Rozmowa Dnia w rocznicę katastrofy: Jacek Świat [POSŁUCHAJ]

, mz, bt, jk | Utworzono: 2018-04-10 08:45 | Zmodyfikowano: 2018-04-10 08:45
A|A|A

8 lat temu pod Smoleńskiem rozbił się prezydencki samolot z polską delegacją lecącą na uroczystości do Katynia. Zginęło 96 osób w tym prezydent Lech Kaczyński. W studiu Radia Wrocław Jacek Świat. Mąż posłanki Aleksandry Natalli-Świat, która także zginęła 10 kwietnia 2010 roku.

POSŁUCHAJCIE:

"Liczyłem, że w ósmą rocznicę katastrofy smoleńskiej będziemy bliżej jej wyjaśnienia" - stwierdził Pan w jednym z wywiadów. Co zawiodło przez te wszystkie lata?

Po pierwsze, przez dobre sześć lat za pośrednictwem instytucji państwowych nie prowadzono właściwie żadnych prac nad wyjaśnianiem źródeł i przebiegu tej katastrofy. Ówczesne władze uznały, że raport Millera wszystko załatwia, koniec kropka i nie ma o czym mówić, a jeżeli ktoś zadaje pytania to jest wariat, oszołom i chce mącić. Tymczasem dzięki przede wszystkim uporowi ministra Macierewicza udało się jednak przełamać tę zmowę milczenia i podjąć pracę. Drugim takim środowiskiem ważnych było środowisko profesora Witakowskiego. Zgromadził około setki polskich naukowców, którzy w ramach konferencji smoleńskich też próbowali przybliżyć się do prawdy. Te prace, z natury rzeczy, nie miały żadnego wsparcia finansowego ze strony państwa. Ludzie byli wyszydzani, opluwani wręcz, ci którzy się w nie angażowali. Te prace nie mogły zatem szybko postępować. Postęp nastąpił w ostatnich dwóch latach. Pracuje podkomisja MON, swoje prace prowadzi prokuratura, ale to jest tak naprawdę początek drogi. To jest najważniejsze. Druga rzecz, że jednak materia jest trudniejsza niż nam się wydawało. Oczywiście współczesna nauka może bardzo, bardzo wiele, natomiast bez dostępu bezpośredniego do wielu dowodów, jest to praca bardzo benedyktyńska i postępuje wolniej niż jeszcze dwa lata temu marzyliśmy.

Mówił Pan "to jest początek drogi", czyli na jakim etapie, pańskim zdaniem, jest wyjaśnianie przyczyn tej tragedii?

Trochę się dowiemy pewnie, kiedy podkomisja MON przedstawi częściowe sprawozdanie czy raport techniczny - to pokaże nam, na jakim etapie jesteśmy. Z tego co wiemy prace są bardzo obiecujące profesorów z Uniwersytetu Wichita; potrwają co najmniej rok. Również co najmniej rok potrwają prace, które prowadzi prokuratura. Trzeba dokończyć ekshumację, analizy próbek, już zostały pobrane, ale jeszcze przez wiele miesięcy będą trwać te prace. Zostało powołanych też kilku nowych biegłych przez prokuraturę, wybitnych fachowców z całego świata. Rok to jest minimum, żebyśmy byli w miarę blisko zakończenia.

Czy Państwo jako rodziny, krewni ofiar katastrofy, jesteście informowani przez podkomisję smoleńską, prokuratorów prowadzących śledztwo, o etapach zamkniętych, wynikach? Jak to wygląda?

Mamy kontakt z podkomisją. Od czasu do czasu się spotykamy, gdy dzieje się coś ważnego. Mniejszy kontakt mam z prokuraturą, ale ona też nie ma w tej chwili gotowego materiału, którym można się pochwalić. Myślę, że jeżeli będzie potrzeba i skrzykniemy się, to zarówno minister Macierewicz, i minister Ziobro nie odmówią nam spotkania osobiście czy z udziałem przede wszystkim ekspertów.

Dziś odsłonięcie pomnika upamiętniającego ofiary tragedii na placu Piłsudskiego w Warszawie. Będzie Pan na tej uroczystości?

Oczywiście, że będę. Czekaliśmy bardzo długo na ten pomnik. Wydawało się na zdrowy rozum, że upamiętnienie tylu wspaniałych ludzi reprezentujących cały przekrój ideowy, polityczny Polski, były również postacie prawdziwie historyczne, więc takie upamiętnienie wydawało się czymś oczywistym, że to powinno być w Warszawie w pobliżu Pałacu Prezydenckiego, w miejscu, które tak nas jednoczyło w pierwszych dniach po tragedii. Tymczasem ten zupełnie niepojęty upór prezydent Warszawy i środowiska politycznego sprawił, że ta sprawa się strasznie przeciągała. W końcu udało się znaleźć bardzo dobre, godne miejsce dla tego pomnika. Bardzo się cieszę, że on będzie. Cieszę się tym bardziej, że to jest naprawdę dobry projekt - sam pomnik i to założenie urbanistyczne, które znajdzie się wokół. Wysoko oceniam ten projekt i mam nadzieję, że on stanie się takim miejscem, gdzie ludzie, nawet przypadkowi, przechodząc zatrzymają się na chwilę zadumy czy położą kwiatek czy znicz, tak jak ja to robię będąc w Gdańsku zawsze zaglądam pod pomnik stoczniowców, w Poznaniu pod pomnik czerwca. To jest tak po drodze i to są miejsca bardzo ważne.

A co zmienia postawienie tego monumentu w naszej zbiorowej pamięci o katastrofie pod Smoleńskiem?

Przybliża nas do normalności, żebyśmy patrzyli na to jak na naszą narodową tragedię, o której trzeba pamiętać, z której trzeba także wyciągać wnioski na przyszłość, że np. polityczna małostkowość, jakieś kłótnie o miejsce w samolocie czy o status bezpieczeństwa lotu kończą się właśnie tym, czym się kończą. No ale przede wszystkim to powinno być miejsce zadumy nad ludźmi, którzy tak wspaniale przysłużyli się Polsce, a takich ludzi tam zginęły dziesiątki.

Ze wszystkich środowisk politycznych.

Ze wszystkich środowisk politycznych, ideowych, bardzo różnych środowisk zawodowych. Duchowieństwo, generalicja, politycy, działacze społeczni.

Słyszymy zapowiedzi niektórych polityków opozycji, którzy mówią, że nie pojawią się na odsłonięciu pomnika, bowiem jest to samowola budowlana. Jak pan odbiera takie deklaracje, takie oświadczenia?

Żałosne, naprawdę. Po pierwsze dlatego, że to nie jest samowola, jest to wszystko zrobione legalnie, teren jest nie w gestii prezydenta miasta, ale wojewody, więc miał prawo wydać zgodę na tę budowę. Po drugie przez lata walczyliśmy o to, żeby ten pomnik stanął w pobliżu Pałacu Prezydenckiego, na osi Krakowskiego Przedmieścia, było wybrane bardzo dobre miejsce na skwerze, ok. 150 metrów od pałacu. Takie mówienie jest małostkowe. Próba upolitycznienia czegoś, co jest o kilka poziomów wyżej niż bieżąca polityka.

Zginęli ludzie ze wszystkich środowisk politycznych. Czy w ogóle wyobraża sobie pan taki moment, że wszyscy wspólnie staną ramię w ramię, oddając hołd ofiarom?

To jest do wyobrażenia i chciałbym, aby taki moment nastąpił, ale kiedy to będzie Bóg raczy wiedzieć. Mam nadzieję, że pomnik stanie się ważną częścią Warszawy, zostanie zaakceptowany, będzie rozpoznawalnym miejscem, i to ciśnienie społecznie sprawi, że wielu polityków pukie się w głowie.

Jeszcze jeden aspekt związany z upamiętnieniem ofiar - miesięcznice. Prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że jak stanie pomnik, skończą się spotkania. 

To jest oczywiste. Ta forma miała przypomnieć, że wciąż domagamy się prawdy, ale działają instytucje państwowe, więc ten postulat stracił na sensowności. Drugi - że oczekujemy godnego upamiętnienia ofiar tamtej tragedii i ten pomnik wreszcie będzie, więc ta formuła się wyczerpała. Dobry, symboliczny czas - 96 ofiar, 96 miesięcy. Myślę, że będziemy się teraz spotykać na nabożeństwach i pod pomnikiem. Mamy wreszcie to miejsce. 

Kiedy pan się spodziewa ostatecznego raportu dotyczącego tego, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku?

Rok to minimum, bliższą perspektywą są 2 lata. Oczywiście, nie należy tego łączyć z okazjami czy rocznicami, te raporty będą, kiedy będą.

Upamiętnienie to nie tylko pomniki, to także inicjatywy, które sprawią, że pamięć będzie trwała.

Jest wiele różnych inicjatyw związanych z ofiarami tej tragedii, choćby nagroda Lecha Kaczyńskiego przyznawana co roku; dostał ją m.in świętej pamięci Antoni Krauze i wielu innych, wspaniałych ludzi. Nagroda ta ma duży prestiż i znaczenie. Ruch Lecha Kaczyńskiego również organizuje różne konkursy, funduje nagrody, ale inicjatywy związane są też z innymi, bardzo różnymi postaciami - w ten sposób upamiętniany jest np. marszałek Płażyński i marszałek Szmajdziński. 

We wrocławskim środowisku widać mniej antagonizmów?

Tu jest specyficzna sytuacja - tutaj tylko ja jestem bezpośrednio związany z tragedią. Co prawda kilka osób wywodziło się stąd, ale ich rodziny nie są już związane z miastem. Tutaj nie ma konfliktu. 

Zostaje pamięć.

Zostaje pamięć. Moja żona spoczywa na cmentarzu na Bardzkiej. Z wielkim wzruszeniem, przy różnych okazjach, widzę, jakie morze kwiatów, zniczy tam się pojawia - mimo że minęło już, a może dopiero, 8 lat, ta pamięć jest bardzo, bardzo żywa. 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama