Tragiczny finał alkoholowej libacji. Zginął Ukrainiec

Beata Makowska, KM | Utworzono: 2020-01-13 15:36 | Zmodyfikowano: 2020-01-13 15:36
A|A|A

fot. archiwum Radia Wrocław

Z Ukraińcem Andrijem S. poznali się na przystanku autobusowym w Miliczu. Kiedy autobus nie przyjechał, postanowili razem się napić wódki. Po kilku godzinach kiedy byli już mocno pijani, doszło do wymiany zdań. Polak wystraszył się, że jego kompan sięga po nóż i zdaniem śledczych uderzył go z całej siły w brzuch. Po kilku godzinach ofiara zmarła. Jacek O. przekonuje, że nie bił tylko odepchnął mężczyznę.

– Nigdy nie zgodziłbym się na śmierć człowieka, moja wina jest taka, ze nie wezwałem karetki – mówił dzisiaj ze łzami w oczach:

Prokurator Marek Janczyński w akcie oskarżenia podkreśla siłę ciosu:

Jacek O. dzisiaj w sądzie okazał skruchę. Twierdzi, że mimo iż nie uderzył, to i tak się czuje winny śmierci Andrieja S., bo nie wezwał pomocy. Nie przypuszczałem że coś mu się stało. On jak upadł to się śmiał.

Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi od 5 lat do dożywocia.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama