Tak silnego wstrząsu w Zagłębiu Miedziowym nie było od dawna. Co się stało w kopalni Rudna?

Niespokojna noc w Zagłębiu Miedziowym. Około 23:30 w środę - tuż po celowych pracach strzałowych w kopalni Rudna - sejsmografy zarejestrowały wstrząs o dawno niespotykanej w tym rejonie sile: aż 4,5 stopnia w skali Richtera. Ewelina Nowicka, mieszkanka Polkowic, przyznaje, że w takim momencie myśli przede wszystkim o tym, co dzieje się pod ziemią:
- U mnie w domu żyrandole latały, powiem tylko tyle. Z półki pospadało kilka przedmiotów. To jest przede wszystkim strach o męża, który w tej chwili jest na kopalni i wiem, że mogło stać się coś złego. Jakieś pół godziny niepewności. To jest najgorszy okres w życiu chyba każdej kobiety - kiedy czeka na wiadomość, czy z jej mężem jest wszystko w porządku, że nic się nie stało.
Przeczytaj: Odkręca gaz i rusza z piskiem opon. Policjanci szukają motocyklisty, który zakłóca spokój w Legnicy
W Polkowicach przesuwały się meble
Wstrząs był tak silny, że w Polkowicach w mieszkaniu na drugim piętrze przesuwały się meble. Mieszkańcy Głogowa relacjonują, że nawet leżąc w łóżkach mieli wrażenie, jakby przez kilka sekund jechali windą.
Tak silny ruch tektoniczny to efekt celowego rozprężania energii, jaka gromadzi się w górotworze podczas wydobycia rud miedzi. Aby nie dochodziło do niekontrolowanych ruchów tektonicznych - bardzo groźnego dla górników zjawiska - co pewien czas pod ziemią przeprowadzane są prace strzałowe. Tak było i tym razem - w kopalni Rudna.
Po wyprowadzeniu załogi w bezpieczne miejsce przeprowadzono detonację o niewielkiej sile. Ta została jednak spotęgowana właśnie energią zgromadzoną w wyrobisku - stąd efekt, który odczuli mieszkańcy całego regionu. Na szczęście pod ziemią nikt nie ucierpiał.
Sprawdź też: Motorówki opanowały zbiornik Bukówka. Starostwo wycofało się z zakazu, ale mieszkańcy mają dość hałasu
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

