Co było najlepsze na Nowych Horyzontach? I gdzie to będzie można zobaczyć?

Jan Pelczar | Utworzono: 2017-08-15 14:30 | Zmodyfikowano: 2017-08-15 13:45
A|A|A

1. Nadal kryję się z paleniem, reż. Rayhana

Po raz pierwszy nie stawiam na pierwszym miejscu takiego podsumowania najlepszego, a najważniejszy film. Algierska autorka przeniosła na ekran własną sztukę, z akcją osadzoną w hamamie. W niektórych krajach kobiety mogą być sobą tylko tam. Film jest łagodniejszy od sztuki, ale ma nagość. Dlatego w krajach arabskich, poza Tunezją, jest zakazany. Jak wspomniałem podczas gali rozdania nagród festiwalu, zdaniem Rayhany problemem nie jest jedna religia, czy jeden rząd, a powracający w świecie trend – wrzucenie wstecznego. Warto o tym pamiętać przez cały rok, między kolejnymi Horyzontami. W otoczeniu widzów festiwalu, w ich miastach, miasteczkach, dzielnicach i blokach są osoby, które nie oklaskiwałyby razem z nimi wszystkich bohaterów oglądanych we Wrocławiu filmów. Publiczność musi czerpać z festiwalu energię na cały rok. Podczas 17. festiwalu największe jej pokłady wyzwolił film „Nadal kryje się z paleniem”, przekształcający codzienne czynności w rodzaj obrzędu, naznaczający wyjątkowością przestrzeń codziennego azylu.

Nie wiadomo, czy film znajdzie się w dystrybucji w polskich kinach.

2. Niemiłość, reż. Andriej Zwiagincew

Najlepszy film festiwalu. Arcydzieło. Mistrzostwo opowiadania historii, komponowania jej, nadawania wielu znaczeń, poszerzania możliwości interpretacji, wrzucenia najbardziej poruszającego ujęcia na obrzeża. Wychodzi i portret jednostek, bo aktorzy grają genialnie i szerszy obraz, bo kamera pokazuje nam nieprzypadkowe miejsca i plany. Chłodna panorama w czasach selfie działa najmocniej. Na filmie Zwiagincewa pęknąć mogą najbardziej zatwardziałe serca, ale nie stoi za tym żadna drastyczna decyzja: fabularna, czy formalna. Rosyjski twórca trafia do nas prostą prawdą o życiu, które znamy doskonale. Wie, jak ją przekazać, by trafiła w najczulszy punkt.

Polska premiera filmu planowana jest na luty.

3. Western, reż. Valeska Grisebach

Zasłużony zwycięzca konkursu głównego. Film oparty na pomyśle, który mógł się wydawać karkołomny i sztuczny, okazał się najbardziej naturalny i szczery. Nikt nie wchodzi w buty konwencji, jak w skansenie. Bohaterowie wchodzą w symboliczne role, zachowując własne, współczesne rekwizyty. Kamera podpatruje ich z dokumentalną bliskością, a momentami z czułością. Scena końskich zalotów w wodzie, czy męski taniec – to obrazy godne największych mistrzów kina.

Film trafi na ekrany polskich kin. Najbliższa okazja do jego zobaczenia w listopadzie, podczas Dni Filmowych LUX.

4. Bliskość, reż. Kantemir Bałagow

Zaczyna się jak kolejna „Sieranevada”, ale po drodze wpadamy na wiele dramatycznych zakrętów, wobec których rumuńska stypa jawi się jako oaza spokoju. Tytułowa bliskość staje się ciasnotą, poszerzanie horyzontu będzie dla głównej bohaterki syzyfową pracą. Młoda żydówka na północnym Kaukazie, w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, skazana jest na cierpienie. Widzowie filmu Kantemira Bałagowa mogą oczekiwać poruszających godzin w kinie.

Film ma trafić na ekrany polskich kin.

5. 78/52, reż. Alexandre O.Philippe

Litry czystej przyjemności i kilogramy wiedzy. Dla fanów Hitchcocka film o kulisach powstawania i kontekstach sceny pod prysznicem z „Psychozy” to fascynujące studium, które śledzi się z zapartym tchem. Dla pozostałych kinomanów to może być albo otwarcie oczu albo ciekawy dokument o inspiracjach, pomysłach, rozwiązaniach i interpretacjach. Niewiele jest scen w dziejach kina, które tak zmieniłyby sposób postrzegania i tworzenia filmów. Niewielu dokumentalistów potrafi o filmach od kuchni opowiadać w równie ciekawy, erudycyjny sposób.

Film nie trafił na ekrany polskich kin.

6.-8. Happy End, reż. Michael Haneke, The Party, reż. Sally Potter, The Square, reż. Ruben Ostlund

Do jednego worka wrzucam trzy komedie. Dwie z nich dzieliły widzów na rozczarowanych i zawiedzionych oraz zachwyconych i wciśniętych w fotel. Ta środkowa pogodziła wszystkich. Sally Potter przygotowała takie nowohoryzontowe „Okno na parlament”. Doskonale zmontowane, precyzyjnie rozpisane, teatralna farsa dla erudytów w czerni i bieli, z wytrawną obsadą, przemyślanymi rolami i spojrzeniem na lufę naładowanego pistoletu. U Potter, podobnie jak u Hanekego i Ostlunda, powraca słynne pytanie: „z kogo się śmiejecie? z siebie samych się śmiejecie”.

Austriacki reżyser ma problemy z formą w swojej gorzkiej komedii, bywa zbyt dosłowny, groteskowy. Najciekawiej wyszła zabawa z nowymi mediami.

Zabawa, która u szwedzkiego twórcy, nagrodzonego Złotą Palmą, jest motorem napędowym fabuły. W międzyczasie dostajemy jakby osobne skecze, nie wszystkie udane, ale w większości nawiązujące do tego samego: oderwania kreatorów od odbiorców, twórców od sensów, elit z apartamentów od mieszkańców z blokowisk. Cała trójka stąpa po cienkiej linii, zdarzają się momenty, w których komediodramaty reprezentują sobą to samo, o co mamy oskarżać ich bohaterów – zapatrzenie we własny kształt i osobowość niezdolną do empatycznego spojrzenia.

Wszystkie filmy trafią do dystrybucji w polskich kinach: najszybciej, 15 września, The Square. 

9. Sexy Durga, reż. Sanal Kumar Sasidharan

Nie podobał mi się ten film. Ale nie mogę przestać o nim myśleć. Jest jak koszmar, który powraca. Półtorej godziny totalnej opresji, wywołanej wszystkimi dostępnymi w kinie środkami, ale w sposób minimalistyczny i kameralny. Kino drogi bez panoram, z ciasnymi, nieostrymi, źle oświetlonymi widokami. Na swój sposób hinduski reżyser potrząsa widzami o wiele sprawniej (i w sprawie częściowo tej samej) niż mistrzowie, których położyłem półkę wyżej. Ale jednocześnie do ich filmów będę wracał, „Sexy Durga” to raczej jednorazowe doświadczenie. Takie nowohoryzontowe „Bękarty diabła”.

Nie wiadomo, czy film trafi do dystrybucji w polskich kinach.

10. 20th Century Woman, reż. Mike Mills 

Z polskich filmów, pokazanych na festiwalu, najbardziej podobało mi się „Serce miłości”, ale jeśli mam wskazać najbliższe moim emocjom serce filmowej miłości, to właśnie zignorowany przez polskich dystrybutorów komediodramat nominowany do Oscara za scenariusz zająłby pierwsze miejsce. Elle Fanning, widziana na NH także w „Na pokuszenie”, świetna Annette Bening, jedna z ikon AFF Greta Gerwig, odmienny niż zwykle Billy Crudup i ciekawy Lucas Jade Zumann, tworzą obsadę, którą od pierwszych scen traktuje się jak paczkę starych dobrych znajomych. Dla szufladkowiczów: Aquarius tegorocznych Horyzontów. Dla patrzących w przyszłość: zwiastun tegorocznego American Film Festival. Podobnie można powiedzieć o „A Ghost Story”. Podobnie jak w nagrodzonym przez publiczność „Photonie” Normana Leto w trakcie filmu dostajemy wykład o początkach i przyszłości wszechświata. Casey Affleck w prześcieradle jako duch i Rooney Mara pożerająca wypiek. Z jednej strony klasyczny festiwalowy snuj, z drugiej trochę antyteza „Człowieka-scyzoryka”, ale najważniejsze, że spójnie przeprowadzona zaduma nad miejscem i rolą zmarłych w naszej kulturze.

„20th Century Woman” nie trafił na ekrany polskich kin, jest dostępny w sklepie I Tunes.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama