Cmentarz Łyczakowski we Lwowie: "Proście wy Boga o takie mogiły, które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości..." [REPORTAŻ]

Piotr Kaszuwara | Utworzono: 2017-11-02 09:15 | Zmodyfikowano: 2017-11-02 09:15
A|A|A

fot. PK, LzL, OP

Było to na długo przed przekazaniem miasta Ukrainie w 1945 roku, choć sytuacja była już wtedy napięta. Często dochodziło do zamachów na Polaków. Ginęli na ulicach z rąk skrytobójców. Tak jak kurator oświaty Stanisław Sobiński, którego prochy spoczywają właśnie na Łyczakowie. Profesor Stanisław Nicieja pisze o jego grobowcu w książce pod tytułem "Cmentarz Łyczakowski we Lwowie".

Pomnik ten wykonał Wincenty Rawski wspólnie z architektem Tadeuszem Iwanowiczem. Wiąże się on z tragedią, która rozegrała się na ulicy Królewskiej we Lwowie. 19 października 1926 roku w godzinach wieczornych. Tego dnia do idącego chodnikiem wraz z małżonką kuratora lwowskiego okręgu szkolnego zbliżyło się dwóch nacjonalistów ukraińskich, z których jeden z bliskiej odległości oddał strzał z pistoletu w tył głowy kuratora, zabijając go na miejscu. Wydarzenie to poruszyło całą społecznością Lwowa, potęgując coraz bardziej narastający antagonizm polsko-ukaiński - pisze Nicieja.

Wreszcie Polska utraciła Lwów, po II wojnie światowej, można by powiedzieć, że na rzecz Wrocławia, czyli Breslau. Polacy ze Wschodu zostali przesiedleni na Zachód, podobnie jak i na Zachód wyjechali Niemcy.

Każdy odchodzący Naród zostawił po sobie wiele grobów bliskich i wielkich ludzi. Tak jak na Ukrainie niszczone były groby polskie, tak i we Wrocławiu z niemieckich tablic nagrobnych powstawały na przykład schody koło oczka wodnego w Parku Wschodnim.

W latach 70. i 80. Cmentarz Łyczakowski przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy.

Pisarka Anna Fastnacht-Stupnicka wspomina swoją podróż na dawne Kresy również boleśnie. Nikt nie chciał ich zaprowadzić w miejsce, gdzie pochowane są Orlęta, Polacy, obrońcy Lwowa z czasów wojen: polsko-ukraińskiej i polsko-bolszewieckiej. W końcu jednak, dzięki determinacji znaleźli jeden, jedyny grób Edwarda Polaczkiewicza.

Semper fidelis

Lwy, wielkie rzeźby z napisami Zawsze wierny i Tobie Polsko wróciły na swoje miejsce dzięki Ukraińcowi. Dziś zamknięte w pudłach, ale pamiętać trzeba, że przywiózł on kilkumetrowe posągi na cmentarz pod osłoną nocy, zabierając je z miejsc, gdzie siła Związku Radzieckiego niegdyś je przeniosła. - Posady za to niemal nie stracił dyrektor Cmentarza Łyczakowskiego. Obiecano kiedyś, że wyjmie się je z pudeł, jeśli kopie wrócą tam, skąd zostały zabrane. Wróciły. A lwy od kilku lat nadal tkwią w pudłach – mówi z żalem Ryszard Sławczyński, pisarz i dyrektor Domu Muzyki i Literatury we Wrocławiu.

- Uporządkowałem już kilkadziesiąt polskich grobów na tym cmentarzu. Kiedy umierała moja przyjaciółka, hałyczanka, Maria Muryn, to ksiądz odmówił jej pochówku – opowiada Oleksander Pauk, dziennikarz, zbieracz lwowskiej historii sportu. - Powiedziałem wtedy księdzu, że ona uporządkowała na tym cmentarzu więcej grobów niż pomogły jego słowa w tym budynku. Straszna była wtedy awantura.

- Dzięki pomocy polskiego konsulatu, pani Maria ma dziś skromny grób na Łyczakowie. Niedaleko górki Powstańców Styczniowych. Jedni pomagają tu za pieniądze, a ja po prostu, bo jestem wariatem. Pani Maria mawiała, że świat dzieli się na wariatów... tych, czy innych. Może więc i ja też należę do tych, czy innych wariatów – mówi Pauk.

- Dziś cmentarz wygląda dużo lepiej. Jest piękny. Przynajmniej wzdłuż tych najbardziej reprezentacyjnych alejek. Boli jednak nadal fakt, że do dziś chowa się tam ludzi. Niszcząc zabytkowe, polskie groby kobiet, mężczyzn, profesorów, ludzi nauki, literatury... – mówi Anna Fastnacht-Stupnicka.

- Nie wiem, kto wydaje na to pozwolenia. Rok 2017 obok Kazimierza Hemerlinga, zmarłego w 1939? To nie do pomyślenia. To jest święte miejsce. I za dużo jest tu sowieckich generałów, bogatych ludzi, których stać, żeby w miejscu innej mogiły postawić swój, nowoczesny grób – ubolewa Oleksander Pauk.

Cmentarz Łyczakowski dziś jest już lepiej uporządkowany. Dbają o niego Polacy jak i Ukraińcy, którzy mają tam wiele mogił swoich twórców historii i żołnierzy ginących teraz w Donbasie. Widać gdzieniegdzie groby, które odnawiane są dzięki dotacjom z polskiego Ministerstwa Kultury. Wiele też i takich, które od upadku chroni jedynie stary, przymocowany przez jakąś dobrą duszę drut.

Czy Cmentarz Łyczakowski we Lwowie jest dziś kością niezgody między Polakami a Ukraińcami, czy raczej dzięki takim ludziom jak Polka i hałyczynka Maria Muryn, czy Ukrainiec dobrowolec i dobra dusza Oleksander Pauk, ma szansę stać się brakującym ogniwem między Narodami, które stoczyły ze sobą tak wiele bitew w ubiegłych wiekach?

Posłuchajcie:

Zobacz także inne materiały związane ze Lwowem:

Reportaż w Radiu Wrocław: "Sędzia kalosz" pochodzi ze Lwowa

Publicystyka: Polacy we Lwowie

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~IGLICA
2017-11-02 14:28:48
z adresu IP: (50.254.xxx.xxx)
Ocena: 1
Tak przyjmujmy ukraincow z otwartymi rekoma a oni wbijaja nam noz w plecy.
~dziecko we mgle
2017-11-02 12:00:40
z adresu IP: (83.22.xxx.xxx)
Ocena: 3
Urodziłem się na Łyczakowie.Cały czas myślę skąd u tamtejszych Ukraińców bierze się taka dzikość w sercach.Kto pielęgnuje nienawiść między naszymi społecznościami 75 lat po wojnie?
NA ANTENIE
MagdaBajor
PiotrPietraszek
Magda Bajor , Piotr Pietraszek
 15:00 - 18:00
SOR
Tylko muzyka, dobre towarzystwo i laba...
Reklama