Rolnik uśmiercił prawie 7,5 miliona pszczół. Ma zapłacić poszkodowanym 400 tysięcy złotych

W 2020 roku rolnik z powiatu świdnickiego dokonał oprysku rzepaku o złej porze dnia i niedozwolonym środkiem. Przez to działanie zginęło 245 rodzin pszczelich z 8 pasiek.
- W maju, w godzinach rannych, rolnik dokonywał oprysku rzepaku, który był w okresie kwitnienia. Tego samego dnia, w godzinach rannych, 6 osób pokrzywdzonych – mówimy tutaj o pszczelarzach – zaobserwowało, że część pszczół nie wraca, a część, która wraca, zachowuje się dziwnie. Okazało się, że zginęło ponad 7 milionów pszczół, a dokładnie 7 milionów 300 tysięcy - mówi prokurator Marek Rusin.
Zastosowany środek zdziesiątkował pasieki - pszczoły stały się agresywne, walczyły ze sobą w ulach, a część zginęła niemal od razu jeszcze na polu.
Sprawdź też: Syreny alarmowe zawyją w całym regionie. To decyzja Wojewody Dolnośląskiej
Decyzja sądu jest precedensem w skali kraju
Pierwotnie rolnika skazano na rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz orzeczono między innymi zapłatę po 5 tysięcy złotych na rzecz poszkodowanych pszczelarzy. Od wyroku odwołał się oskarżony, ponieważ podtrzymywał niewinność. Odwołała się też prokuratura, uznając, że odszkodowanie jest niewspółmierne do strat. Jeden pszczelarz stracił około 13 tysięcy złotych, drugi ponad 350 tysięcy. Teraz Sąd Apelacyjny podtrzymał karę więzienia, ale zwiększył wysokość nawiązki zgadzając się z wnioskiem prokuratury. Decyzja sądu jest precedensem w skali kraju i będzie wzorem dla innych, nie kryje zadowolenia Marek Rusin:
- Do tej pory najczęściej były wytaczane powództwa cywilne o odszkodowania, jak również sporadycznie były kierowane wnioski o ukaranie z ustawy o ochronie roślin. Powiem w ten sposób: mamy instrumenty, mamy prawo i możemy w takich sytuacjach skutecznie reagować, a wyrok sądu apelacyjnego to potwierdza i daje nam wskazówkę, jak powinniśmy w tego typu sprawach postępować.
W regionie: Kłusownicy nielegalnie łowili ryby w rezerwacie przyrody. Potem wrzucili je do worków bez wody
Proces ciągnął się blisko 5 lat
Orzeczenie jest pierwszym przypadkiem o takiej skali. Z uwagi na prawomocny wyrok sądu apelacyjnego może być w przyszłości przykładem, na który będą się powoływać inni, oraz wzorem postępowania. To duży sukces - uważa prokurator. Również biorąc pod uwagę skomplikowanie ciągnącego się 5 lat procesu. Jeszcze na miejscu zdarzenia przeprowadzono oględziny, a pszczoły badał też specjalistyczny ośrodek w Puławach. Obydwie strony skorzystały też z opinii autorytetów, które nie były jednomyślne i trzeba je było ze sobą konfrontować, dodaje prokurator Rusin:
- Opinie zdobyte przez prokuratora i uznane przez sąd pierwszej instancji musiały zostać skonfrontowane z opiniami, które uzyskał oskarżony. Okazuje się - patrząc już na orzeczenie, które zapadło - że prywatne opinie oskarżonego nie wytrzymały konfrontacji z opiniami zebranymi w toku prowadzonego śledztwa.
Wyrok jest prawomocny. Interesy poszkodowanych zabezpieczono wpisem w hipotekę oskarżonego. Teraz poszkodowani mogą wystąpić o nadanie klauzuli wykonalności, by uzyskać odszkodowanie. Do tego otworzyły się nowe możliwości. Mogą chociażby pozwać rolnika o rekompensatę za utracone przez te lata korzyści, które wypracowaliby, gdyby 245 rodzin pszczelich z 8 pasiek nie zginęło. Rolnik będzie również musiał pokryć koszty procesu, a te - z uwagi na liczbę rozpraw i czas - będą niemałe.
Proces jest także nauczką i przestrogą dla innych. Pominąwszy aspekt stosowania wycofanych środków, wiele wskazuje na to, że wystarczyło spryskać pole o właściwej porze dnia oraz odpowiednimi środkami. Wówczas nie byłoby zarówno straty dla ekosystemu, jak i portfela oskarżonego.
Ważne: Zabójstwo w Jeleniej Górze. Sobota dniem żałoby po tragicznej śmierci 11-latki
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
