Pantery w stolicy zmierzą się z Orłami

Piotr Bera PLFA | Utworzono: 2016-05-07 12:00 | Zmodyfikowano: 2016-05-07 12:00
A|A|A

fot. archiwum.prw.pl

To będzie szlagier tej serii gier. Wicemistrzowie Polski opromienieni niedawną wygraną w Lidze Mistrzów IFAF przyjadą do stolicy w roli faworytów. Pantery w minioną sobotę rozbiły mistrza Danii - Triangle Razorbacks 31:10 i dały wyraźny sygnał, że nie należy ich skreślać po wcześniejszej ligowej porażce z Seahawks Gdynia. Na korzyść podopiecznych Nicka Johansena działa również bilans bezpośrednich pojedynków z Eagles, którzy zdołali przechylić szalę na swoją korzyść tylko w jednym z pięciu spotkań. Było to prawie dwa lata temu.

- Wygrana na poziomie Ligi Mistrzów zawsze podnosi morale w drużynie, ale do każdego meczu podchodzimy z chłodną głową. Odnieśliśmy niezwykle cenne zwycięstwo, lecz nie zapominajmy, że polskie zespoły także potrafią stawiać bardzo ciężkie warunki. Eagles są znacznie lepszym zespołem niż rok temu, są mocni w obronie, szczególnie dobrze prezentują się ich Amerykanie. Niemniej, jeśli zatrzymamy ich grę biegową, to jestem spokojny o wynik – mówi Bartosz Dziedzic, rozgrywający Panters Wrocław.

Orły obecne rozgrywki rozpoczęły od porażki. Stołeczni w kiepskim stylu przegrali 12:27 z Primacol Lowlanders Białystok, ale już w kolejnych spotkaniach rozgromili Husarię Szczecin i Kozły Poznań zdobywając w sumie 102 punkty przy zaledwie sześciu straconych. W obu bojach brylowali skrzydłowy Cody Smith i rozgrywający Gregory Watson. Obaj brali bezpośredni udział przy większości przyłożeń Orłów, a wspierał ich m.in. Jakub Kłoskowski. Czy ofensywa Eagles znajdzie receptę na świetnie dysponowaną obronę Panter? Po spotkaniu z Razorbacks szkoleniowiec Nick Johansen nie szczędził pochwał swoim podopiecznym podkreślając, że defensywa grała jak z nut, a koordynator John Falvey nie mógł przygotować lepszego planu.

- Wrocław ma jedną z najlepszych formacji obrony w kraju i nie można lekceważyć ich pod żadnym pozorem. W meczu z Triangle Razorbacks pokazali, że są na bardzo wysokim poziomie i trzeba się namęczyć, żeby zdobyć punkty. W ataku jest podobnie – solidna linia ofensywna i świetna grupa skrzydłowych mogą budzić respekt – komplementuje rywala Marek Włodarczyk, wiceprezes Warsaw Eagles.

Gospodarze przed niezwykle ważnym starciem z Panterami mają zaledwie trzy dni przerwy. We wtorek, 3 maja, grali z Kozłami Poznań, ale jak sami przyznają - tak krótki okres regeneracji nie powinien mieć wpływu na przebieg meczu z wicemistrzami Polski. - Starcie z Kozłami szybko ułożyło się po naszej myśli, dzięki czemu rotowaliśmy zawodników i większość z nich miała czas na odpoczynek. Z tego powodu pojedynek z poznanianami był raczej formą przygotowania do następnego starcia i okazją do sprawdzenia kilku nowych wariantów gry – dodaje Włodarczyk.

Nie ulega wątpliwości, że kibice, którzy w sobotnie popołudnie pojawią się na trybunach, zobaczą pojedynek wagi ciężkiej. Panthers w przypadku porażki stracą szansę na pierwszej miejsce w tabeli przed rundą dzikich kart. Z kolei Orłom po przegranej pozostanie jedynie walka o utrzymanie czwartego miejsca.

- Niepowodzenie w pierwszej bitwie z Lowlanders skomplikowało naszą sytuację w tabeli. Zabrakło wtedy zgrania, ale z każdym tygodniem będziemy prezentować się coraz lepiej. W sobotę zwycięży ten zespół, któremu bardziej zależy. W futbolu bez odpowiedniego nastawienia nie można odnieść sukcesu – podkreśla Włodarczyk.

Komu zależy bardziej? Odpowiedź na to pytanie poznamy już w sobotę.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama