Szalony mecz w Słupsku - Turów wygrywa i awansuje do finału!

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2015-05-21 19:44 | Zmodyfikowano: 2015-05-21 20:38
A|A|A

fot. prw.pl

Mecz od początku był wyrównany. W pierwszej kwarcie mieliśmy pięć zmian prowadzenia, a sześciokrotnie na tablicy wyników pojawiał się remis. Po 3 minutach PGE Turów był lepszy 8:4 - trafił wtedy Nemanja Jaramaz. Gospodarze jednak nie odpuszczali. Dobrze grał Drago Pasalić. Chorwacki podkoszowy Czarnych zdobył w pierwszej odsłonie 8 punktów. Po jednym z jego trafień zgorzelczanie przegrywali 15:16. Do końca kwarty pozostawały wtedy jeszcze nieco ponad trzy minuty. To był czas PGE Turowa. Goście zamknęli tę odsłonę serią 11:4, a Mardy Collins w pojedynkę był lepszy od gospodarzy. Amerykanin w ostatnich 47 sekundach zdobył 5 punktów - dwutakt 2+1 i rzut z półdystansu - i zgorzelczanie prowadzili 26:20.

Druga odsłona zaczęła się od dwóch celnych rzutów Czarnych - Kacpra Borowskiego i Kyle Shiloha. Na odpowiedź PGE Turowa nie trzeba było długo czekać. Kolejne dwie i pół minuty upłynęło w rytmie serii gości 8:2. Kiedy trafił Tony Taylor było 34:26 dla dolnośląskiej drużyny. Czarni obudzili się szybko. Zdobyli 7 punktów z rzędu. Napędzał ich wtedy Jarosław Mokros (11 "oczek" do przerwy) - najpierw zanotował celną trójkę, a potem efektowny wsad. Przewaga PGE Turowa stopniała do wyniku 34:33 i trener Miodrag Rajković na trzy minuty przed końcem poprosił o czas. Zaraz po time-oucie goście przerwali swoją niemoc, za sprawą udanej próby zza łuku w wykonaniu Michała Chylińskiego. Na zespole ze Słupska nie zrobiło to jednak wrażenia. Na dwie minuty przed końcem Mokros znalazł w prawym narożniku Kyle Shiloha, a niepilnowany Amerykanin trafił za trzy. Czarni wyszli na prowadzenie 38:37, ale nie zdołali go utrzymać do przerwy. Obie drużyny schodziły do szatni z wynikiem 42:42.

W pierwszej połowie bolączką dolnośląskiej drużyny były straty. Zgorzelczanie popełnili ich siedem, a Czarni zamienili je na 10 punktów. PGE Turów dominował za to na tablicach. Goście zaliczyli aż 11 zbiórek w ataku (tyle samo ile rywale mieli w obronie), co skutkowało 10 punktami drugiej szansy.

Druga połowa zaczęła się koszmarnie dla mistrzów Polski. PGE Turów pudłował na potęgę. Przez blisko sześć i pół minuty, żaden z 15 rzutów gości nie znalazł drogi do kosza! Posuchę przerwał dopiero Damian Kulig, ale wtedy Turów przegrywał już 44:55. Największe udziały w serii Czarnych 13:0 miał Jarosław Mokros, który dwukrotnie trafił za trzy. Do końca kwarty zgorzelczanie zmniejszyli nieco straty. Przed startem decydującej odsłony dolnośląski zespół przegrywał 51:58.

W czwartej kwarcie Turów chciał zmazać plamę z poprzedniej części gry. Początek był obiecujący. Goście mniej rzucali zza łuku, a więcej grali do kosza i przyniosło to efekt w postaci remisu 60:60. Do końca meczu pozostawało sześć i pół minuty. Chwilę później zgorzelczanie byli już na prowadzeniu, bo za trzy trafił Filip Dylewicz (była to pierwsza celna trójka PGE Turowa w drugiej połowie, do tej pory 0/12). Sytuacja byłą jednak dynamiczna, a oba zespoły grały praktycznie kosz za kosz. W końcówce sprawy w swoje ręce wziął Mardy Collins. Najpierw jego samotna kontra zakończona dwutaktem dała gościom czteropunktową przewagę na dwie minuty przed końcem. Kilka akcji później Amerykanin znów trafił, tym razem za trzy z izolacji. Było 77:71 dla dolnośląskiej drużyny, a do ostatniej syreny pozostawało jeszcze 56 sekund. Obrońca gości za chwilę z bohatera mógł stać się kozłem ofiarnym. Po przerwie na żądanie gospodarze - za sprawą Kyle Shiloha - rzucili celną trójkę, a za chwilę Collins zakozłował się i stracił piłkę. W kontrze udany wsad wykonał Jarosław Mokros. Turów miał tylko punkt przewagi, ale po celnych osobistych Michała Chylińskiego ten kapitał wzrósł do trzech oczek. Do końca meczu było jeszcze 19 sekund i Czarni mogli doprowadzić do dogrywki. Fatalnie zagrał jednak Jerel Blassingame, który nie mógł wypracować sobie pozycji i za długo kozłował piłkę. W ostatniej chwili podał do Michała Nowakowskiego, ale ten w trudnej sytuacji z rogu nie trafił za trzy i to goście cieszyli się ze zwycięstwa. PGE Turów Zgorzelec pokonał Czarnych Słupsk 79:76 i wygrał półfinałową serię 3:1.

W walce o tytuł, rywalem mistrzów Polski będzie Stelmet Zielona Góra.

Energa Czarni Słupsk - PGE Turów Zgorzelec 76:79 (20:26, 22:16, 16:9, 18:28)

Punkty dla Czarnych: Shiloh 22, Mokros 19, Pasalić 14, Eziukwu 8, Nowakowski 6, Borowski 6, Blassingame 1

Punkty dla PGE Turowa: Kulig 14 (11 zbiórek), Dylewicz 14, Collins 14, Czyż 9, Jaramaz 8, Chyliński 7, Natiażko 6, Taylor 5, Moldoveanu 2

--

Powiedzieli po meczu:

"Czarni zagrali swoją najlepszą koszykówkę" - docenił rywali skrzydłowy Aleksander Czyż.

"Doprowadziliśmy do nerwowej końcówki, to nie powinno się zdarzyć" - przyznał Damian Kulig.

"Naszym planem od początku była obrona mistrzostwa i do tego dążymy" - dodał podkoszowy PGE Turowa.

"Wzięło szalę doświadczenie po stronie Turowa" - mówił zawodnik Czarnych, Jarosław Mokros.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama