Disaster Artist ****

Jan Pelczar | Utworzono: 2018-02-11 10:41 | Zmodyfikowano: 2018-02-09 15:11
A|A|A

James Franco jest Tommym Wiseau, autorem najpopularniejszego wśród najgorszych filmów świata. Czołowym dziwakiem Hollywood, kalifornijskim Tonim Erdmannem, tyle że nigdy nie porzucającym swojego przebrania. We wcieleniowym, nieposkromionym aktorstwie Franco tkwi największa siła filmu. „The Disaster Artist” to komedia o realizacji szalonego marzenia, której nie sposób się oprzeć. Wiseau, według potwierdzonych ostatnio domysłów, to Polak z pochodzenia, który dorobił się fortuny i postanowił samodzielnie nakręcić film godny Oscarów. Po latach jego oscarowy sens ma szansę się ziścić,. Nie za sprawą oryginalnej produkcji, tak złej, że oglądanej namiętnie, ale wbrew początkowym intencjom twórców. Oscarowy sen trwa dzięki przebojowej opowieści o tym, jak powstawał „The Room” – opus magnum reżysera naturszczyka.

 

Podczas premierowych seansów „Disaster Artist” na American Film Festival publiczność dosłownie „strzelała śmiechem”, z powodzeniem pokazano także oryginał. Widzowie tak dobrze znają kultowy zły film, że mówili do ekranu dialogi równocześnie z bohaterami „The Room”. Kinomani docenili też sposób, w jaki najważniejsze sceny prawdziwego filmu zainscenizował James Franco. Na drugim planie obsadził m.in rodzinę i przyjaciół – np. Dave’a Franco, Toma Franco, szwagierkę Alison Brie i Setha Rogena, być może dzięki współpracy z bliskimi osobami potrafił oddać atmosferę przygody Wiseau i jego nieokiełznanego ducha. Jeśli można czegoś żałować, to braku drugiego planu w samej opowieści. Psychologia postaci jest dość powierzchowna, kulisy produkcji służą sile komedii, a motywacjom i przeszłości głównego bohatera nie przyglądamy się zbyt wnikliwie. Wiseau doczekał się filmowej biografii, ale pozostał tajemnicą. W jego szaleństwie tkwi jakaś metoda, ale została nierozpoznana. Być może po latach doczekamy się jeszcze jednego portretu autora „The Room”, tym razem skupionego na czymś innym. „Disaster Artist” jako film przedstawiający Wiseau tym, którzy jeszcze o nim nie słyszeli oraz pozwalający świetnie się bawić rzeszy jego fanów, spełnia zadanie.

Nagrodzony Złotą Muszlą w San Sebastian i Złotym Globem dla Jamesa Franco film jest jak komediowy rollercoaster, który zawozi nas w kulminacyjnym momencie na premierę „The Room”. Jednoczesne salwy śmiechu na obu widowniach – ekranowej, na pierwszym seansie filmu Wiseau oraz kinowej, na nowym filmie w reżyserii Jamesa Franco – są największym spełnieniem „The Disaster Artist” i dowodem talentu twórców komedii o amerykańskim śnie w hollywoodzkim wydaniu.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama