Panathinaikos za mocny. Przegrana Turowa w Eurolidze

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2014-10-17 22:26 | Zmodyfikowano: 2014-10-17 22:28
A|A|A

fot. Michał Hamburger (Radio Wrocław)

Dla dolnośląskiej drużyny był to debiut w Eurolidze. Pierwsze, historyczne punkty dla zespołu ze Zgorzelca, zdobył rzutem spod kosza Ivan Zigeranović. Także on wykończył kolejną akcję, kiedy to Turów po kontrataku objął pierwsze prowadzenie w meczu - 4:2. Polska drużyna utrzymywała minimalną przewagę - 8:7 - do szóstej minuty drugiej kwarty. Był to efekt m.in szczelnej defensywy. Za chwilę jednak Panathinaikos zaczął znajdować luki w obronie gości i zdobył 7 punktów z rzędu. Pięć z nich należało do Vlantimira Giankovitsa, który zaliczył m.in akcję 2+1. Po tym zagraniu ateńczycy prowadzili 14:8. Turów zdołał w końcu odpowiedzieć na ataki rywali, ale po pierwszej kwarcie i tak przegrywał - 14:18.

Zgorzelczanie ruszyli do odrabiania strat w kolejnej kwarcie. Zanim jednak im się to udało, to gospodarze już po dwóch minutach tej odsłony uzyskali największe jak do tej pory - 8 punktowe prowadzenie. Przy stanie 24:16 dla Panathinaikosu w końcu dobry moment zaliczyła dolnośląska drużyna. Sygnał do ataku dał Michał Chyliński, który trafił najpierw z półdystansu, a potem za trzy. Grecy odpowiedzieli tylko osobistymi, a kiedy zza łuku trafił Damian Kulig, to w połowie drugiej kwarty na tablicy wyników był remis 26:26. Niestety od tej chwili - aż do przerwy - dominował Panathinaikos. Grecy, co prawda nie trafiali z gry, ale umiejętnie wymuszali faule i wykorzystywali osobiste. Kiedy w końcu udało im się odblokować także rzut z dystansu, który na punkty zamienił Janis Blums, gospodarze prowadzili już 36:29. Siedmiopunktowy kapitał, który ateńczycy uzyskali na cztery minuty przed przerwą utrzymał się do momentu zejścia do szatni. Po pierwszej połowie Turów przegrywał 35:42.

Do przerwy obie drużyny bardzo słabo rzucały za trzy. Zgorzelczanie na punkty zamienili dwie z siedmiu prób. Panathinaikos był w tym elemencie jeszcze gorszy. Na dziewięć rzutów za trzy, tylko jeden znalazł drogę do kosza. Gospodarze nadrabiali to jednak osobistymi. Ateńczycy w pierwszej połowie bezproblemowo dostawali się na linie, skąd trafili 17/18 rzutów.

Argumenty o kiepskiej skuteczności za trzy, Panathinaikos postanowił uciszyć już na początku trzeciej kwarty. A.J. Slaughter i Nikos Pappas trafili zza łuku i gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie do wyniku 50:38. Kibice oglądali w tej części meczu zdecydowanie więcej efektownych akcji w ataku niż efektywnych zagrań w defensywie. Stąd dystans między drużynami wynosił stale 10-14 punktów. Dwucyfrową przewagę udało się zniwelować na nieco ponad dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty. Za moment jednak znów wszystko wróciło do wypracowanej przez Panathinaikos normy. A.J. Slaughter wykorzystał dobrze postawioną zasłonę i bez krycia trafił za trzy na wprost od kosza i było 63:51 dla gospodarzy. Iskierka nadziei pojawiła się w ostatniej minucie tej odsłony, kiedy na fali był Mardy Collins i po jego dwóch trafieniach - za dwa i za trzy - Turów przegrywał tylko siedmioma punktami. Celny rzut A.J. Slaughtera w samej końcówce sprawił jednak, że po trzech kwartach Panathinaikos był lepszy 68:59.

W czwartej kwarcie mistrzowie Polski zamierzali powalczyć o sprawienie niespodzianki. Ta wisiała w powietrzu. Po kapitalnej akcji Mardyego Collinsa, który ograł rywali i wyłożył piłkę pod kosz na łatwe punkty do Vlada Moldoveanu, Turów zmniejszył straty do wyniku 69:73. Do końca meczu pozostawało niespełna sześć minut i trener Panathinaikosu musiał prosić o czas. Za chwilę to samo zrobił Miodrag Rajković. Powód? Co prawda po kolejnym dobrym dzieleniu się piłką w ataku i punktach spod kosza od Damiana Kuliga, było już tylko 69:71, ale w kolejnej akcji dolnośląska drużyna za łatwo dopuściła do rzutu za trzy. Nikos Pappas zwiódł obronę i trafił trójkę, która dała jego zespołowi chwilę oddechu i wynik 76:71. Jeśli ta akcja dała gospodarzom spokój, to śmiało można powiedzieć, że za moment wbili gwóźdź do trumny Turowa. Koszykarze Panathinaikosu zaliczyli wtedy zagranie, które z pewnością znajdzie się w zestawieniu najefektowniejszych sytuacji z euroligowych parkietów.Dimitris Diamantidis zza linii trzypunktowej kapitalnie podał na alley-oop do Jamesa Gista, a ten wsadził piłkę do kosza. Drużyna z Aten prowadziła wtedy 78:72 i praktycznie było już po wszystkim. Turów próbował jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki i po celnej trójce Mardyego Collinsa na 29 sekund przed końcem, mistrzowie Polski przegrywali tylko 77:80! To była jednak tylko złudna nadzieja, bo Panathinaikosu nie udało się już dogonić. Turów ostatecznie przegrał 77:84.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~kibic
2014-10-18 21:27:07
z adresu IP: (83.8.xxx.xxx)
Ocena: 8
Panathinaikos bawił się z Turowem w kotka i myszkę
Reklama