Kaja Ziomek-Nogal drużynową mistrzynią Europy

Polki wywalczyły tytuł w gronie czerech rywalizujących drużyn. Finiszowały z czasem 1.27,07, o ponad 5,5 s lepszym od Belgijek (1.32,65). Na trzecim stopniu podium stanęły Niemki (1.34,52). Z powodu upadku wyścigu nie ukończyły broniące tytułu Holenderki.
Reprezentantki Polski przyznały, że lepiej nie dało się rozpocząć zawodów przed własną publicznością i miały nadzieję, że to dopiero początek sukcesów biało-czerwonych na tych zawodach. Jak mówiły, w pełni zrealizowały swój plan na ten bieg.
- Przed startem był dreszczyk emocji, ale czułyśmy duże wsparcie z trybun. Wszystko poszło tak, jak miało pójść. Ułożyłyśmy się dobrze od samego początku, a na ostatniej zmianie nogi już trochę piekły. To był nasz bardzo dobry bieg i dobre przetarcie przed startami indywidualnymi – powiedziała Bosiek, która w niedzielę wystartuje jeszcze na 1000 m.
Biało-czerwone w sprincie drużynowym triumfowały też w ostatnim cyklu Pucharu Świata, wygrywając m.in. w Tomaszowie Mazowieckim. Ziomek zaznaczyła jednak, że po złoto ME sięgnęły w jeszcze lepszym stylu niż wówczas, bo pojechały o sekundę szybciej niż przed rokiem.
- Wtedy też pokonałyśmy bardzo dobre zawodniczki. Teraz jechałyśmy innym składem i inna była nasza taktyka. Pojechałyśmy jeszcze szybciej, choć nie miałyśmy dużo czasu, żeby ćwiczyć razem, bo dla każdej z nas najważniejsze są starty indywidualne. Zrobiłyśmy jednak wszystko tak, jak zaplanowaliśmy. To niesamowite uczucie wygrywać przed polską publicznością, naprawdę słyszałam ich doping z trybun – zaznaczyła sprinterka, która w sobotę będzie rywalizować jeszcze na 500 m.
Polki żałowały, że sprintu drużynowego nie ma w programie olimpijskim, bo – jak mówiły – to bardzo widowiskowa konkurencja.
- Zawsze będę powtarzała, jak bardzo żałuję, że to nie jest konkurencja olimpijska, bo to są niesamowicie emocjonujące wyścigi – przekonywała Ziomek.
Złoto indywidualnie wywalczył także w piątek Damian Żurek na 1000 metrów.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

