Referendalna ofensywa w Kłodzku. Burmistrz kwestionuje stawiane zarzuty. Chodzi m.in o powódź

Grupa referendalna, która chce odwołania burmistrza Kłodzka, na podstawie wystąpienia pokontrolnego Najwyższej Izby Kontroli zarzuca mu nieprawidłowości w czasie powodzi w 2024 roku. Jak powiedział rzecznik grupy, Pascal Blacheta, to były "systemowe zaniedbania, chaos logistyczny i błędy decyzyjne". Jeden z głównych zarzutów dotyczy braku uruchomienia syren alarmowych:
– Przede wszystkim mieliśmy do czynienia z paraliżem systemu ostrzegania. Mieszkańcy otrzymali ciszę, zamiast alarmu. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia zalaniem miasta, burmistrz nie ogłosił na terenie gminy stanu pogotowia ani alarmu przeciwpowodziowego.
W REGIONIE: Bardo. Ojciec i syn zginęli pod kołami samochodu, który wjechał na chodnik
Burmistrz odpiera zarzuty
Jak powiedział Radiu Wrocław Bartłomiej Pograniczny, rzecznik prasowy Najwyższej Izby Kontroli, ostateczny raport - po weryfikacji wyjaśnień - ma zostać dopiero wydany. Gmina złożyła wyjaśnienia. Nie wiadomo też, jakie będą konsekwencje i ostateczne zalecenia wobec wielu gmin dotkniętych powodzią, w których ujawniono nieprawidłowości. Burmistrz Kłodzka, Michał Piszko, odpiera ten zarzut:
– Tutaj ma zastosowanie ustawa kompetencyjna. Burmistrz, wójt nie musi ogłaszać alarmu przeciwpowodziowego, jak został już on ogłoszony przez organ wyższego rzędu, czyli w tym przypadku przez starostwo powiatowe.
Wśród nieprawidłowości grupa referendalna wymienia również brak zaangażowania kłodzkiej Ochotniczej Straży Pożarnej, nieaktualny Plan Zarządzania Kryzysowego, brak prowadzenia dziennika zdarzeń, nieprzygotowanie sprzętowe czy nieodzyskanie od mieszkańców osuszaczy przekazywanych z magazynów. Jak zaznaczył na konferencji prasowej rzecznik grypy referendalnej, Pascal Blacheta - według wystąpienia NIK - burmistrz miał naruszyć ustawę o finansach publicznych:
– Gigantyczne środki z ministerstwa finansów w kwocie 29 mln złotych, nie zostały wprowadzone do planu finansowego na rok 2024 mimo tego, że do budżetu miasta wpłynęły.
Aktywiści stawiają burmistrzowi szereg zarzutów
Jak tłumaczy Radiu Wrocław Michał Piszko, gdyby nie przesunięcie pieniędzy, miasto nie mogłoby wykorzystać rządowej pomocy, bo zostały przyznane w grudniu 2024 roku:
– Zgodnie z ustawą, musielibyśmy te środki wydać do końca roku. Fizycznie nie jest możliwe, aby je wydać w przeciągu dwóch tygodni. Te środki służą do dokładania gminie miejskiej w przetargach, które rozstrzygamy na zadanie te, w których infrastruktura została zniszczona po powodzi.
Jak dodał Michał Piszko w nocy z 14, na 15 września mieszkańcy zagrożonych ulic, mieli otrzymać smsy z powiadomieniem o ewakuacji. Jak zapewnił, dzięki nowej ustawie i dotacjom z programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, wdrożono nowe rozwiązania z zarzadzania kryzysowego.
Z 29 mln złotych na koncie miasta pozostało jeszcze 8 mln złotych. Magistrat za 2024 i ubiegły rok otrzymał pozytywną opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej z wykonania budżetu. Oficjalny i końcowy raport Najwyższej Izby Kontroli, a także wynikające z niego konsekwencje oraz zalecenia dla samorządów poznamy w najbliższym czasie.
Sprawdź również: Pierwszym odcinkiem S8 z Wrocławia do Kłodzka pojedziemy już w przyszłym roku. Tak idą prace [ZDJĘCIA]
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

