Manu Chao bez orientu (Po koncercie)

| Utworzono: 2008-07-16 03:45 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Fot. Agnieszka Chroma

Mimo osobistej konsternacji nie czepiałbym się samego wejścia na wyspę. Taki już jest ten rock'n'roll. Chociaż z drugiej strony, gdybym postawił się w sytuacji mam i ich dzieci, które też chciały zobaczyć gwiazdę, znaną z telewizji czy radia, miałbym powody. Grzęźliśmy w błocku i były sytuacje, że prognozowałem stratowanie przez tłum. A wystarczyłoby - moim zdaniem - kilka bramek więcej i parę podestów postawionych na wyrwach w chodniku. Na szczęście jak zwykle dramatyzowałem - to były strachy na lachy, nic się nie stało, było ciasno, ale dotarliśmy do odprawy. Kłopot pojawił się jednak na samej bramce.

- Na zdjęcia do publikacji trzeba mieć akredytację i dotyczy ona jedynie trzech pierwszych utworów. Osoby prywatne, robiące zdjęcia dla własnych celów... dla nich nie ma ograniczeń - powiedziała mi Athina Theodosjadu, rzecznik Wrocławskiego Forum Festiwalowego, kiedy we wtorek ok. godz. 11 pytałem o szczegóły związane z rejestracją koncertu.

Tego samego dnia, wieczorem, po tym błocku, otchłaniach kałuż i wyolbrzymionych lękach:

- Co to jest? - zapytał rozczarowany (to dobre słowo) ochroniarz, widząc aparat fotograficzny u jednej z wchodzących, prywatnej osoby. - Przecież nie można wnosić aparatów - po czym przymknął oko i powiedział: - Dobra, weź go jakoś schowaj i wchodź - i sciszając głos, zabrał się za następnych.

Weszliśmy więc wszyscy my kolejkowicze, z biletami, na legalu i wbrew pozorom wyspa nie okazała się tak zapełniona, jak zapowiadały kolejki wchodzących. Całe szczęście. Słyszałem, że organizatorzy sprzedali 7 tys. biletów zamiast 5 tys. (na tyle ponoć było miejsc). Żaden walec po mnie jednak nie przejechał i jako zwykły fan znalazłem sobie miejsce przy jakimś krzaku. I właśnie wtedy dostałem tego sierpa od Manu...

...kiedy już się ocknąłem, grali trzeci kawałek. Gdyby wejście do środka było lepiej rozwiązane, muzyczny knockout rozłożyłby mnie na łopatki już po ominięciu pierwszego korka a ja sam szybciej bym doszedł do siebie. Musiałem jednak ochłonąć i dopiero teraz zobaczyłem scenę, światła, kapelę i małego człowieczka między nimi. W koszulce Brazylii Manu skakał dwa razy wyżej niż mógł spojrzeć i śpiewał, i krzyczał, i darł się w niebogłosy. A melodia sama wylewała się z jego ust i sama płynęła prosto do naszych uszu. Nigdy nie widziałem tyle energii, tyle radości i tyle muzyki na raz, na żywo.

Kiedy już się krew uspokoiła, zacząłem się na spokojnie przyglądać:

Dźwięki stare... i nowe, utwory oklepane, ale w całkiem innych, koncertowych, żywiołowych i przearanożowanych wersjach. Hity takie jak "Bongo Bong" (na bisach) w wersji nie tak popowej jak Robbie Williams a więc nie dla wszystkich strawne. Dla mnie wystarczająco dużo przesterowanych gitar, chociaż zbyt uboga sekcja dęta. Dla starych fanów stanowczo za mało Mano Negry.

Dla mniej obeznanych zbyt oklepany scenariusz: zaczynamy lajtowo, z lekka regałowo, potem nagły, zdecydowany riff a dalej zdumiewając, porywający czad (miejscami rutynowy). Oprawiony barwnymi światłami. Uczucia z lekka mieszane. Ogólnie nadal jednak twierdzę to samo - świetna zabawa. Ale gdzie ta rewolucja?

- Ile razy można grać to samo - pytali znajomi? A ja odpowiadałem: - To inny kawałek, może podobna linia melodyczna, ale inny. I lepszy od tego, co był przed chwilą.

Bo fakt faktem, że podobnie i tak samo było często. A dla mam z dzieckiem na ręku musiało być nawet nudno. Faktem jest też, że wielu z nas nie rozumiało o czym śpiewa Manu. Słyszeliśmy, że są jacyś źli ludzie, że robią źle komuś innemu, że zły jest George Bush i że Manu krzyczał: "Polska! Polska!". Ale co krzyczał? I po co? Po hiszpańsku...hmm kto go rozumiał? Do Unii nam daleko jeszcze.

- Ja mu nie wierzę. Kiedyś z Mano Negrą - może tak, ale teraz lewak się z niego zrobił do bólu - wzdychał mój kolega. Ja cieszyłem się przede wszystkim muzyką. Bo Manu Chao potrafi grać. Manu Chao potrafi zaczarować. Manu umie przejąć stery i sprawić, żebyśmy zapomnieli o wszystkim i rzucili się w wir tańca i radości. Nie wiedząc jak żyje, z czego żyje i o czym śpiewa. Bo to wszystko i tak w nas siedzi i wystarczy to tylko wykrztusić. A problemy mamy swoje, polskie, wrocławskie...


Kiedy koncert się już skończył znów zadzwoniłem do Atiny Theodosjadu, żeby spytać o to feralne robienie zdjęć. Zapewniła mnie, że dobrze zrozumiałem to, co mi wcześniej tłumaczyła:

- Osoby prywatne mogły robić zdjęcia bez ograniczeń?
- Mogły?
- Ale były problemy...
- Były...
- Dlaczego?
- Trudno mi powiedzieć, prawdopodobnie doszło do jakiegoś nieporozumienia, wyjaśnimy to
- odpowiedziała.

I miejmy nadzieję, że wszystko się wyjaśni. Festiwal Wrocław Non Stop musi trwać. Obyśmy jednak nie zaliczyli non stopu aż do roku 2012. Euro za pasem a gdy patrzyłem na mega korek przed wejściem na zwykły banalny koncert Manu Chao, włos mi się zjeżył na myśl o piłkarskich mistrzostwach Europy. To może fatalizm jakiś, ale jak na razie fakty mówią co innego...


(A jak Tobie podobał się koncert Manu Chao? Kliknij).

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~slotenmaker
2008-08-14 09:07:03
z adresu IP: (81.210.xxx.xxx)
Ocena: -1
Typowe polskie narzekanie.Słabo mi się robi kiedy czytam niektóre wypowiedzi.Jestem osobą w wieku Manu.Czyli nie tak całkiem młodą.Na ten koncert czekałam długie lata.Ponieważ pracuję większość czasu za granicą,bilety zamówiono mi przez internet już parę tygodni przed koncertem.Co do wnoszenia aparatu : ) trzeba było wziąć plecak z ukrytymi kieszeniami.Produkują takie.Co do napojów - żadnego problemu z wypiciem piwa przed koncertem.Nawet nie jednego.Co do zrozumienia języka- hiszpański jest dość popularny na świecie i do tego łatwy. Jaki to problem nauczyć się go.Trzeba tylko troszeczkę chcieć.Koncert był kapitalny.Manu jest wspaniały.Nie tylko w tym jak gra, ale też w tym kim jest.I tak trzymać.
~ewka
2008-07-21 14:58:08
z adresu IP: (77.91.xxx.xxx)
Ocena: 0
Pozytywna energia, jaką obdarzył nas tego wieczoru zespół tkwi we mnie jeszcze do dzisiaj. Na następny koncert na pewno też pojadę. Dużo piszecie o złej organizacji. Ja nie będę jej wychwalać tylko napiszę, że nie miała żadnego problemu...Przez bramki przemknęliśmy bardzo szybko, może dlatego, że wchodziliśmy juz o 19:40, piwo też udało się bardzo szybko zakupić:) Bilety mieliśmy zakupione już 3 tyg. przed koncertem, więc też nie będę narzekać na to, że nie można było już nigdzie kupić . No i panowie policjanci pilnowali nas, byśmy się nie wałęsali po koncercie po ulicy. Przez magefon strofowali wszystkich , żeby zeszli na chodnik :) Z mojego punktu widzenia organizacja nie zawiodła:) -Tu się pewno naraziłam paru osobom... Choć jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zresztą nie o to chodzi. Ja pojechałam tam dla samej muzyki, dla atmosfery jaka towarzyszy koncertowi i nie zawiodłam się. To było przecudnowne 2,5 godziny szaleństwa, tańca i śpiewów. Nawet pogoda to zrozumiała i pomogła najlepiej jak umiała...po prostu dopisała...
~agu
2008-07-19 18:26:26
z adresu IP: (217.96.xxx.xxx)
Ocena: 0
koncert jak dla mnie był cudowny, chyba najlepszy na jakim kiedykolwiek byłam:) było i stanie przy barierkach pod sceną, i ostre pogo kawałek dalej:)) hehe i rozumiem większość tekstów Manu (tych hiszpańskich i angielskich) ;p
~mark
2008-07-19 13:40:05
z adresu IP: (81.190.xxx.xxx)
Ocena: 0
jak chcesz żreć kiełbase i chlać browar na koncercie to wbijaj na jakiegoś krzysztofa krawczyka albo budkę suflera, o rany co za ludzie ...
~jaaa
2008-07-18 18:31:58
z adresu IP: (90.129.xxx.xxx)
Ocena: 0
"Faktem jest też, że wielu z nas nie rozumiało o czym śpiewa Manu. Słyszeliśmy, że są jacyś źli ludzie, że robią źle komuś innemu, że zły jest George Bush i że Manu krzyczał: "Polska! Polska!". Ale co krzyczał? I po co? Po hiszpańsku...hmm kto go rozumiał?" ja rozumiem, są różni fani, są mamy z dziećmi na ręku, ludzie, którzy przyszli po prostu posłuchać ale poglądy mają 'w poważaniu' jak to ktoś napisał. Dla mnie ten człowiek jest ucieleśnieniem moich myśli, poglądów na świat i dlatego wnikliwie studiuję jego teksty, wypowiedzi. Dla mnie ten koncert był czymś na co czekałam od kilku lat, podbudował mnie bo mogę wierzyć, że na świecie są jeszcze dobrzy ludzie, którzy walczą a nie stoją z założonymi rękami. Z drugiej strony muzyka, piękna, porywająca do tańca.. Ta kompilacja jest po prostu genialna i za to właśnie kocham tych ludzi.. Siempre Manuuu! Gracias por todo!!
~Gośka !! Pozdrawiamy !!!
2008-07-18 13:20:38
z adresu IP: (194.146.xxx.xxx)
Ocena: -1
:)))))) że ja Cię
~gośka
2008-07-18 13:02:40
z adresu IP: (195.117.xxx.xxx)
Ocena: -1
Ja byłam drugi raz na Manu Chao i z każdą nutą serce mi sie krajało, że to coraz bliżej końca. Nie jechałam tam na jakiś festyn, ani żeby pić piwo, ani żreć kiełbasę, ani cokolwiek innego. Zaplecze to tylko taka otoczka, co to ma do muzyki? Tłok to element dobrego koncertu, napięcie rośnie i czujesz już ten koncertowy fever,rany, ja to uwielbiam! a jak ma się dziecko to trzeba przychodzić wcześniej albo poczekać, aż będzie luźniej. Błoto było nawet zabawne, i sorry, ale ja przeszłabym nawet po gownie, żeby tam być. To sie w ogóle nie liczy! Mam wrażenie, że sporo było no właśnie takiego "betonu", ludzi, którzy przyszli, bo kto inny przyszedł, albo znali jedną piosenkę, i coś im nie pasiło. ale mnie to nie obchodziło, idziesz pod scenę i jest czad, i wszyscy znają słowa i wiedzą o co chodzi, i wszystko pięknie słychać. po co stawać gdzies na horyzoncie i narzekać, że złe nagłośnienie. ja wciąż nie moge sie otrząsnąć, było tak cudownie, mam taki powidok, że ja cie kręce, arriba la luna ohea!!!!!!!!! pozdrawiam wszytskich, którzy czują jak ja:)
~Jolena
2008-07-18 11:58:01
z adresu IP: (194.146.xxx.xxx)
Ocena: 0
ale piszesz w drugim komentarzu o TYCH fanach.... własnie o to chodzi w tekście. Tam było wiele osób nie fanów tylko z medialnego rozgłosu. Nie rozumieli, nawet niektórzy się nie bawili, bo ich to nudziło, ale trzeba było iść, bo kolega szedł i kierowniczka z pracy
~Apophis_
2008-07-18 01:53:06
z adresu IP: (62.111.xxx.xxx)
Ocena: 0
Jeszcze dodam, że w całym tym zamieszaniu związanym z dopychaniem się do wejścia (straszne przeżycie, i ta agresja ludzi... co to za fani Manu Chao? Niech posłuchają jego przesłania...) nie sprawdzono mi ani biletów, ani tego czy mam na sobie bombę albo nóż w spodniach czy nawet aparat (którego nie miałem, tylko telefon którym filmowałem).
~Apophis_
2008-07-18 01:50:44
z adresu IP: (62.111.xxx.xxx)
Ocena: -1
To prawda, z dojściem były problemy. Ale koncert był najlepszym koncertem w moim życiu. Momentami miałem ciarki i nie mogłem się otrząsnąć. Co do przesłania - no cóż, ja problemów nie mam, znam hiszpański i angielski i wszystko rozumiem. Jednak fani, zapewne poświęcili troszkę czasu i poczytali tłumaczenia albo popytali obeznanych "o co mu chodzi" przed pójściem na koncert (bo na koncerty chodzą fani) i raczej takiego argumentu "przeciw" nie akceptuję :x
~MONDE
2008-07-17 21:27:47
z adresu IP: (91.94.xxx.xxx)
Ocena: 0
Jest to już trzeci koncert Manu Chao na którym byłem i jak zawsze koncert był świetny ale organizacja do d........ .A koncert nagrałem cały i to bez żadnych problemów.
~Marek Zoellner
2008-07-17 15:21:08
z adresu IP: (194.146.xxx.xxx)
Ocena: 0
Zgadzamy się :)) Mentira łapie za serce od środka. Mam nadzieję, że ja napisałem tylko prawdę. Mi też zabrakło wielu utworów. Jest taki kawałek Darling Darling na przykład. Miałem nawet cichą nadzieję, że po Euro i wygranej Hiszpanów zagra coś futbolowego. Pamięta Pan Santa Maradonna? Inna sprawa, że to już nie ten Manu, który kiedyś jechał na dachu pociągu i nie ten, którego można znaleźć w YouTubie, jak gra dla chłopów w Boliwii, albo śpiewa w knajpach dla zwykłych ludzi, którzy śpiewają razem z nim i tańczą i mają gdzieś, że nagrał i sprzedał te wszystkie płyty. Dla nas został ten koncert. Koncert w centrum miasta, koncert wielkiej gwiazdy z reflektorami i - moim zdaniem - nienajgorszym nagłośnieniem. To i tak wiele, ale chciałoby się więcej (a właściwie mniej, skromniej i prawdziwiej). Chciałoby się usiąść przy ognisku i posłuchać piosenek a potem opowieści jak powstawały, o ludziach, o których opowiadają, o ich problemach i małych tęsknotach. Cóż, włączmy sobie płytę :)) Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma...
~Chanu Mao
2008-07-17 14:53:50
z adresu IP: (83.27.xxx.xxx)
Ocena: 0
Panie Marku, recenzja jest krótka - MCh prxzylożył się do świetnej zabawy nie tlko talentem ale rownież i sercem i wyszlo super. JAk widzę w tym temacie się zgadzamy. Mnie zabrakło kilku kawałków - ciekaw byłem Mallegrii ia zwłaszcza Por el suelo - mam w MP3 koncertowy kawałek z tym genialnym gitarzystą, ktory fantastycznie zbudował nastrój... No i nie było Mentiry - takiego manuchaowskiego bolera - goście przez 5 minut grają prosty melodyjny i monotonny podkład a gdy kończą, zawsze mi żal, że to tak krotko. WIdziałem na jednym z koncertów (na DVD niestety...) jak manu wykonuje ten utwór nie śpiewając, lecz tylko wznosząc pięść do góry. Mocne, bo 'mentira' to po hiszpańsku klamstwo. Co do organizacji - też się zgadzamy, że firma powinna dostać 10-letni zakaz zbliżania się do jakichkolwiek muzykow innych niż z branży disco polo.
~M. Zoellner do Chanu Mao
2008-07-17 13:14:54
z adresu IP: (194.146.xxx.xxx)
Ocena: 0
Nie jestem ekspertem i nie podaję się za takiego, choć Mano Negrę znam i uwielbiam od wielu lat. Wsiąkłem też w solowe płyty Manu, choć te z każdą następną podobają mi się coraz mniej. Z koncertami Manu jestem obeznany o tyle, o ile widziałem je na dvd. Niestety wcześniej na żywo nigdy mi się nie udało. Tekst pisałem o 4 nad ranem, po koncercie, na którym byłem prywatnie. Chciałem się po prostu podzielić spostrzeżeniami. Wszelkie uwagi co do stylu i zawartości przyjmuję. Pomyślę o nich następnym razem. Sprawa kolejna - przecież ja napisałem, że aranżacje były nowe, żywiołowe. Nowa płyta mi nie wchodzi za bardzo, jest zbyt spokojna. Gdy usłyszałem te same kawałki na wyspie, otworzyłem gembe ze zdziwienia, że można je tak czadowo zagrać. Wiem też co Manu robi z riffami. I wcale mi to nie przeszkadza, opisywałem raczej komentarze ludzi, którzy słyszeli to pierwszy raz. Na marginesie nie przepadam za Bongo Bong ale już Mr. Bobby na tę samą nutę jest genialny, zwłaszcza z tekstem. Ja też nie czekałem na premiery. Manu promuje płytę, która powstała już jakiś czas temu Jeśli chodzi o język i znajomość hiszpańskiego - Manu gra, śpiewa a także o czymś opowiada. Pewnych idei nie da się przekazać samymi dźwiękami, chyba że jest to np. melodia jakiejś znanej pieśni rewolucyjnej. Jeżeli ktoś ma coś do przekazania ludziom i jednocześnie gra koncert nie w Jarocinie czy na Przystanku Woodstock, ale w centrum miasta, podczas masowej imprezy dla każdego, mógłby o tym pomyśleć. Wystarczyło kilka haseł na telebimach po angielsku. Z tego, co widziałem, wielu ludzi nie rozumiało kompletnie, co on śpiewa. A fajnie by było, gdyby zrozumieli. Manu nie musiał się uczyć polskiego. My też nie musimy znać hiszpańskiego. Jak się więc mamy zrozumieć? Opis pielgrzymki do wnętrza... Cóż, ciągnie się. Ale tak się właśnie ciągnęła ta kolejka. Wchodziliśmy w tym samym czasie. Mi się udało dostać do środka zaraz po pierwszym kawałku. Proponuję napisać swoją recenzję i wrzucić ją tu do komentarzy. Chętnie poczytam i podyskutuję :)) z pozdrowieniami :) Marek Zoellner
~chanu mao
2008-07-17 12:45:09
z adresu IP: (83.27.xxx.xxx)
Ocena: 0
"Dla mniej obeznanych zbyt oklepany scenariusz: zaczynamy lajtowo, z lekka regałowo, potem nagły, zdecydowany riff a dalej zdumiewając, porywający czad (miejscami rutynowy).' To Marek Zoellner jest tak bardzo obeznany z koncertami Manu Chao? nie wiedziałem, nic nie czytałem, nie słyszałem wcześniej by radio czy jakaś gazeta wykorzystała go jako eksperta przed tym wydarzeniem... Chyba nie jest obeznany nawet z muzyką Manu, bo wiedziałby, że stare kawalki zagrał w kompletnie nowych aranżacjach. I wiedziałby, że MCh nie unika powtarzania sprawdzonych fiffow w kolejnych utworach. Gdyby znał np jego płytę Proxima Estacion Esperanza", chyba najbardziej popularną... Nikt nie oczekiwał, panie Marku, że MCh zagra premierowe piosenki. Liczyło się to JAK zagra te dotychczasowe. I zrobil to moim zdaniem świetnie, mimo mankamentów nagłośnienia, ale nie tak strasznych by nie dosłyszeć jak w jednym z ostatnich utworów, bawiąc się tak dobrze jak publiczność, kilkakrotnie nie powtórzył "Perque me non Polacco". Też nie znam hiszpańskiego, ale to chyba jest zrozumiałe dla każdego. A te slowa MCh to najlepsza, najkrotsza recenzja tego co działo się na wyspie. PS. Polacco to w rodzinnej Katalonii również określenie takie jak u nas "tureckie kazanie". Może MCh czuje się 'polacco' niosąc w świat swe przesłanie, ale na pewno nie o to mu chodziło we Wrocławiu. PS 2. co do organizcji - zgadzam się w 100%, kicha totalna i amatorszczyzna, kto w ogóle i gdzie wytrzasnął tę firmę? Ale panski opis tych scen błotno - bramkowych ciągnie się jak flaki z olejem. Wchodzilem o 21.20 i chyba udało mi się szybciej dotrzeć pod scenę niż czytać ten fragment...
~pat
2008-07-17 11:19:13
z adresu IP: (85.221.xxx.xxx)
Ocena: 0
Organizacja fatalna, ścisk przy wejsciu, niemili ochroniarze bzdurne przepisy, brak mozliwości napicia sie czegos itd,Ale za to Manu Chao sprawil, ze od razu odechcialo mi sie narzekac i podskakiwalem juz bez stresów przez wspaniale 2,5 godziny koncertu!
~baś
2008-07-17 00:21:51
z adresu IP: (212.76.xxx.xxx)
Ocena: 0
p.s. telefon z aparatem miałam w kieszeni spodni i nikt na niego nie zwrócił uwagi. a i tak go nie używałam.
~baś
2008-07-17 00:20:29
z adresu IP: (212.76.xxx.xxx)
Ocena: 0
to był najlepszy koncert na jakim byłam :) Manu zaczarował chyba każdego :) co do organizacji większych zastrzeżeń nie mam, może dlatego, że weszłam o 20stej kiedy z tym nie było problemu... a poza tym rozumiem po hiszpańsku. choć też się dziwię że mało mówił po angielsku. ale to najmniej ważne, bo liczy się muzyka, a jego poglądy mam akurat głęboko w poważaniu. lewak czy nie lewak, pozytywny :)
~basta
2008-07-16 21:58:27
z adresu IP: (83.27.xxx.xxx)
Ocena: -1
Bardzo chciałem zobaczyć Manu Chao na żywo, zagrali wyśmienicie. Organizatorom chyba bardzo zależało żeby obrzydzić ludziom zabawę, 1.Nagłośnienie w polskim standardzie, czyli jak znasz utwór to sobie dośpiewasz, jak nie znasz to musisz kupić płytę bo na koncercie i tak g... usłyszysz... kto to nagłaśnia ???!!! czy w naszym smutnym kraju nie ma nikogo kto się na tym zna ?! 2. Zróbcie jakieś testy ochroniarzom, jak można zatrudniać ludzi których aż ręce świerzbią żeby dać po pysku, pisze o tych stojących przy wejściu i tych wożących się z "arbuzami" pod pachami po terenie. Zabieranie aparatów.... wytłumaczyć troglodycie, ze ten mały aparat nie stanowi zagrożenia dla nikogo było misją niewykonalną, pewnie wniósłbym ten aparat na "chama" ale mam już swoje lata i nie chce mi się kombinować. Za to ochrona pod samą sceną była jakby z innej bajki, spokój i kultura... może ci byli po testach na inteligencję ;) 3. Zaplecze gastronomiczne to porażka, nawet nie podchodziłem, bo cały koncert bym tam przestał... Ochroniarze na wejściu zabierali ludziom wodę mineralną, 2,5 godziny skakania i nawet nie ma gdzie głupiej wody dostać. Dlatego mam apel do organizatorów: wyciągnijcie wnioski z tego co ludzie tutaj piszą, albo zajmijcie się organizacją dożynek. Starałem się nie zauważać całej otoczki i skupić się na samej muzyce, wybawiłem się jak nigdy :)
~Mietek
2008-07-16 20:35:29
z adresu IP: (81.190.xxx.xxx)
Ocena: 0
Z tymi aparatami i komórkami to jakieś przegięcie. Chyba na każdy koncert można już wchodzić z takowymi, jeśli "nie są profesjonalne" czyli jak rozmumiem nie mają wypasionego obiektywu itp. Zresztą istotnie nie było takiego punktu w regulaminie. Jak widać organizatorzy mieli jakieś zaciemnienie mózgu a byczkom z ochrony bardzo się to spodobało.
~mirek
2008-07-16 13:54:11
z adresu IP: (81.190.xxx.xxx)
Ocena: -1
człowieniu, muza była czadowa ! mnie walą jego poglądy i że śpiewa po hiszpańsku (jak ci przeszkadza to sie naucz hiszpańskiego), zabawa była super, nie było tłoku, a spektakl by po prostu boski. jak ktoś marudzi, że nie zagrał kawałków z listy przebojów RmfFM to niech sobie radio właczy
~maw
2008-07-16 13:47:47
z adresu IP: (146.75.xxx.xxx)
Ocena: -1
na koncert dojechałem 200km, ale nie o poswiecenie chodzi. 3 bramki to jakas porazka:(, brak mozliwosci kupienia czegokolwiek do picia na terenie koncertu bolało, kałuża po tzw.byku - masakra. przynajmniej toy toy widzialem ale na te 7tys ludzi to ich bylo lekko malo. Sam Manu Chao - naglosnienie bylo nietegie - bo słabo Go słyszałem-mimo ze nie znam hiszpanskiego itp to chciałem posłuchać. Poza tym muzyka i zestaw zagrany prz MCH w porzadku-czsami bylem lekko zaskoczony ale bylo ok. Ludzie tez wokół mnie byli spokojni wiec 4 w skali do 5
~barry
2008-07-16 12:44:52
z adresu IP: (84.205.xxx.xxx)
Ocena: -1
Eventim wieśniacka firmo zacznij obsługiwać imprezy disco polo dla 200 osób może ci wyjdzie. Organizacja tragedia, na wejściu klasyczna "buła" jakiej dawno nie widziałem na tej klasy imprezie no i "zakaz wnoszenia aparatów"!!!! absurd interesowałem sie tym przed koncertem wszędzie zapewniali że można pstrykać fotki, na bilecie regulamin- BRAK zakazu wnoszenia aparatów. Dopiero na bramce jakiś łysy przygłup mówi mi: "z aparatem nie wejdziesz!". Szok! -a gdzie ja mam aparat zostawić, przyjechałem pociągiem z Katowic?- Pytam. On na to: "Gówno mnie to interesuje, z aparatem nie wejdziesz!". Ostatecznie przemyciłem aparat tym gamoniom i udało się wejść, co nie było wbrew pozorom łatwe. Organizator dał dupy, na szczęście koncert wynagrodził te trudności i wspominać go będę mile. ps kolega zrobił zdjęcie i jeden z "ochroniarzy" zabrał mu akumulatory warte 100zł to jawny rabunek i tu pozdrawiam firmę Eventim tak trzymać!!!
~bbb
2008-07-16 12:35:22
z adresu IP: (83.25.xxx.xxx)
Ocena: 0
Ma ktos ripa z koncertu? Dzieki.
~criminal queer
2008-07-16 12:33:32
z adresu IP: (85.128.xxx.xxx)
Ocena: 0
organizacja kiepska!!.w porównaniu z hainekenem była to dziecinada. nagłośnienie beznadziejne, przy wejściu nawet nikt nie sprawdził biletu, można było wnieść nawet cały wóz transmisyjny...a zapleczu gastro to nawet nie wspomne....ale za to manu dał czadu i to jest najważniejsze !!!
~lu
2008-07-16 11:42:20
z adresu IP: (83.27.xxx.xxx)
Ocena: 0
Czemu wszyscy piszą, że nie było piwa? Przecież była budka i stoliczki nawet , tak samo jak było błoto. Mi w każdym razie koncert podobał się baaaardzo, a jak na tak parszywe warunki tłum zachowywał się niezwykle kulturalnie. Przy bramce nikt mnie nie sprawdzał: ani torebki, ani biletu :)
~tdab
2008-07-16 10:32:32
z adresu IP: (192.138.xxx.xxx)
Ocena: 0
Organizacja koncertu przerosła firmę Eventim. Czy tak trudno przewidzieć, że przy takiej ilości osób jedno wejście z kilkoma bramkami to zdecydowanie za mało? Czy naprawdę nie dało się uniknąć tego ścisku przed wejściem? Ludzie przyszli na koncert z małymi dziećmi a zostali stłoczeni jak bydło. Gdzie była ochrona żeby zapobiegać niekontrolowanemu napieraniu tłumu do przodu? Czy organizator chciał zafundować uczestnikom darmowy survival w drodze do wspomnianych bramek wytyczając dojście przez największe kałuże, błoto i dziury – szkoda że nie wspomniał wcześniej że należy zabrać gumiaczki celem dojścia na koncert. Czy brak punktu, w którym można byłoby coś kupić do picia to następny element szkoły przetrwania dla fanów Manu Chao? Nagłośnienie miało być super, a było jak zwykle - pierdziawka. Podsumowując zespół, muzyka i zabawa naprawdę przednia, ale organizacja prawie dobra (prawie robi wielką różnicę).
~Kolo
2008-07-16 10:31:41
z adresu IP: (217.96.xxx.xxx)
Ocena: 0
Myślę, że to organizacyjna porażka. Ludzie wywalili własną kasę na bilety i mieli prawo oczekiwać ogólnie przyjętego standardu imprezy. Te standardy nie były zachowane przy wejściu (nie mówię o aparatach, a o problemach z wejściem na wyspę). Słyszałem w radiu jak mówili, że gwiazdy omijają Wrocław, bo tu nikt nie potrafi zorganizować imprezy. Niestety ten koncert to potwierdza.
~Czarnamagia
2008-07-16 10:04:01
z adresu IP: (89.171.xxx.xxx)
Ocena: -1
Jak dla mnie to było przegięcie bo jak stałam przed wejsciem to z 20 osób zawrócili ze maja telefony z aparatem i nie moga wejsc... Problem wodopoju to nawet nie bede komentowac bo po co sie denerwowac;/ a ogólnie patrzac na koncert manu to jestem strasznie zawiedziona bo spodziewałam sie czegos innego, lepszego, zywszego i w ogole i nie zgodze sie z tym ze grał kawałki przerobione na szybsze bo grał własnie wiekszosc wolnych a te co ma szybsze tez przerobil na wolne (szczegolnie to rzucało sie w oczy na poczatku koncertu). Ja nie wiem może na za duzo sie nastawilam oglądajac ich dvd z koncertu...
~Lnm
2008-07-16 09:39:58
z adresu IP: (83.16.xxx.xxx)
Ocena: 0
Za pierwszym razem zostałem wyproszony jak to powiedział pan ochroniarz w zwiazku z naruszeniem punktu 8 regulaminu ;) (nie było w nim oczywiście słowa na temat zakazu wnoszenia urządzeń rejestrujących dźwięk lub obraz, ale występowało słowo "rejestracja"). Na szczęscie mieszkam niedaleko i zdążyłem odnieść aparat. Za drugim razem po dokładnym przeszkunainu plecaka ... nikt nie sprawdził czy mam bilet ;). Fakt, że ludzie posiadający telefony komórkowe z aparatem fotograficznym nie są wpuszczani na koncert na 15 min przed jego rozpoczęciem to wogóle jakieś nieporozumienie (takie przypadki też widziałem).
~MzN
2008-07-16 08:38:47
z adresu IP: (87.205.xxx.xxx)
Ocena: 0
na całe szczęście przyszlismy wczesniej i kolejki do wejścia nie było. Aparatu też profilaktycznie nie bralismy bo z naszymi organizatorami imprez masowych nigdy nic nie wiadomo. Najbardziej jednak dokuczal brak mozliwości zakupu na terenie koncertu czegoś do picia.. I nie bede marudzic że piwa nie było. Zwykła woda mineralna by wystarczyła.
Reklama