Zła passa przełamana. Zagłębie wygrywa w Gdańsku

PP/mat.prasowe | Utworzono: 2021-05-29 17:00
A|A|A

fot. media.pgnig-superliga.pl

Tempo meczu od samego początku było bardzo wysokie i po 5 minutach kibice obejrzeli już 6 celnych rzutów: po trzy z każdej strony. Obie drużyny znacznie lepiej prezentowały się w poczynaniach ofensywnych niż w obronie i to skutkowało szybko wzrastającymi liczbami. Wśród Miedziowych prym wiedli byli gracze gdańskiego klubu, czyli Marek Marciniak oraz Jakub Moryń (4 z 5 pierwszych bramek). Po 10 minutach coraz bardziej wyraźna była dominacja gości, którzy wyszli na prowadzenie 6:3. Trzy trafienia zanotował dobrze dysponowany tego popołudnia Moryń. Trzybramkowa przewaga utrzymywała się, dopóki sprawy w swoje ręce nie wziął Mateusz Jachlewski – lider Wybrzeża (6:8 w 15’). Obydwaj środkowi grali pierwsze skrzypce w swoich zespołach. 10 minut przed przerwą inicjatywa nadal należała do Zagłębia, jednak dużo skrupulatniej wywiązywała się ze swoich obowiązków obron gospodarzy. Przeciwnicy z kolei coraz częściej przesiadywali na ławce. Najpierw Jakub Bogacz a następnie Roman Chychykalo. Wyłomy w murze obronnym nie wpłynęły jednak na jakość gry i goście w osłabieniu wytrzymali napór rywali bez strat (9:11 w 25’). Do syreny oznajmiającej przerwę wynik przestał premiować graczy z Lubina, którzy od 26. minuty przestali trafiać do siatki Wybrzeża. Wielka w tym zasługa Przemysława Witkowskiego. Wynik z rzutu karnego ustalił Mateusz Kosmala i po 30 minutach było po 12.

Druga część zaczęła się podobnie do pierwszej. Pierwszą skuteczną akcję przeprowadzili goście, natomiast szczypiorniści z Gdańska musieli gonić wynik (14:15 w 36’). Najgroźniejszy pod polem karnym Witkowskiego był Chychykalo. W 40’ na dwie minuty boisko musiał opuścić Moryń i to wykorzystał Mateusz Kosmala, który rzutem z „siódemki” doprowadził do remisu 16:16. W tym momencie o czas poprosił Jarosław Hipner, ponieważ gdańszczanie zaczynali coraz śmielej poczynać sobie w każdym aspekcie gry. Kilkanaście minut przed końcową syreną gdańszczanie dwukrotnie popełnili błąd w ataku, a na bramki zamienił to Michał Stankiewicz (18:20 w 47’). Zagłębie spowalniało swoje akcje, podczas gdy gospodarze próbowali za wszelką cenę powstrzymać skutecznego z koła Stankiewicza (4 bramki między 46. a 50. minutą). To jednak nie defensywa była największym problemem Wybrzeża, a skuteczność w ataku. W końcówce dramaturgia i nerwowość wykluczyła z gry Mateusza Jachlewskiego, który obejrzał czerwoną kartkę. I to był w zasadzie gwóźdź do trumny dla gospodarzy, którzy nie byli już w stanie odrobić strat. Zagłębie wygrało w Gdańsku 28:24.

Torus Wybrzeże Gdańsk - MKS Zagłębie Lubin 24:28 (12:12)

Wybrzeże: Chmieliński, Witkowski, Wodziński – Stojek, Mosquera 1, Filipowicz, Pieczonka 2, Gądek 3, Leśniak 2, Jachlewski 5, Sulej 1, Kosmala 7, Papaj 1, Wróbel, Iwańczuk, Janikowski 2.

Zagłębie: Schodowski, Bartosik, Wiącek – Stankiewicz 7, Moryń 5, Pawlaczyk, Gębala 3, Sroczyk, Pietruszko, Marciniak 5, Hajnos 4, Bogacz, Kupiec 2, Adamski, Chychykalo 2.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama