Jak pływać z głową? Spójrzmy na Holendrów (KOMENTARZ)

Leszek Mordarski | Utworzono: 2014-07-15 11:06 | Zmodyfikowano: 2014-07-15 12:39
A|A|A

Niemcy mają złoto w piłce nożnej - chlubią się tym, że medal nie był zdobyty, ale zapracowany. Za naszą zachodnią granicą (działo się to przed mistrzostwami świata w Niemczech w 2006 roku) dokonała się rewolucja w pojmowaniu i uprawianiu podupadającej wówczas piłki. Nad Łabą wprowadzono przede wszystkim nowy system szkolenia. Na terenie całych Niemiec powstało 366 baz treningowych. Na rozwój szkół o profilu piłkarskim przeznaczono grube miliony euro. Skutek przerósł oczekiwania - Niemcy mają jedną z najsilniejszych lig, rok rocznie zdobywają klubowy puchar Europy, mają mistrzostwo świata.

Nieco inny model szkolenia, choć równie efektywny, mają Holendrzy - 3. drużyna świata w futbolu. Swoją drogą Niderlandy to z wielu powodów wyjątkowy kraj. Państwo o powierzchni 8-krotnie mniejszej od Polski, z ludnością o połowę niższą; w futbolu, biegach, kolarstwie, łyżwiarstwie szybkim, czy wreszcie w pływaniu jest bezkonkurencyjne. Pasją Holendrów jest uprawianie sportu, większość już od najmłodszych lat jest członkami rożnego rodzaju stowarzyszeń i klubów sportowych.

Tu dochodzimy do sedna - na drodze do którego posłużę się, na pierwszy rzut oka, niedorzecznym pytaniem: rolki, czy pływanie? Ta banalna wręcz kwestia ma jednak - w mojej ocenie - wielką głębie dydaktyczną. Rzuca też jasne światło na problem wakacyjnego bezpieczeństwa dzieci i młodzieży.

Woda jest integralną częścią holenderskiego krajobrazu. Państwo na większym obszarze położone poniżej poziomu morza, musiało więc - w imię bezpieczeństwa swoich obywateli - wypracować model pływackiej edukacji. W Holandii pływają już zatem sześciotygodniowe niemowlaki. Dzieci te w wieku 16 lat często nie mają już sobie równych na całym świecie. To oczywiście wyjątki, prawdą jest jednak, że nie ma Holendra, który nie umie pływać.

W kraju obowiązuje system "Zwem-ABC" - trzystopniowy system certyfikatów, z których ten najwyższy zaświadcza, że jego posiadacz poradzi sobie w każdej niebezpiecznej sytuacji związanej z wodą. Dyplom z pływania jest często wymagany w ubieganiu się o pracę. Jest wręcz niezbędny w policji lub straży pożarnej. Najdłużej zdobywa się podstawowy certyfikat A. Dzieci mają zajęcia przeważnie raz w tygodniu - na początku w formie zabawy a później dochodzą do poziomu wyższego. Uczą się zachowania w wodzie, np. wpadając do niej w ubraniu.

Jak to wygląda w Polsce? Zajęcia na basenie to w istocie coraz częściej wybierany przez rodziców  element dodatkowego programu kształcenia w przedszkolach lub szkołach. Nierzadko pływanie konkuruje tam np. z rolkami, często w porównywalnej cenie. To jednak wciąż jest program dodatkowy. Na obowiązkowy kurs pływania nasze szkoły i samorządy nie mają pieniędzy; nie ma basenów i dobrze opłacanych instruktorów. Niewiele zmieni się w tej kwestii bez wsparcia systemowego. A może by tak zarządzić "pływacki orlik" w każdej gminie?

Nauczyciel, który miał uczyć pływania moje dziecko, kiedyś odbył ze mną taką oto rozmowę (mój syn jechał właśnie na letnie kolonie). - Czy twój syn umie jeździć na rowerze? - spytał. - Tak - odpowiedziałem. - Czy umie pływać? - Jeszcze nie.  -Ośrodek jest w lesie, daleko od miasta - upewnił się nauczyciel. - Tak - odparłem. - Dzieci mogą jeździć rowerem do miasta? - Mogą. Mogą też iść piechotą - wyjaśniłem. - Otóż to - ciągnął ratownik. Gdyby twój syn nie potrafił jeździć na rowerze, konsekwencją byłaby tylko nieco dłuższa wycieczka do sklepu w mieście. Kiedy nie umie pływać, przechodzenie w pobliżu każdej rzeki, stawu czy potoku, zawsze jest dla niego zagrożeniem życia...

ps. Niemcy właśnie powrócili do kraju. Piłkarze są witani entuzjastycznie.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama