Parkingi, taksówki i lody bakaliowe - Radio Wrocław

Parkingi, taksówki i lody bakaliowe

Maria Woś
Maria Woś
| Ćwierć roku temu, 2026-03-13, 17:44
Parkingi, taksówki i lody bakaliowe - Fot. M. Zoellner
Fot. M. Zoellner

POSŁUCHAJ:

1.0x
00:00
00:00


Komentarze (3)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Stary wrocławianin 2026-03-18 10:16:47 z adresu IP: (188.146.xxx.xxx)
Nie tylko opowieść piękna, ale i bezcenna pod względem edukacyjnym. Gdzie młode pokolenia dowiedzieć się mogą o realiach życia w komunistycznej Polsce? Przecież nie z mediów będących właśnością dzieci pułkowników UB ani na lekcjach historii, dla których podręczniki i programy piszą stalinowcy z dziada - pradziada!
~Artur Adamski 2026-03-18 10:13:28 z adresu IP: (188.146.xxx.xxx)
Póżny PRL to oczywiście nie lata czterdzieste czy pięćdziesiąte, ale przepaść w poziomie życia między ówczesną komunistyczną Polską a Zachodem była po - twor - na! Mimo, że znałem wtedy mnóstwo opowieści o życiu we Francji, Anglii czy RFN to jednak nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, jak była ona ko - lo - sal - na! W 1988 pierwszy raz udało mi się przekroczyć granicę, by auto - stopem dotrzeć m.in. aż na Syscylię. No i nie wierzyłem własnym oczom widząc tę masę nastolatków jeżdżących własnymi samochodami, śmigających na motocyklach, o których my mogliśmy sobie tylko pomarzyć. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem w Austrii hipermarket to byłem przekonany, że to jakaś hurtownia dla właścicieli sklepów. Bo przecież każdy w tych wielkich wózkach pchał tam sobie towarów więcej, niż było do nabycia w sklepie z mojego wrocławskiego osiedla. No i jakich towarów... Nie żadnej "herbaty popularnej" czy innych "czekoladopodobnych" kupowanych na kartki. Dla tych, którzy tego nie pamiętają, nędza PRL - u jest nie do wy - o - bra - że - nia !
~Artur Adamski 2026-03-15 10:15:11 z adresu IP: (37.30.xxx.xxx)
Pracowałem kiedyś z sędziwym nauczycielem chemii, który zanim skończył studia przez parę lat budował Nową Hutę (i jak wielu wcale nie dał się tam skomunizować). Opowiadał, że za darmo mieszkali w barakach (warunki gorzej niż spartańskie), dostawali śniadania, obiady i kolacje, więc żyć jakoś się dało. Ale miesięcznego wynagrodzenia starczało co najwyżej na jedną jedyną koszulkę. I na nic więcej.