Dobry mecz, ale punktów znów brak

PP/PAP/media klubowe | Utworzono: 2022-09-17 08:40 | Zmodyfikowano: 2022-09-17 08:40
A|A|A

fot. miedzlegnica.eu

Miedź znakomicie rozpoczęła zmagania w Warszawie. Już w 2 minucie Maxime Dominguez odebrał piłkę Rafałowi Augustyniakowi wpadł w pole karne i zagrał do środka, gdzie był Angelo Jose Henriquez Iturra, który wpakował futbolówkę do siatki. Chwilę później zielono-niebiesko-czerwoni mogli podwyższyć, ale po kolejnej akcji chilijski napastnik nie zdołał dopaść do piłki po zagraniu w polu karnym. Nie minął jednak kwadrans, a legniczanie prowadzili już 2:0. Tym razem w roli głównej wystąpił Luciano Narsingh, który w znakomitym stylu wykończył następny szybki atak zespołu znad Kaczawy. Za chwilę Holender mógł zdobyć kolejnego gola, ale w sytuacji sam na sam nie zdołał przerzucić Kacpra Tobiasza. To był piorunujący początek podopiecznych trenera Wojciecha Łobodzińskiego.

Niestety, potem znów dały znać o sobie demony prześladujące zespół dolnośląskiego beniaminka. Legniczanie dali się już poznać w tym sezonie, że w ofensywie wyglądają całkiem nieźle, ale fatalnie się bronią. I potwierdzili to na Łazienkowskiej. Legia uporządkowała grę, przejęła inicjatywę i zaczęły się problemy gości.

Najpierw defensywa Miedzi patrzyła jak Filip Mladenovic dogrywa w pole karne, gdzie zupełnie osamotniony Paweł Wszołek z kilku metrów wpakował piłkę do bramki. Było już tylko 1:2. Później Carlos Martinez tak próbował przeciąć podanie do Carlitosa, że Hiszpan znalazł się dobrej sytuacji i Paweł Lenarcik odważnym wyjściem z bramki musiał ratować swój zespół. Kilkadziesiąt sekund później goście przy rzucie rożnym zostawili zupełnie samego Mladenovica, który po dośrodkowaniu Josue huknął z woleja z linii pola karnego i Legia doprowadziła do remisu.

Po zmianie stron pierwsi zaatakowali gospodarze. Po szybko wyprowadzonej akcji w sytuacji sam na sam z Lenarcikiem znalazł się Carlitos, ale bramkarz Miedzi okazał się lepszy. Co nie udało się Hiszpanowi, udało się Mladenovicowi. Kolejny fatalny błąd popełnił rozgrywający słabe zawody Martinez, który nie upilnował prawego obrońcy gospodarzy, a ten uderzył znowu z pierwszej piłki i było 3:2. 

Gospodarze kontrolowali mecz, stwarzali kolejne sytuacje, a Miedź zupełnie nie przypominała zespołu z pierwszej połowy. Dopiero po blisko pół godzinie gry legniczanie zagrozili bramce gospodarzy. W 70 minucie w zamieszaniu pod bramką Legii do siatki trafił „Chuca”, ale sędzia Damian Kos odgwizdał spalonego.

Dziewięć minut później drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Chiliczyk Angelo Jose Henriquez i zadanie stojące przed Miedzią stało się niezwykle trudne. Już chwilę później w podbramkowym zamieszaniu legniczanie mieli sporo szczęścia. W 90 minucie bombę z dystansu posłał Josue, ale Paweł Lenarcik na raty chwycił piłkę.

Na tym emocje w Warszawie się zakończyły. Legia już spokojnie kontrolowała spotkanie do końca i w efekcie dopisała sobie trzy punkty, awansując na fotel lidera, a legniczanie pozostali na przedostatniej pozycji w tabeli Ekstraklasy.

Legia Warszawa - Miedź Legnica 3:2 (2:2)

Bramki: 0:1 Angelo Henriquez (2), 0:2 Luciano Narsingh (14), 1:2 Paweł Wszołek (20-głową), 2:2 Filip Mladenovic (44), 3:2 Filip Mladenovic (56).

Legia Warszawa: Kacper Tobiasz - Mattias Johansson (46. Lindsay Rose), Rafał Augustyniak, Maik Nawrocki, Filip Mladenovic (90+4. Yuri Ribeiro) - Paweł Wszołek, Bartosz Slisz, Josue, Maciej Rosołek (74. Blaz Kramer), Bartosz Kapustka (46. Ernest Muci) – Carlitos (88. Igor Charatin).

Miedź Legnica: Paweł Lenarcik – Carlos Martinez, Nemanja Mijuskovic, Levent Guelen, Hubert Matynia – Luciano Narsingh (64. Maciej Śliwa), Jeronimo Cacciabue, Maxime Dominguez (82. Koldo Obieta), Chuca, Olaf Kobacki (75. Kamil Zapolnik) – Angelo Henriquez.

Żółte kartki – Legia Warszawa: Filip Mladenovic, Josue; Miedź Legnica: Maxime Dominguez, Angelo Henriquez, Levent Guelen.

Czerwona kartka za drugą żółtą – Miedź Legnica: Angelo Henriquez (78).

Sędzia: Damian Kos (Gdańsk). Widzów: 18 311.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama