Samochód osobowy wjechał do zbiornika retencyjnego Słup. Strażacy musieli przerwać poszukiwania kierowcy [AKTUALIZACJA]
Aktualizacja - godz. 16:00
Kilkunastu ratowników z Jawora, Legnicy i Przybyłowic po kilkugodzinnej akcji wyciągnęło auto zatopione w zbiorniku retencyjnym Słup. W środę późnym wieczorem nieustalony jeszcze mężczyzna włączył silnik i skierował samochód ze skarpy na dno. Świadkowie nie mieli pewności, czy w pojeździe były jakieś osoby. Teraz już pewność jest - samochód był pusty.
- Koniec akcji ratunkowej, rozpoczynamy śledztwo - tłumaczy podkom. Ewa Kluczyńska, oficer prasowy jaworskiej policji:
- Musimy porównać numer VIN, bo został też ujawniony nadpalony dowód rejestracyjny jakiegoś pojazdu. Jeżeli porównamy numer rejestracyjny z numerem VIN tego samochodu, który został właśnie wyłowiony z wody - ustalimy jego właściciela. Kluczowym będzie ustalenie, kto jest właścicielem i w jakich okolicznościach auto znalazło się w wodzie?
Świadkowie widzieli twarz mężczyzny, który przyjechał na miejsce autem zanim je zatopił. Ustalenie personaliów kierowcy wydaje się zatem kwestią czasu.
Przeczytaj: Ratownicy walczyli o życie jednego z biegaczy. 850 osób wystartowało w górskim ultramaratonie w Karkonoszach
Wcześniej pisaliśmy:
Godz. 12:30
Według informacji reportera Radia Wrocław Andrzeja Andrzejewskiego, strażacy, którzy dotarli do samochodu znajdującego się pod wodą, potwierdzili że w środku pojazdu nie było żadnej osoby. Na miejscu trwają dalsze czynności służb.
Dziś rano strażacy zamierzają wznowić akcję wyławiania samochodu, który wczoraj po godzinie 22:00 wjechał do zbiornika retencyjnego Słup k. Jawora. Na ten moment nie ma jednoznacznych informacji o ewentualnych poszkodowanych. Nie można wykluczyć, że ktoś chciał się pozbyć pojazdu i z premedytacją skierował go do wody. Dotarliśmy do świadka, wędkarza z Legnicy, który wezwał na miejsce ratowników:
- No, było słychać ryk silnika i później taki huk. Przylecieliśmy, to już auto na wodzie pływało, przodem silnikiem schodziło w dół i tonęło. Na światłach było... świeciły się światła. Nie było słuchać jakichś krzyków ludzi, ale czy ktoś był, czy nie był w aucie - nic nie wiemy. My 150 metrów jesteśmy dalej, wędkujemy tam sobie.
Prace mogą potrwać nawet kilka godzin
Po północy strażacy, przy użyciu echosondy zlokalizowali auto. Miejsce oznaczyli boją. Ze względu na ciemności, dużą głębokość i bezpieczeństwo nurków zdecydowali się jednak zawiesić akcję do rana. Nie wiadomo, czy w pojeździe ktoś się znajduje. - Przy wyciąganiu auta wykorzystamy siły natury - relacjonuje st. kpt Andrzej Mitek, dowódca Jednostki Ratowniczo Gaśniczej w Jaworze:
- Nurek wejdzie do wody zbada dno i podczepi pod samochód balony - coś w rodzaju poduszek wypornościowych, za pomocą których samochód zostanie wydobyty z wody.
Ze względu na stromy brzeg wyłowienie auta może zająć nawet kilka godzin.
Godz. 6:50
Punktualnie o 22:10 wędkarze najpierw usłyszeli ryk silnika, a potem widzieli jak osobowy volkswagen z impetem zjeżdża z nabrzeża i znika pod wodą. W ciemnościach nie zauważyli, czy ktoś był w środku auta. To oni zadzwonili pod 112. 45 minut później strażacy przy pomocy sondy ustalili, że zatopiony pojazd znajduje się około 35 metrów od brzegu, na głębokości około 10 metrów.
Jeśli w środku był kierowca, nie miał już szans na przeżycie. Inna hipoteza zakłada, że ktoś chciał się pozbyć samochodu. I właśnie dlatego po północy, ze względu na bezpieczeństwo płetwonurków, akcja została zawieszona. Dziś rano na nabrzeżu zbiornika Słup znów mają się pojawić strażacy, tym razem z ciężkim sprzętem i wyciągarkami.
Przeczytaj również: Najwięcej wypadków śmiertelnych od początku wakacji. Dolny Śląsk na szczycie niechlubnego rankingu
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


![Samochód osobowy wjechał do zbiornika retencyjnego Słup. Strażacy musieli przerwać poszukiwania kierowcy [AKTUALIZACJA] – Tak wyglądała akcja strażaków na zbiorniku retencyjnym Słup. Fot: Andrzej Andrzejewski / Radio Wrocław](/img/articles/152497/GZEcBupHzD.jpg)