Agnieszka chce żyć, by wychować 2-letniego synka

Martyna Czerwińska, MC | Utworzono: 2021-06-29 11:12 | Zmodyfikowano: 2021-06-29 11:42
A|A|A

fot. Agnieszka Gil

Jej przeciwnikiem jest guz mózgu - glejak 3. stopnia. W liście do naszej redakcji Agnieszka pisze:

"O chorobie dowiedziałam się w 2018 roku a potem założyłam zbiórkę 2019 na leczenie na siepomaga która już trwa ponad 2 lata a środków brakuje wciąż na leczenie. Mam synka i męża i tą okrutną chorobę z którą się zmagam. Moim jedynym ratunkiem to leczenie w Kolonii w Niemczech. Niestety bez tego leczenie nie mam szans na zdrowie.

To jest moja zbiorka na leczenie gdzie jest szansa na zdrowie:

siepomaga.pl/agnieszka-gil

link do mojej grupy licytacyjnej na facebooku:

https://www.facebook.com/groups/194551882150788

Kiedy leżę w szpitalu, właściwie nie widuję synka. Nie chcę, żeby odwiedzał mnie na onkologii. Ten oddział to nie miejsce dla 2-latka. Jest tu za dużo strachu i rozpaczy. Rak rozdzielił już naszą rodzinę, a teraz wyciąga ręce po więcej – po moje życie! Nowotwór długo nie dawał o sobie znać. Aż do pewnej nocy w październiku ubiegłego roku. Dostałam wtedy ataku padaczki. Nie wiedziałam nawet, że ją mam – rano nic nie pamiętałam. Kiedy mąż powiedział mi o wszystkim, od razu pojechaliśmy do szpitala. Z rezonansu wynikło, że mam „coś” na pniu mózgu. Konieczne były jednak dalsze badania. Wykonano biopsję. Po trzech tygodniach przyszedł wynik – glejak III stopnia na pniu mózgu. Nieoperacyjny! Mając 22 lata, otrzymałam wyrok śmierci…To był grudzień 2018 roku. Kiedy wszyscy dookoła przygotowywali się do Świąt, ja siedziałam w gabinecie lekarza i słuchałam o rokowaniach. Myślałam o swojej rodzinie i wiedziałam, że czeka nas długa rozłąka. Zaczęła się moja walka o życie. O to, bym dalej mogła być mamą dla Błażejka. Wraz z początkiem nowego roku rozpoczęłam radioterapię i chemioterapię. Przez półtora miesiąca nie wychodziłam ze szpitala. Z synkiem rozmawiałam tylko przez internet. Tylko tak mogłam go zobaczyć. 

Obecnie jestem w trakcie piątego cyklu chemioterapii Jest trochę łatwiej, bo przyjmuje ją w domu. Są obok mnie synek i mąż, a to daje mi jeszcze więcej sił do walki. Chcę patrzeć, jak mój synek dorasta. Chcę go wychować, ale żeby tak było, muszę żyć. Moja historia nie może się tak skończyć. Chwytam się każdej szansy, by pokonać nowotwór. Jestem tu, by poprosić Cię o pomoc. Tylko z Tobą mogę walczyć o swoje życie – o to, by zostać z synkiem"

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama