Czas mroku ***

Jan Pelczar | Utworzono: 2018-01-28 17:11 | Zmodyfikowano: 2018-01-25 15:58
A|A|A

Na przykład pokazywanym tu rozmowom przywódcy z ludem. Są one współczesną brytyjską odpowiedzią na słynne zadanie z socjalistycznego humoru zeszytów: który człowiek był najwybitniejszy i dlaczego właśnie Lenin? Reżyser „Pokuty” Joe Wright zdaje się pytać, który człowiek był genialnym przywódcą i dlaczego Winston Churchill. Kiedyś na takie filmy mówiło się „produkcyjniak”.

Można oglądać „Czas mroku” jak prequel serialu „The Crown”. Widz popularnej serii o królowej Elżbiecie uśmiechnie się pod wąsem, gdy zobaczy, kto wydaje instrukcje przed transmisją radiowego przemówienia. Wszystko wskazuje na to, że rok po statuetkach dla Jona Lithgowa za kreację Churchilla z małego ekranu, teraz komplet nagród zgromadzi Oldman za stworzenie nieco wcześniejszego, ale bardzo podobnie napisanego portretu brytyjskiego premiera. W obu przypadkach Churchill, który pali jak smok i pije alkohol o każdej porze, ma u swego boku barometr opinii społecznej w postaci spisującej jego przemówienia maszynistki. I w filmie i w serialu wykorzystano motyw dyktowania z wanny.

W obu produkcjach Churchill budzi początkowy opór monarchy, ale zjednuje go sobie wraz z dobrymi decyzjami. Stawia czoła opozycji i konkurentom z własnej formacji, stawiającymi wewnętrzne rozgrywki ponad dalekosiężną politykę. Churchill pokazany jest za to jako wizjoner. Uparty, ale liczący się z głosem ludu. I właśnie te jego momenty olśnień mogą budzić największą wątpliwość. W serialu „The Crown” najgorszy był dla mnie odcinek o smogu, w którym przesadzono z kumulowaniem historycznych wydarzeń w ramy zgrabnej historyjki. Premier i jego gospodarska wizyta w szpitalu to jednak nic w porównaniu z premierem i jego pełną troski przejażdżką metrem. Ci współpasażerowie, cytujący rzymskich filozofów, stanowczy i pełni patriotycznego wsparcia. Zastanawiać się można tylko nad jednym: czy propaganda „Czasu mroku” ma utwierdzać Brytyjczyków w tym, że dobrze zrobili wychodząc z Unii, czy jednak Brexit to błąd, skoro historycznie Wyspy są częścią Europy? Ciekawe, czy tych czasów sięga wizja bohatera podczas jego lotu na spotkanie z przywódcą Francji. Jest to jedna z najbardziej kabaretowych sekwencji w filmie, choć w zamyśle miała być pewnie dramatyczna.

Mimo tych zarzutów Oldman zasługuje na Oscara. Niebanalnie przeistoczył się w Churchilla. Oko mu lata z przemęczenia, kapitalnie podaje znane cytaty i paradnie wybucha gniewem. Kontroluje swoje wcielenie i w przemowach i w okrzykach. Statuetkę mogą też dostać autorzy charakteryzacji, która niezwykle upodobniła aktora do historycznej postaci. „Czas mroku” świetnie wypada też, gdy przestaje być kinem, a staje się niemal teatralną rozmową, wejściem za kulisy. Wygląda to wiarygodnie, dzięki dopracowanej scenografii i kostiumom, a spotkania na szczycie zostały dobrze zredagowane i pikantnie zagrane, w czym oprócz Oldmana spore zasługi ma Ben Mendelsohn jako król Jerzy z mocnym akcentem. Najgorzej dzieje się w filmie Joe Wrighta, gdy reżyser przypomina sobie, że to powinno być kino. Kamera zaczyna patrzeć z góry, niekiedy zagląda w oczy ofiarom wojny, innym razem to skazani na poświęcenie zatrzymują się pośrodku pola bitwy, by spojrzeć nam w obiektyw. Robi się naprawdę patetycznie. A prawdziwej grozy, która zagląda w oczy Brytyjczyków, w związku ze spodziewaną nazistowską inwazją, nie da się odczuć. To nie Superwizjer.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Informujemy, ze wydarzenia zaplanowane w Sali Koncertowej Radia Wrocław do końca kwietnia 2020 r. nie odbędą się. O zmianach terminów będziemy Państwa informować na bieżąco.
Reklama