M. Stachowiak-Różecka o kandydacie na prezydenta Wrocławia: To nie będę ja. Postawiłabym na kogoś młodszego

Dariusz Wieczorkowski, GN | Utworzono: 2024-01-31 08:47 | Zmodyfikowano: 2024-01-31 08:49

Gościem Rozmowy Dnia Radia Wrocław była poseł Prawa i Sprawiedliwości Mirosława Stachowiak-Różecka. Rozmawialiśmy m.in. o edukacji, problemach Wrocławia i planach Prawa i Sprawiedliwości na wybory samorządowe.

Przed chwilą mieliśmy okazję wysłuchać wiadomości drogowych na antenie Radia Wrocław. Wymienialiśmy kolejne zakorkowane ulice Wrocławia. Tak sobie pomyślałem, że to jest w sumie dobry punkt wyjścia do naszego spotkania, do rozmowy o Wrocławiu, dlatego że do wyborów samorządowych coraz mniej czasu. Czy Prawo i Sprawiedliwość, jak już ogłosi w końcu kandydata, ma na przykład receptę na to, jak poradzić sobie z tymi korkami, z którymi na co dzień zmagają się wrocławianie?

Wrocławiowi przez ostatnie lata zabrakło myślenia i wizji właśnie o takich ważnych i pragmatycznych sprawach. Ja mam takie uczucie, że pan Sutryk jednak dał się wciągnąć w dyskusję o polityce, światopoglądzie i różnych tego typu rzeczach, zamiast faktycznie pracować nad rozwiązaniem spraw, które są dla wrocławian najważniejsze. No do takich spraw należą niewątpliwie sprawy związane z komunikacją, z korkami, ale też kwestia zanieczyszczenia powietrza. Wielokrotnie podawałam przykład, jak złe myślenie jest we Wrocławiu. Takim przykładem dla mnie idealnym, no niestety złym, ale w tym sensie idealnym, jest osiedle Lipa Piotrowska, które przecież rozbudowuje się od lat i to jest osiedle, w którym będą mieszkać najczęściej młodzi ludzie z dziećmi, potrzebujące szkoły, przedszkola, infrastruktury.

W środku pola. Jak Jagodno.

W środku pola, bez jakiejkolwiek tak naprawdę komunikacji publicznej, bez planowania jej na serio i bez myślenia o tych rzeczach.

I teraz pytanie, czy można coś z tym zrobić?

Zabrakło czasu, zabrakło myślenia o takich sprawach. Dyskutowaliśmy o światopoglądzie i zajmowaliśmy się PR-em i wizerunkiem prezydenta, tymczasem te sprawy zostały odłożone.

Czy można coś z tym zrobić?

Oczywiście, że trzeba. Oczywiście, że można. Przede wszystkim trzeba i ja liczę, że jednak rozmowa Wrocławiu będzie przede wszystkim dotyczyła spraw wrocławskich, tych właśnie merytorycznych, tych, które dotyczą potrzeb mieszkańców.

No to świetnie. To w takim razie kto będzie próbować rozwiązywać problem między innymi korków, z ramienia Prawa i Sprawiedliwości? Kto będzie waszym kandydatem i kiedy poznamy to nazwisko i dlaczego w sumie nadal go nie znamy?

To nie tylko my jeszcze nie zaprezentowaliśmy kandydata. Zdaje się, że po drugiej stronie trwa wojna w rodzinie, którą niestety wrocławianie muszą śledzić, zamiast właśnie poznawać programy dla Wrocławia i dać się zaprosić do dyskusji merytorycznej. Trwają jeszcze na ten temat rozmowy. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni. Albo powiem inaczej, ja bardzo kibicuję, żeby ta decyzja zapadła jak najszybciej, bo ta kampania krótka, więc żeby rzeczywiście była szansa poznać, co kandydat ma dla wrocławian do zaproponowania, warto tego kandydata zaprezentować jak najprędzej.

Czy tym kandydatem będzie pani?

Nie.

Na 100%? Może to pani zdementować, wykluczyć.

To jest oczywiście, jak mówię, ciągle ta rozmowa i ostateczne decyzje przed nami. Natomiast ja bym w tej kampanii postawiła na nową twarz, na przedstawiciela jednak młodego pokolenia, kogoś młodszego. Kogoś, kto ze świeżą głową podejdzie do spraw wrocławskich. Kogoś, kto jest zakorzeniony w tych wrocławskich tematach. Więc no zobaczymy, jakie będą decyzje.

Andrzej Kilijanek? To jest pani faworyt?

Np. Andrzej Kilijanek właśnie reprezentuje te walory, o których powiedziałam.

A co będzie, jeśli będzie jak z Lechem Wałęsą, czyli "nie chcę, ale muszę". Podejmie pani rękawicę?

Nie. Proszę tak tej sprawy nie stawiać. Ja mam za sobą dwie wrocławskie kampanie. Myślę, że dla kandydata to takie doświadczenie i wsparcie merytoryczne jest istotne i niezależnie kto to będzie, to oczywiście może na mnie liczyć. Natomiast, jak mówię, w tej kampanii ja postawiłabym na kogoś innego.

To kończymy ten wątek, ale wracamy do korków, do komunikacji, do Wrocławia. Powiedziała pani, że da się to załatwić. Jak poprawić sytuację na Lipie Piotrowskiej i Jagodnie? Te dwa osiedla są w pewnym sensie takim papierkiem lakmusowym. Jak je odkorować?

No musimy przede wszystkim stawiać na komunikację publiczną. Od lat o tym mówię. Już po rządach Rafała Dutkiewicza, w mojej pierwszej kampanii zwracałam na to uwagę i zdaje się, że kolejne lata jednak straciliśmy. Jeśli najpierw się buduje osiedla, dopiero potem myśli się o tym, jak mieszkańcy tego osiedla będą dostawać się do centrum miasta, to potem tak się musi kończyć. Trzeba jednak zaproponować wizję. Trzeba na pierwszym miejscu postawić takie priorytety, jak komunikacja, jak infrastruktura, jak kwestia czystego powietrza we Wrocławiu, bo to przecież duży problem. Trzeba wspierać mieszkańców w dążeniu do tego, żeby właśnie tak było. Trzeba prowadzić odpowiednią politykę z deweloperami, odpowiednią politykę w planowaniu przestrzennym. Trzeba to po prostu widzieć, mieć plan, mieć wizję, dążyć do celu i przekonywać mieszkańców, że to jest najważniejsze, a nie to, czy fajnie się wygląda na zdjęciu z kotem.

Czy komunikacja powinna być darmowa, czy nie?

Ja jestem zwolenniczką bezpłatnej komunikacji.

Byłoby stać budżet Wrocławia na to?

No oczywiście, że to trzeba wszystko przeliczyć i sprawdzić. Natomiast moim zdaniem to jest pomysł, który rzeczywiście zmotywował by mieszkańców Wrocławia do tego, żeby zostawić auta pod swoimi domami i jednak przerzucić się na komunikację, że warto. Mieszkańcy płacą we Wrocławiu podatki i moim zdaniem jest to rzecz ciągle godna rozważenia w naszym mieście.

Centrum miasta dla kierowców, dla rowerzystów, dla pieszych? Da się połączyć interesy tych trzech grup?

No oczywiście, panie redaktorze, trzeba rozmawiać, trzeba poobserwować Wrocław. Zobaczyć, jak ci mieszkańcy się przemieszczają. Polityka, właśnie taka urbanistyczna, od lat jest prowadzona, moim zdaniem, źle. Jeżeli zdecydowaliśmy się na wybudowanie wielkich galerii handlowych w centrum miasta, to musimy się liczyć i to obserwujemy we Wrocławiu, że w związku z tym nie tylko wrocławianie, ale również mieszkańcy okolicznych miejscowości na te zakupy wjeżdżają swoimi autami do centrum Wrocławia. Musimy spojrzeć na przykład na kwestie no choćby edukacji we Wrocławiu. Tu też mam na myśli infrastrukturę, czyli zadbać o to, żeby mieszkańcy nie musieli i nie chcieli szukać "lepszych szkół", gdzieś na drugim końcu miasta i wozić tam swoje dzieci, tylko żeby rzeczywiście byli zadowoleni i chcieli te dzieci mieć w szkole na swoim osiedlu. No różne tego typu rzeczy. Te osiedla i życie osiedlowe, i te ośrodki takie mniejsze, powinny być wyposażone w maksymalnie potrzebną infrastrukturę, żeby ci mieszkańcy rzeczywiście z komunikacji publicznej musieli korzystać wtedy, kiedy dojeżdżając z domu do pracy. Ale jeśli muszą zawieźć dziecko po drodze, jedno do tego przedszkola, inne do tamtej szkoły i tego rodzaju różne muszą po drodze podejmować zadania, no to siłą rzeczy każdy decyduje się na auto, bo tak jest mu wygodniej, ponieważ komunikacja publiczna we Wrocławiu ciągle jest problemem.

Pani dzisiaj do Radia przyjechała samochodem. Policzyła pani, ile by pani jechała od siebie z domu do Radia właśnie komunikacją.

Jeszcze raz tyle.

Jeszcze raz tyle?

Tak.

Wspomniała pani o edukacji, więc teraz sprawy związane z edukacją, bliski pani bardzo temat. Ostatnio głośno było o tym, że zadanie domowe niekoniecznie są tym, co powinno zajmować głowy młodych ludzi, którzy w szkole spędzają wiele, wiele godzin. Odrabiać zadania domowe? Są potrzebne, niepotrzebne? Czy to w ogóle nie ma wszystko znaczenia, ten cały wątek?

To, co jest w tym najgorsze, to takie płytkie podejście, moim zdaniem, do tego, co jest ważna, a więc do edukacji i do spraw związanych z wychowaniem i wykształceniem naszych dzieci. Naprawdę dyskusja o zadaniach domowych jest, jak dla mnie, takim dowodem na to, że podchodzi obecna władza i ministerstwo edukacji do edukacji infantylnie. Opiera swoje diagnozy w oparciu chyba o jakieś swoje doświadczenia, intuicje, bo ja nie słyszę w tej sprawie żadnych opinii, głosu ekspertów, który by płynął z resortu, że ten pomysł jest poparty jakimiś badaniami. Jest to niepokojące. Naprawdę dzieci w Polsce, ich rodzice i nauczyciele zasługują na to, żeby traktować ich poważnie. Dlaczego zwracam uwagę na nauczycieli, bo w tym pomyśle to, co jest najgorsze, moim zdaniem, to jest właśnie takie pokazanie, że nie ufamy polskiemu nauczycielowi. Dotychczas to, jak on prowadzi lekcje, jak egzekwuje i sprawdza wiedzę, co proponuje, jak utrwala i ćwiczy to, jaki dziecko materiał powinno opanować w danym czasie, klasie czy okresie, no należało do nauczyciela. Dziś rozporządzeniem pani minister chce wprowadzić zakaz zadań domowych. Warto byłoby jednak, jeżeli jest taki pomysł, jak mówię, poparty badaniami, to uzbroić trzeba również nauczycieli w to, jak wobec tego mają z tymi dziećmi pracować. Być może potrzebują w tym zakresie wsparcia, a ten pomysł ma nagle w kwietniu zacząć funkcjonować. Nie wyobrażam sobie tego.

Może podstawa programowa jest problemem?

Warto rozmawiać i o zadaniach domowych, i o podstawie programowej, o wielu rzeczach. No trzeba być elastycznym. Trzeba przyglądać się temu, jak szybko zmienia się świat i czego w danym momencie dzieci i kolejne roczniki naszych dzieci potrzebują. Oczywiście, rozmawiajmy, ale niech ta rozmowa będzie poważna. Niech jej skutki przynoszą jeszcze większą elastyczność nauczycielowi. Niech on będzie obdarzony większym zaufaniem. Niech to wszystko będzie poparte rzetelnymi badaniami i ekspertyzami. Przede wszystkim ja chciałabym widzieć ten cel i finał na końcu, co my chcemy osiągnąć, bo na razie to jakby jest powrót takiej neoliberalnej ideologii do szkoły, która ma polegać na tym: "ale po co dzieciom historia, skoro mają być w przyszłości lekarzami czy chemikami". "Skoro mają być na przykład lekarzami, to nie potrzebują tylu godzin historii czy WOS-u". Pamiętam te dyskusje i rozmowy sprzed lat. To w tej chwili wraca i to jest droga do tego, że nasze dzieci naprawdę będą kiepsko, w mojej ocenie, wykształcone. No a przede wszystkim będą po prostu różnice w tej edukacji, czyli ci, których stać, którzy mają świadomość tego, że takie propozycje doprowadzą do pewnych deficytów, będą inwestować w swoje dzieci poprzez zajęcia popołudniowe i korepetycje. Nie ma tu mowy o wyrównaniu szans, co próbują nam niektóre panie minister wmawiać.

A podwyżki, pani poseł? Czy nauczyciele doczekają się obiecanych podwyżek? Czy Prawo i Sprawiedliwość poprze?

Oczywiście, że kibicuję, żeby się doczekali podwyżek deklarowanych w metaforach Koalicji Obywatelskiej. Kibicuję, żeby docelowo i w przyszłości konsekwentnie jednak zarobki nauczyciela w Polsce były po prostu dobre, jeszcze lepsze. Także tu nie ma nad czym dyskutować. Absolutnie jestem za.

No to będzie pani kandydować, czy nie? Może pani to rozstrzygnąć na naszej antenie, tak zerojedynkowo?

No już tyle, szanowni państwo, wytrzymaliście i czekaliśmy, więc no poczekajmy jeszcze trochę. Ja jestem do dyspozycji. Oczywiście, że tak. Ale mam nadzieję, jak mówię, że postawimy na nową twarz i nowe pokolenie w tych wyborach.

Posłuchaj:

Reklama