Śląsk kontra Anwil. Będą emocje jak za dawnych lat?

Michał Hamburger | Utworzono: 2014-12-27 08:34 | Zmodyfikowano: 2014-12-28 10:36
A|A|A

Ekipa z Kujaw ma w tym sezonie dwa oblicza. Początek sezonu dla tego zespołu był bardzo słaby. Drużyna wtedy jeszcze Mariusza Niedbalskiego rozpoczęła rozgrywki od czterech porażek. Szybko selekcjonera młodzieżówki polskiej kadry zastąpił Predrag Krunić. Z Włocławkiem, ze względów zdrowotnych, pożegnał się Piotr Pamuła i działacze, ze względów sportowych, zrezygnowali z Brandona Browna. Drużynę wzmocnił mierzący 210 centymetrów Andrea Crosariol. Zespół po zmianach zaczął odnosić sukcesy.

Czy te zmiany spowodują, że w niedzielny wieczór kibice będą światkami wyjątkowego widowiska w Hali Orbita? "Uważam, że mecze z Włocławkiem to przede wszystkim specyficzne spotkania dla Wrocławia. Na pewno zawodnicy z Włocławka, jaki i my zdają sobie sprawę, że nie wolno lekceważyć przeciwnika i miejsce w tabeli przy takich spotkaniach nie ma znaczenia" - podkreśla skrzydłowy Śląska Michał Gabiński.

W ostatnim swoim domowym spotkaniu Anwil wygrał z Jeziorem Tarnobrzeg 82:78. Najlepiej punktującym koszykarzem tego spotkania był niekwestionowany lider włocławian, Chase Simon (16 pkt.), który zdobywa średnio 15.6 pkt/mecz. Śląsk w święta nie wstępował w dobrych nastrojach. Przegrał sensacyjnie w Dąbrowie Górniczej z MKS 78:87. "Trzeba powiedzieć sobie jasno, mecz był wygrany i wypuściliśmy go z rąk. Teraz trzeba ciężko pracować, żeby to odrobić. Nic wielkiego się nie stało. Bilans w dalszym ciągu jest dobry, korzystny, ale taka sytuacja nie może więcej mieć miejsca i trzeba zdawać sobie z tego sprawę, bo to najważniejsze" - kończy Gabiński.

Mecze Śląska z Anwilem zwane są przez wielu "świętą wojną". Choć wiele się zmieniło w koszykówce dalej te spotkania przyciągają kibiców niczym magnes.

Fani ze wzruszeniem przypominają sobie początek lat 90 kiedy to na dobre rozpoczęła się rywalizacja obu drużyn. Wtedy dochodziło starć Macieja Zielińskiego i Igora Griszczuka. Obaj stali się legendami i ikonami swoich klubów.

Przez wiele lat batalii wrocławsko-włocławskich doszło też do wielu niecodziennych zdarzeń. W sezonie 1998/99 kiedy oba kluby biły się o złoto MP w piątym meczu po 40 minutach był remis. Wtedy to właśnie transmitująca mecz TVP 1 uznała, że zamiast dodatkowego czasu gry kibice zobaczą Teleexpress...

Kibiców często też ponosiła fantazja. Po jednym z finałów gdy Śląsk wygrał z Anwilem odnotowano sporo telefonicznych połączeń z Wrocławia do Włocławka. Fani Śląska wybierali losowy numer, czekali i gdy rozmówca już był z nimi twierdzącą krzyczeli: "Cała Polska w cieniu Śląska".

W niedzielę o 19.00 kolejny mecz między Śląskiem a Anwilem:

We wszystkich "świętych wojnach" bilans wypada korzystnie dla WKS: Śląsk prowadzi z Anwilem 55:40.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama