiast ta sytuacja, która pojawiła się po głosowaniu w sprawie
aborcji jest oczywiście kompromitująca, trzeba z niej szybko wyjść, ale nie można degradować opozycji, bo to jest szaleństwo.

Przemysław Gałecki: Wróćmy na chwile do Wrocławia. Ciągle nie znamy kandydata Nowoczesnej na prezydenta stolicy Dolnego Śląska. Wiemy, że kandydatką PO jest prof. Alicja Chybicka, Jerzy Michalak wystartuje jako przedstawiciel Dolnośląskiego Ruchu Samorządowego. Tymczasem wciąż także nie znamy osoby, którą poprze Rafał Dutkiewicz. Czy Pana zdaniem te cztery środowiska powinny wystawić jednego wspólnego kandydata?

Krzysztof Mieszkowski: Tak. Jeden kandydat opozycji jest czymś oczywistym i do tego powinniśmy doprowadzić. Takie porozumienie powinno zostać wypracowane. Trzeba pamiętać że demokracja polega na debacie, na wypracowywaniu porozumienia, ale także na konflikcie i trzeba mieć do niego zdrowy stosunek. Myślę, że jednak przeważy świadomość jak wielkim zagrożeniem dla demokracji i wolności jest Prawo i Sprawiedliwość. W związku z tym jeżeli opozycja nie będzie szła do wyborów z jedną kandydatką, kandydatem, to odpowie i moralnie i politycznie za rezultat tych wyborów.

Przemysław Gałecki: To kto może być tym kandydatem wspólnym?

Krzysztof Mieszkowski: Nie wiem.

Przemysław Gałecki: Mówi się o Michale Jarosie z Nowoczesnej, o Jacku Sutryku z Departamentu Spraw Społecznych we wrocławskim magistracie

Krzysztof Mieszkowski: To są ciekawe i wartościowe osoby. I uważam też, że z wyborów prezydenckich we Wrocławiu natychmiast powinna wycofać się pani Alicja Chybicka, a potem trzeba wyłonić sensowną osobę, która będzie miała zarówno autorytet społeczny jak i polityczny, a do tego będzie miała też jakąś wizję Wrocławia po rządach Rafała Dutkiewicza. Dodam, że były one bardzo dobre, a Rafał Dutkiewicz zostawia po sobie wspaniale odbudowany Wrocław. I myślę, że zarówno budowanie demokracji jak i miasta to jest zawsze, niekończąca się przygoda.

CZYTAJ TEŻ: Krzysztof Mieszkowski zawiesił członkostwo w Nowoczesnej

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~jakbyto
2018-01-16 22:51:23
z adresu IP: (37.1.xxx.xxx)
Ocena: -13
Choć z Mieszkowskim rzadko mi po drodze, to jednak zgodę się z nim że Chybicka się skończyła. Czy będzie startował Jaros czy Sutryk, to się okaże, ale to któryś z nich zostanie prezydentem, bo we Wrocku nie wygrają PiSiory.
~Edie
2018-01-16 13:13:14
z adresu IP: (94.254.xxx.xxx)
Ocena: 14
Pan ma monopol na dobre pomysły...
~słuchacz
2018-01-16 11:33:09
z adresu IP: (78.8.xxx.xxx)
Ocena: 14
Jak zwykle półinteligenckie brednie.
~Andreas
2018-01-16 08:59:42
z adresu IP: (78.9.xxx.xxx)
Ocena: 15
Polityczna 'przyszłość'' Mieszkowskiego. Pół kadencji w skompromitowanej sezonowej partii i do domu.
Reklama