Han Solo: Gwiezdne wojny – historie ****

Jan Pelczar | Utworzono: 2018-05-27 16:33 | Zmodyfikowano: 2018-05-30 18:40
A|A|A

Han Solo Aldena Ehrenreicha ma tyle wspólnego z Hanem Solo Harrisona Forda, co Młody Indiana Jones z telewizyjnych „Kronik” z kinowym łowcą przygód, miłośnikiem fedory i lassa. Sean Patrick Flanery był skazany na kreowanie postaci w cieniu słynnego aktora, Ehrenreich zdaje się mieć większe ambicje, ale w finale najcieplej można myśleć o jego bohaterze, gdy przywołuje w nas wspomnienia jego starszej wersji z poprzednich filmów o odległej galaktyce. Odcinek cyklu „Gwiezdne wojny. Historie” poświęcony Hanowi Solo pokazuje kinomanom, gdzie bohater dorastał, jak został świetnym pilotem, a przede wszystkim, w jednej z zabawniejszych części, jak zaprzyjaźnił się z Chewbaccą. Scena ich pierwszego spotkania należy do wielu, w których film Rona Howarda czerpie całymi garściami z klasyki filmów o Jamesie Bondzie. Z kolei autorzy scenariusza Jonathan i Lawrence Kasdanowie zadbali o liczne odniesienia westernowe.

Sporo aktorskiego dobra zgromadzono na drugim planie. Wygrywa Donald Glover jako młody Lando. To kolejne udane wcielenie jednego z najbardziej utalentowanych aktorów, komików i wokalistów naszych czasów. Cieszy też występ Woody’ego Harrelsona, który jest na tym galaktycznym Dzikim Zachodzie ważnym kowbojem. Chociaż z drugiej strony takie ojcowskie prototypy lepiej rozprowadzono ostatnio w „Strażnikach Galaktyki”. Najbardziej zawiodły mnie Thandie Newton i Emily Clarke. Matka smoków nie zrobiła zbyt wiele, by przestano ją kiedykolwiek kojarzyć tylko z rolą królowej w „Grze o tron”. W miłość Hana i Lei wierzyłem, unosiła ona filmy, uczucie między Hanem i graną przez Clarke Qi’rą ledwo się tli. Natomiast występ gwiazdy „Westworld” przypada po prostu na najsłabszą, czyli początkową część filmu. Na dobre w klimaty znane z „Gwiezdnych wojen” wchodzimy dopiero z Chewbaccą i Lando.

„Han Solo” to najsłabszy odcinek w disnejowskim rozdziale galaktycznej sagi, ale wciąż nie jest to zły film. Dostajemy już chyba ostateczne potwierdzenie, że powrotu do mrocznych widm nie będzie. W dzisiejszym kinie mrok wypiera kicz. Kiedyś główną atrakcją dla kinomanów były efekty wizualne. Dziś, gdy co miesiąc mamy na plakatach nowego superbohatera, liczą się nie tylko fajerwerki. Film Rona Howarda zwraca uwagę stylistyką, chłodnymi zdjęciami Bradforda Younga, świetnie podkreślającymi cechy bohaterów kostiumami Davida Crossmana i Glyna Dillona. Miejsce w historii sagi galaktyki kinowa historia Hana Solo może zająć nie dzięki opowieści o jego młodości, a za sprawą ukazania ducha początków rebelii. Pierwszym buntownikiem jest robot – kobieta. L3 wpaja innym droidom, że mają swoje prawa, powinni o nie walczyć. Że nic nie należy się „proteinowym oprawcom”. W różne miejsca czasu i przestrzeni rzucały nas filmy z odległej galaktyki. Za sprawą L3, mówiącej dumnym głosem Phoebe Waller-Bridge, są ciągle na czasie.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama