Ubezpieczenie od powodzi tylko dla wybranych? Kataklizm wywindował stawki do absurdalnych poziomów

Stawki za ubezpieczenie mieszkań i domów na terenach powodziowych zależą od strefy w jakiej znajduje się nieruchomość. W przypadku prywatnych mieszkańców, firmy ubezpieczeniowe nie odmawiają objęcia ochroną, którzy mogą zapewnić sobie ochronę również przed skutkami powodzi:
- Teraz, jak następne ubezpieczenie płaciłam, to jest większa kwota. Wszystko jest ujęte.
- Ta sama stawka została.
- Teraz w ubiegłym tygodniu ubezpieczałam mieszkanie na 160 tys., płacę na rok 400 złotych.
Sprawdź: Dramatyczne statystyki dolnośląskich strażaków. "Dwa razy więcej pożarów, zginęło osiem osób"
Samorządy i spółdzielnie są w katastrofalnej sytuacji. "Wystarczy jedynie na waciki"
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja samorządów, spółdzielni mieszkaniowych i przedsiębiorców z terenów powodziowych, którzy nadal mają duże problemy z ubezpieczeniem swojego majątku przed powodzią. Jak tłumaczy Radiu Wrocław Dariusz Chromiec, burmistrz Stronia Śląskiego, do września 2024 roku, pełne ubezpieczenie [urzędu, jednostek podległych, infrastruktury - przyp. red] kosztowało gminę blisko 55 tys. złotych, dzisiaj koszt zwykłej polisy to ponad 130 tys. złotych, ale bez ochrony przed powodzią:
- Jeżeli ten limit by był określony na 1 mln złotych, to byśmy musieli zapłacić składkę w wysokości 1 mln złotych. Kwota ubezpieczenia, równa się kwota stawki. Gminy na pewno na to nie stać ani żadnych moich jednostek, ani spółek gminnych.
Jak powiedział Tomasz Mazurek, prezes spółdzielni mieszkaniowej w Stroniu Śląskim, słynne zielone bloki posiadają obecnie polisę przed skutkami powodzi, ale na symboliczną kwotę:
- Żadna duża firma, która prowadzi tego typu ubezpieczenia, nie chce z nami rozmawiać. Jedna z firm zgodziła się na wprowadzenie takiego zapisu, ale jak to klasyk powiedział - na waciki. Do kwoty 250 tys. złotych na wszystkie 15 budynków.
Jak dodał Tomasz Mazurek, od Rzecznika Finansów otrzymał odpowiedź, że ubezpieczenie jest dobrowolne, a ryzyko szacują firmy i jeśli jest duże, nie muszą podpisywać umowy. Obecnie, gmina ma ubezpieczenie na przykład od pożarów, ale gdyby dzisiaj wystąpiła powódź, ubezpieczyciel nie wypłaci ani złotówki. Dla porównania - po powodzi w 2024 roku odszkodowanie wyniosło 13 mln złotych.
Przedsiębiorcy zostali bez realnej ochrony
Podobne trudności mają przedsiębiorcy. Jak tłumaczy Maria Łukaszewska, właścicielka obiektu hotelarskiego w Lądku Zdroju, otrzymała odmowy od wszystkich firm ubezpieczeniowych w Polsce, jedna z nich wznowiła wyliczenia po interwencji Kancelarii Premiera:
– Ta stawka wyniosła 96 tys. [red. złotych], wcześniej płaciłam 8 tys. Jest to w ogóle nie do udźwignięcia. Cały nasz majątek jest na stole. Mam nadzieję, że nie wyjdzie żaden polityk i nie powie, że trzeba się było ubezpieczać, bo ja naprawdę dołożyłam wszelkich starań.
Ubezpieczyciele nie są zainteresowani objęciem przedsiębiorców ochroną przed ryzykiem powodzi. Często są również proponowane zaporowe stawki, czasem równe kwocie ubezpieczenia.
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: 10 autobusów elektrycznych za ponad 23 mln złotych - powiat oławski chce być eko. Mieszkańcy są jednogłośni
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

