Śmierć 6-miesięcznego Piotrusia z Przemkowa. Pracownicy socjalni, policjanci i kuratorzy nie staną przed sądem

Piotruś miał zaledwie 11 tygodni, kiedy trafił do szpitala. Dziecko miało obrażenia na całym ciele. Jak ustalili śledczy, ojciec bił, kopał po plecach, rzucał Piotrusiem o podłogę. Ofiarą znęcania był również jego starszy brat, wtedy zaledwie 1,5-roczny Filip, a zdaniem prokuratury matka nie reagowała.
Piotruś doznał złamania obu kości ciemieniowych czaszki. Uraz był na tyle poważny, że u dziecka doszło do zatrzymania krążenia i oddechu. Wówczas ratownikom udało się przywrócić Piotrusiowi funkcje życiowe, ale jego stan jak się później okazało był krytyczny. Walka o jego życie trwała tygodniami - niestety, w maju 2024 roku chłopczyk zmarł.
Rodzice usłyszeli zarzuty. Marcin G. został oskarżony o długotrwałe znęcanie nad Filipem i doprowadzenie do powstania choroby zagrażającej życiu, a także o znęcanie, które doprowadziło do śmierci Piotrusia, a zatem o zabójstwo popełnione w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie - informowała wówczas prokuratura.
Przeczytaj też: Przedszkolanka zapomniała zabrać dziecko na wycieczkę. Rodzicom powiedziała, że dobrze się bawi. Dziewczynka była sama przez kilka godzin
Matka chłopców, Monika M., została oskarżona o znęcanie, które polegało nie tylko na fizycznej przemocy, ale również na pozostawianiu dzieci bez opieki. Prokuratura oskarżyła ją również o udzielenie ojcu dzieci, poprzez zaniechanie, pomocy w znęcaniu się nad nimi. Kobieta zatajała również przed przedstawicielami służby zdrowia i policji faktyczne przyczyny stanu zdrowia dziecka. Proces w tej sprawie rozpoczął się w marcu.
Czy śmierci Piotrusia można było zapobiec?
Jednocześnie prokuratura wszczęła postępowanie wobec funkcjonariuszy publicznych, którzy mieli do czynienia z rodziną Marcina G. i Moniki M. - byli to kuratorzy, pracownicy socjalni i policjanci. Sprawa była badana pod kątem niedopełnienia obowiązków. Śledczy sprawdzali, czy śmierci Piotrusia można było zapobiec gdyby służby odpowiednio wcześnie zareagowały na akty znęcania się nad dziećmi w tej rodzinie.
Prokuratura zdecydowała się umorzyć postępowanie, bo jak uznali śledczy działanie funkcjonariuszy publicznych mieściło się w granicach udzielonych im uprawnień.
- Nie ma wystarczających przesłanek do oceny prawnej, aby którykolwiek z ww. funkcjonariuszy publicznych był świadomy istnienia u któregokolwiek z dwójki dzieci takich obrażeń wewnętrznych, jakie ostatecznie u tych dzieci zdiagnozowano w warunkach szpitalnych w wyniku pogłębionej, specjalistycznej diagnostyki medycznej, a tym samym, że którykolwiek z tych funkcjonariuszy publicznych był świadomy występowania zagrożeń dla zdrowia i życia tych dzieci w czasie wykonywania swoich czynności służbowych i w takiej sytuacji z zamiarem bezpośrednim lub choćby zamiarem ewentualnym nie dopełnił swoich obowiązków służbowych - wyjaśnia Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. Decyzja ta nie jest prawomocna.
Czytaj także: Szokujące szczegóły w sprawie uprowadzonych Etiopczyków. Porywacze z Ukrainy nie mieli litości dla swoich ofiar
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

