Jan Urban w Radiu Wrocław: Mam nadzieję, że Lewandowski wróci do reprezentacji

- Ja mam nadzieję, że Robert Lewandowski wróci do reprezentacji, że tak się stanie. Uważam, że w tym momencie polska reprezentacja nie powinna sobie pozwolić na to, aby taki zawodnik nie grał w naszej drużynie. Jest problem do rozwiązania, oczywiście, bo wspomniałeś o sprawie opaski. Natomiast nie jest to problem, który można wyjaśnić - moim zdaniem przynajmniej - przez telefon - powiedział Jan Urban w rozmowie z Robertem Skrzyńskim.
Po zamieszaniu wokół Roberta Lewandowskiego i opaski kapitana, a także porażce z Finlandią, PZPN zdecydował o zmianie na stanowisku selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski. Michała Probierza zastąpił Jan Urban, który był gościem wtorkowej Rozmowy Dnia w Radiu Wrocław.
Jak wyglądały kulisy podpisania kontraktu przez Urbana z PZPN-em? Czy Robert Lewandowski wróci do kadry i kto będzie jej kapitanem? W jaki sposób będzie grać nasza narodowa drużyna? Te pytania zadał nowemu selekcjonerowi Robert Skrzyński, ale nie zabrakło także wątków prywatnych i wspomnień z piłkarskiej kariery Jana Urbana.
To w końcu nie tylko utytułowany trener, który ma na koncie chociażby mistrzostwo i dwa puchary Polski. To także 57-krotny reprezentant Polski i 3-krotny mistrz kraju z Górnikiem Zabrze oraz zdobywca hat-tricka na słynnym Bernabeu w barwach Osasuny Pampeluna. Jako szkoleniowiec pracował także na Dolnym Śląsku - w Zagłębiu Lubin i Śląsku Wrocław.
POSŁUCHAJ ROZMOWY:
PRZECZYTAJ ROZMOWĘ:
Robert Skrzyński: Dzień dobry, zapraszam na dzisiejszą specjalną Rozmowę Dnia w Radiu Wrocław. Mogę tak powiedzieć, bo naszym gościem nowy selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski, Jan Urban. Dzień dobry, Panie trenerze.
Jan Urban: Dzień dobry.
Powiem szczerze, że nie tak dawno pomyślałem sobie, że może być Pan jak Henryk Kasperczak - wieczny kandydat na selekcjonera, ostatecznie bez nominacji. Chciałem zapytać, czy miał Pan ostatnio podobne odczucia czy to się zmieniło?
Zgadłeś. Trafiłeś w sedno, bo mówiłem rzeczywiście często, że będę wiecznym kandydatem, tak jak trener Kasperczak. Stało się inaczej i cieszę się bardzo.
Pod koniec poprzedniego sezonu stracił Pan pracę w Górniku Zabrze i zastanawiam się, ile klubów na przykład chciało Pana zatrudnić w przerwie między sezonami i czy tych ofert było dużo? Czy Pan je odrzucał czy może Pan coś przeczuwał?
Powiem tak: gdybym chciał pracować, to bym pracował, ale dobrze wyszło, że nie spieszyło mi się. Poczekałem troszeczkę i ten finał był dla mnie szczęśliwy.
Obserwował Pan na pewno reprezentację i po tych wszystkich wydarzeniach związanych z meczem z Finlandią - nawet tak bym powiedział, bo to nie tylko sam wynik, ale rezygnacja Roberta Lewandowskiego, pozbawienie go opaski kapitańskiej - myślał Pan, że może wreszcie nadchodzi Pana czas? Czy jak Pana znam, to bardziej Pan spokojnie czekał na to, co się wydarzy i nie ekscytował się Pan za bardzo?
Nie, spokojnie patrzyłem na tą sytuację. To nie był pierwszy raz, kiedy byłem w tak zwanym gronie kandydatów do reprezentacji. Na dużym spokoju, tak.
A potem informacja taka, która wypływa z grona Polskiego Związku Piłki Nożnej, że tym kandydatem numer jeden jest Maciej Skorża i że właściwie to z nim najbardziej by chciano nawiązać kontakt czy podpisać umowę. Dalej był spokój z Pana strony?
Był spokój dalej. Wydaje mi się, że Maciek Skorża to też bardzo dobry kandydat. Natomiast sytuacja się rozwinęła tak, a nie inaczej. Wydawało mi się, że Maciek ma naprawdę bardzo ciekawą pracę w Japonii. Wiedziałem, że nie będzie łatwo zrezygnować z takiej pracy, a być może gdyby to zrobił, to rzeczywiście Maciek byłby selekcjonerem. Natomiast Maciek jest jeszcze młodym trenerem. Na pewno przyjdzie jego czas, jeśli w dalszym ciągu będzie pracował na swoje CV tak, jak do tej pory.
Ja zdradzę taką tajemnicę, że kontaktowałem się z Panem podczas tych wyborów, kiedy jeszcze nie było wiadomo, kto będzie trenerem. I Pan mi wtedy napisał czy powiedział: "Robert, ja spokojnie sobie jestem w Pampelunie, zajmuję się tutaj wnukiem". A potem jak to się wszystko potoczyło? Czy te rozmowy na linii Jan Urban - Polski Związek Piłki Nożnej były trudne? Czy nagle Pan dostał telefon z informacją: "proszę przyjechać do Warszawy, jeżeli Pan jest zainteresowany"?
Bo są takie sytuacje, na które po prostu nie masz wpływu, to nie ma się co denerwować. Życie płynie spokojnie. Być może w tym czasie ktoś by zadzwonił też z Ekstraklasy i bym przemyślał tę ofertę. Wiedziałem, że cały czas jestem w tym gronie kandydatów i z biegiem czasu - a szczególnie po takiej informacji, że jednak Maciek zostaje w dalszym ciągu w Japonii - już w mediach było widać, że moje szanse na to, aby zostać trenerem reprezentacji, są coraz większe, ale nigdy nie byłem spokojny o to, że tak się stanie. Bo mimo tego, że rzeczywiście nastąpił pierwszy kontakt z prezesem PZPN-u, to jednak ja już to przeżyłem wcześniej i też prezes nie powiedział mi, że rozmawia tylko ze mną, wręcz odwrotnie - rozmawia z innymi trenerami również. Przecież doskonale wiesz, że jeszcze kilka dni przed konferencją prasową spotkał się i z Jurkiem Brzęczkiem i z Jackiem Magierą, także do końca - wydaje mi się - wszystkich trzymał w napięciu. Mnie też.
Jacek Magiera to Pana taki autorski pomysł? Bo ta reszta sztabu, powiedzmy, w miarę znana z lat, kiedy Pan pracował z tymi ludźmi. Jacek Magiera kiedyś pracował z Panem z Legią, więc chcę zapytać o trenera Magierę. I chcę zapytać o to, czy może Pan powiedzieć, na jak długo podpisana jest ta umowa?
Wydaje mi się, że to bardzo dobry wybór. Jacek to doświadczony trener, który pracował i w Legii Warszawa, i w Śląsku Wrocław osiągnął duży sukces. Ja Jacka znałem bardzo dobrze, bo był moim asystentem wcześniej. Wydaje mi się, że to rzeczywiście fajny ruch. Obawiałem się, czy Jacek będzie chciał przyjąć taką propozycję. Natomiast wydaje mi się, że praca w reprezentacji nobilituje każdego. Niezależnie od tego, czy jesteś pierwszym, drugim czy asystentem to na pewno jest bardzo duże doświadczenie, które może owocować w przyszłości. Nic nie powiem o kontrakcie - jak tak napomknąłeś, to ja krótko odpowiem, że nie.
Victoria Jaworzno - tam to wszystko się rozpoczęło i wyczytałem, że oprócz gry w piłkę to czasami trzeba było nawet w kopalni popracować. To prawda czy nie?
Wiele rzeczy się robiło. Wiesz, to były inne czasy. Ja pochodzę z rodziny górniczej. Mój ojciec pracował na kopalni, moi dwaj bracia tak samo i ja w cudzysłowie też, bo przecież grałem i w Zagłębiu Sosnowiec ,i w Górniku Zabrze, w drużynach górniczych. Rzeczywiście tak było. Wiesz, w tamtych czasach te zespoły trzecioligowe często były takie półzawodowe, powiedzmy, chociaż w Polsce zawodowstwa nie było. Ale często zdarzało się tak, że tylko trenowali, bo byli z danej kopalni oddelegowani na boisko. Ale wiesz, jak to w Polsce - wtedy, kiedy wyniki nie układają się do końca dobrze, to przychodzi prezes i mówi: "Dzwonili z zakładu pracy i te 4 godziny musicie być co prawda na powierzchni, ale musicie tam popracować, a dopiero później przychodzicie na trening i kończy się wasza dniówka". Takie to były czasy po prostu.
Ciężka praca też budowała pewnie charakter. Ja sobie przypominam z moich dziecięcych lat Pana jeszcze w Zagłębiu Sosnowiec, ale wspominam przede wszystkim Górnika Zabrze. To był ten dream team, w którym grał Jan Urban, Ryszard Komornicki, Andrzej Pałasz, Andrzej Iwan, Marek Majka, Andrzej Zgutczyński, Ryszard Cyroń, Józef Dankowski. Boże, same gwiazdy jak na polską ligę.
Tak, zgadza się, ale na początku wspomniałeś o charakterze. Wiesz co, w tamtych czasach naprawdę by było bardzo trudno komuś dojść, nie mając tego charakteru. Same umiejętności by nie wystarczyły. A dzisiaj wydaje mi się, że wystarczają, jeśli ktoś te umiejętności ma duże. Wtedy trzeba było mieć jedno i drugie, bo rywalizacja była niesamowita. Ja przypominam sobie sytuację, kiedy zgłosiło się po mnie do Victorii Jaworzno Zagłębie Sosnowiec. Takich chłopaków jak ja bodajże było 3-4 na to jedno miejsce i kto sobie je wywalczył, ten zostawał. Inni musieli sobie szukać innych klubów. A wracając już do drużyny Górnika Zabrze, to faktycznie w Górniku Zabrze można powiedzieć, że było pół reprezentacji Polski. Te nazwiska, o których wspomniałeś, to znakomici piłkarze, ale potrafiliśmy wykorzystać ten potencjał tej drużyny, zdobywając 4-krotnie mistrzostwo Polski. W moim przypadku 3-krotnie, bo przychodziłem już do aktualnego mistrza Polski - Górnika Zabrze. Znakomita historia, wielka przyjemność gry wśród tych zawodników, bo tak, jak mówię, wiesz - w takim gronie większość spotkań po prostu wygrywasz, cieszysz się grą, atmosfera jest znakomita. I to oczywiście pomogło nie tylko mnie, ale w większości tym zawodnikom wyjechać po prostu na zachód, w różne kierunki.
Wyjeżdża Pan do Hiszpanii - Osasuna Pampeluna, słynny mecz na Bernabeu, 3 bramki - o tym już powiedziano chyba wszystko. Mnie spodobała się jedna rzecz. To, że w momencie, kiedy Pan został selekcjonerem, Osasuna Pampeluna na swojej stronie potrafiła napisać, że legenda naszego klubu została selekcjonerem reprezentacji Polski. To musi być strasznie miłe. Zresztą Pan z Pampeluną tak naprawdę do końca się nie pożegnał.
Tak, tak, nie pożegnałem się. Mieszkam tam do dzisiaj. Miałem trochę szczęścia, że tak powiem, bo ten rynek hiszpański w tamtych czasach dla polskich zawodników, dla polskiej ligi, można powiedzieć, był zamknięty. Miał wcześniej przede mną krótki epizod jednoroczny Janek Tomaszewski, który był bramkarzem Herculesa Alicante, wtedy grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej. Natomiast wydaje mi się, że ja trafiając do Osasuny pokazałem się oczywiście z bardzo dobrej strony, bo tak mnie traktują tam za to wszystko, co dla nich zrobiłem, ale jednocześnie jako ambasador polskiej ligi otworzyłem drzwi dla wielu innych chłopaków, którzy wyjeżdżali. Już nie mówię, że tylko do Osasuny, bo przecież przez Osasunę przeszli Romek Kosecki, Rysiek Staniek i Mirek Trzeciak. Ale do innych zespołów też polscy zawodnicy wyjeżdżali przez to, że jeśli jest jeden czy drugi piłkarz dobrze grający, to na pewno jest ich więcej. W ten sposób na to patrzono, a nie było wtedy tylu menedżerów, takiej dostępności do każdej ligi, żeby oglądać ją na co dzień tak, jak jest to możliwe dzisiaj.
Zakończył Pan karierę w Polsce, w Górniku Zabrze. Potem z Górnikiem był Pan kojarzony też trenersko, ale powiedzmy sobie szczerze: w polskiej lidze trudno o lepsze CV, bo z sukcesami i Legia, i Lech Poznań. Z punktu widzenia słuchaczy Radia Wrocław wszyscy Pana doskonale pamiętają jako trenera i Śląska Wrocław, i KGHM Zagłębia Lubin. Jan Urban w polskiej lidze był trenerem spełnionym?
Wydaje mi się, że tak. Chociaż nigdy nie mogłem i do końca do dzisiaj chyba się nie pogodziłem z tym, że nie zgadzała mi się jedna rzecz. Jeśli cię zatrudniają, żeby wyciągnąć zespół z kryzysu, to tak sobie myślałem: "Proszę, dlaczego mnie wyrzucacie wtedy, kiedy ja wpadłem z drużyną w jakiś tam mniejszy czy większy kryzys? Jeśli mam takie umiejętności i sprawdziliście już je wcześniej, to pozwólcie mi z niego wyjść". A często zdarzało się tak, że niestety musiałeś się godzić z tym, że zostałeś zwolniony. To na pewno nie było fajne, ale faktycznie trenowałem w dwóch etapach Legię Warszawa, zdobywając trofea z tą drużyną. Z Lechem Poznań też fajna przygoda, zostawiony Superpuchar Polski w gablocie. Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław, epizod w Polonii Bytom i ostatnio w Górniku Zabrze. Ciekawa wydaje mi się ta moja przygoda jako trenera i taka różnorodność w tym wszystkim, bo nie byłem tylko tym, który trenuje Legię czy Widzew. Trenowałem też zespoły o innych możliwościach, że tak powiem. Nie żałuję niczego, bo to wszystko doprowadziło do tego, że zdobyłem ogromne doświadczenie, co na pewno też miało duży wpływ na decyzję Polskiego Związku Piłki Nożnej, aby zdecydować się na takiego trenera, jak ja.
Zaczyna Pan mecze w reprezentacji z wysokiego konia albo z najwyższego konia w tej grupie eliminacyjnej, bo gramy na wyjeździe z głównym kandydatem do zwycięstwa w naszej grupie - Holandią. Gramy potem mecz u siebie z Finlandią, z którą przegraliśmy w Helsinkach, mocno komplikując sobie sytuację. Pamiętamy - jedna drużyna wychodzi bezpośrednio do finałów mistrzostw świata, druga gra w barażach. To dobrze, że zaczyna Pan - nie mając na to żadnego wpływu - od takiego terminarza? Czy wolałby Pan spokojniej? Z drugiej strony wiedział Pan, na co Pan się pisze.
Tego się po prostu nie wie. Natomiast nie ulega wątpliwości, że jest to rywal z najwyższej półki. W takich meczach, jeśli chodzi o mental zawodników, to nie musisz nikogo motywować przed takim spotkaniem, bo wszyscy wiedzą, że to bardzo trudne zadanie. Ale właśnie w takich spotkaniach można pozwolić sobie na taką swobodę i przede wszystkim mentalnie podejść bez żadnego większego obciążenia do takiego spotkania, bo wiesz, że trudne zadanie przed tobą. Natomiast to kolejne spotkanie z Finlandią - już dzisiaj wiemy, że poprzez to, że przegraliśmy to pierwsze spotkanie z nimi, to będzie niesamowicie ważne spotkanie i tam wynik będzie brał górę nad wszystkimi pozostałymi rzeczami. I to będzie na pewno bardzo duży egzamin zarówno dla zawodników, jak i dla mnie.
Cała Polska zadaje w tym momencie dwa pytania, może nie bezpośrednio selekcjonerowi Janowi Urbanowi. Po pierwsze: czy Robert Lewandowski do kadry wróci? Po drugie: kto będzie biegał z opaską kapitańską? Ma Pan już pomysł? Nawet, jeżeli nie chce Pan ze zrozumiałych przyczyn o nim mówić.
Ja mam nadzieję, że Robert wróci do reprezentacji, że tak się stanie. Uważam, że w tym momencie polska reprezentacja nie powinna sobie pozwolić na to, aby taki zawodnik nie grał w naszej drużynie. Jest problem do rozwiązania, oczywiście, bo wspomniałeś o sprawie opaski. Natomiast nie jest to problem, który można wyjaśnić - moim zdaniem przynajmniej - przez telefon. Dlatego ja wcześniej czy później chcę się spotkać z zainteresowanymi, ale nie tylko z nimi. Również z zawodnikami, którzy - jak się to mówi - mają swój ciężar w tej reprezentacji. Chciałbym wiedzieć, jak to wszystko funkcjonuje od środka, jakie oni mają na ten temat zdanie, bo to wszystko pomoże mi w tym, aby jak najlepiej wykorzystać ten czas pierwszego zgrupowania. A tam naprawdę są tylko, nie wiem, takie trzy treningi pełne, bo gramy w czwartek i w niedzielę, więc czym więcej będę wiedział, tym łatwiej będzie mi o różnych sprawach rozmawiać, proponować różne rozwiązania drużynie. Zarówno jeśli chodzi o funkcjonowanie zespołu, jak i stricte te sprawy sportowe.
Lubił Pan grać czwórką obrońców, jak sobie przypominam Pana drużyny. A tu w reprezentacji Polski ostatnio granie trójką takich środkowych obrońców. Myślę, że z prostej przyczyny - lewego obrońcy, takiego klasycznego, ze świecą w tym kraju szukać. To będzie też problem, z którym Pan będzie musiał się zmierzyć? Yarek Gąsiorowski? Bo pojawiają się sugestie, że skoro Jan Urban pół życia spędził w Hiszpanii, to może Gąsiorowskiego namówi na grę w kadrze.
Zgadza się. Mówi się dosyć dużo w tej przestrzeni medialnej o tym, że przydałaby się zmiana systemu. Być może tak, dzisiaj nie wiem na 100%. Osobiście wolałbym grać czwórką, ale sam wspomniałeś, że nie jest łatwo znaleźć tego takiego nominalnego lewego obrońcę na odpowiednim poziomie. Jeśli nie, to będziemy musieli coś wymyślić w stylu - pamiętasz - Bartka Bereszyńskiego, który wywiązał się z tej roli naprawdę znakomicie i można było sobie pozwolić na to, aby grać właśnie czwórką z tyłu. Poza tym, jeśli nie, to ta reprezentacja grała trójką bardzo dużo i wie, jak w niej grać. Ale czy to by było tak czy inaczej, to wiesz, każdy trener ma inne spostrzeżenia, każdy trener zwraca uwagę na inne rzeczy. Ja nie chciałbym stracić takiej mojej tożsamości jako trenera i zawsze będę proponował piłkę techniczną, często wielopodaniową, bo uważam, że w ten sposób można również i dobrze grać, i osiągnąć wynik.
Uwielbiałem komentować mecze Pana drużyn zawsze z jednej prostej przyczyny: zawsze Jan Urban i jego zespoły chciały grać ofensywnie, chciały grać do przodu. Nawet czasem miałem wrażenie, że 3:3 to lepszy wynik - żartując - niż 1:0. Tak samo ma grać kadra Jana Urbana?
W klubach rzeczywiście masz więcej czasu na to, żeby wdrożyć taką ideę, taki styl gry. Ale zawodnik to przyjmuje naprawdę z otwartą głową. I ja też uważam, że grając w ten sposób zawodnik szybciej się rozwija, ma więcej przyjemności. Ale nie tylko on, również widz czy tak jak wspomniałeś, Ty jako komentator. Na pewno większą wagę w reprezentacji ma wynik, bo jednak w dzisiejszych czasach, gdzie tych spotkań towarzyskich praktycznie nie ma, a jak już to zdarza się jedno w roku, to wszystkie mecze są ważne, o coś. I przede wszystkim największa różnica między klubem a reprezentacją to czas. Tego czasu w reprezentacji praktycznie nie ma. Stąd też jakiekolwiek zmiany, które chcesz wprowadzić, nie mogą być drastyczne, bo zawodnik nie ma tyle czasu, co w klubie, aby przyswoić sobie różnego rodzaju zmiany. A jak ich jest za dużo, to tym bardziej nie przynosi to żadnego efektu i można się w tym wszystkim pogubić.
Ja jestem przyzwyczajony do tego, że wszyscy mówią, że Jan Urban to bardzo kulturalny, stateczny człowiek. Ale wiem też, że kiedy jest taka potrzeba - w szatni piłkarskiej czasami bywa taka potrzeba albo może nawet często bywa - to potrafi Pan tupnąć nogą. To jest dobra charakterystyka Jana Urbana?
Zobacz, jak to wszystko się zmienia, kiedy ktoś mógł zobaczyć rzeczywiście niektóre momenty z naszej szatni, bo taki film był kręcony o Górniku Zabrze. Gdyby go nie było, to w dalszym ciągu by się mówiło, że trener Urban jest miękki i tak dalej.
Na pewno jest kulturalny.
Wiesz co, ja uważam, że jeśli mówisz normalnie do zawodnika - to, co chcesz od niego, korekty, które mu przekazujesz - jeśli one nie przynoszą efektu, a krzycząc na niego to przynosi efekt, to nie jest to normalne, bo wydaje mi się, że nikt nie lubi, jak się na niego krzyczy. A konkretny przekaz, konkretna korekta powiedziana normalnie, powinna skutkować. Ja nie lubię tego, tych słów takich: "nie odstawiaj nogi", "jeździmy na tyłkach" i tak dalej. To są takie słowa, zachowania motywacyjne, często troszeczkę desperackie bym powiedział. Ja nawet jeśli się wkurzę, to chciałbym te emocje kontrolować.
Mówi Pan o tym, że żona bardzo też Pana wspiera, jest z Pana dumna też po tej nominacji selekcjonerskiej. To zażartuję i zapytam, puszczając do Pana oczko. Już wybaczyła to, że przez piłkę to omal się Pan na własny ślub nie spóźnił?
Nie, nie omal, ja się spóźniłem na własny ślub. Grałem tylko pierwszą połowę meczu. Tak się stało, że była zbieżność nie tylko dni, ale i godzin. Wyszliśmy z tego w miarę obronną ręką. Zagrałem połowę spotkania, drużyna też walczyła o utrzymanie. Byłem ważnym zawodnikiem, więc pogodziliśmy to jakoś. Najlepsza sytuacja była w samym kościele, kiedy już podchodzę do żony. Ksiądz zamiast rozpocząć mszę, to najpierw się pytał o wynik. "Jaki był wynik?" A ja mówię: "Proszę księdza, nie wiem, bo ja grałem tylko pierwszą połowę i jestem tutaj".
Córka Marta pozostała w Hiszpanii. Syn Piotr jest z jednej strony trenerem - tak mógłbym powiedzieć - z drugiej strony mogę powiedzieć, że też komentatorem piłkarskim. Jest trudnym recenzentem dla ojca? Czy w domu Jana Urbana z synem rozmawia się o czymś jeszcze, czy tylko o piłce?
Wiesz co, komentujemy niektóre rzeczy oczywiście, bo pracujemy w tej samej branży, ale uwierz mi, że nie za dużo, nie za dużo. Jeśli możemy zająć się czymś innym, to często wolimy pooglądać wspólnie jakiś film, pograć w jakieś gry w domu, bo mimo tego, że wydaje się, że jesteśmy w kraju blisko, to nie widzimy się tak często. Także wtedy, kiedy się spotkamy, staramy się troszeczkę mniej mówić o tym, co nas na co dzień bardzo interesuje.
Gdzieś wyczytałem, że ulubionym Pana miejscem w naszym kraju jest Zakopane, a ulubioną pasją wędkowania. Jest w tym coś prawdy?
Jest, jest oczywiście, bo lubię Zakopane, lubię góry ogólnie. Natomiast jeśli chodzi o tą pasję, to to wędkowanie już dosyć dawno przegrało rywalizację z tenisem. Owszem, lubię od czasu do czasu jechać na ryby, ale tenis wciągnął mnie. Jeśli mogę, to lubię się poruszać fizycznie, ale z rakietą w ręku na korcie.
A będzie na to czas teraz?
Wydaje mi się, że musi być czas, bo gdybym powiedział "biegam rano" to nikt by nic nie powiedział. Albo "jeżdżę na rowerze". Ma być na to czas. Dlaczego tego czasu mam nie znaleźć na pogranie sobie po prostu w tenisa? A chodzi przecież tylko i wyłącznie o zdrowie, bo nie jest to zawodowy wysiłek, tylko po to, aby utrzymać taką lepszą formę fizyczną.
Jakie marzenia są teraz w głowie trenera Jana Urbana? Aby wywalczyć z reprezentacją awans na mundial? bo z tego wyniku trener pewnie będzie rozliczany.
No tak, trudno w tym momencie mówić o czymś innym. Oczywiście pierwszy mecz, drugi mecz - one są ważne. Każdy mecz jest ważny, ale tak naprawdę cel. Jeśli osiągniemy cel awansu do mistrzostw świata, wiem, że wtedy będę miał troszeczkę więcej czasu na to, żeby bardziej wdrożyć mój pomysł na tą reprezentację. Bo tylko wtedy, przed wielkimi imprezami, trener ma do czynienia z drużyną przez dłuższy okres czasu. Jest taki mały okres przygotowawczy przed - w tym przypadku - mistrzostwami świata. Oby się tak stało. Jeśli się tak stanie, to naprawdę będę szczęśliwy.
To tego awansu życzę i bardzo dziękuję za rozmowę. Jan Urban, selekcjoner naszej reprezentacji, był gościem Radia Wrocław. Bardzo dziękuję.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam serdecznie.

