Dron latał nad miejscem poważnego wypadku. Policjanci szukają jego właściciela

W wypadku pomiędzy Niedaszowem a Rogoźnicą ciężkie obrażenia odniosło pięć osób. Na miejscu zdarzenia pojawił się dron. Wbrew niektórym doniesieniom bezzałogowiec nie utrudnił akcji ratunkowej, ale z pewnością nie powinien się tam pojawić.
Sprawdź: Prokuratura wszczyna śledztwo ws. kradzieży krzyża z cerkwi w Legnicy. "Wątpliwe, aby chodziło o względy materialne"
Dron należał do mieszkańca pobliskiej wsi?
Tuż po tym, jak fiat z bardzo dużą siłą uderzył w drzewo, na miejscu pojawiły się zespoły wszystkich służb niosących pomoc. Trzeba było też ściągnąć Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Podczas lądowania helikoptera strażacy dostrzegli, że w powietrzu utrzymuje się niewielki dron, prawdopodobnie obserwacyjny.
W czasie podobnych akcji takie loty urządzeń rejestrujących dozwolone są jedynie za zgodą koordynatora działań ratunkowych. W tym przypadku dowódca sam był zaskoczony dronem, dlatego - na koniec działań zabezpieczających osoby poszkodowane w wypadku - poprosił policjantów o interwencję. Zanim ci ostatni zadziałali, dron zniknął. Jedna z hipotez zakłada, że mógł to być prymitywny model należący do któregoś z mieszkańców pobliskich wsi.
Śledczy nie wykluczają, że właściciel mógł nie wiedzieć o obowiązku rejestracji lotów. Tym bardziej, że centralny rejestr nie odnotował próby logowania "check-in" w tym rejonie.
Zobacz: Podpalił samochód, zaatakował policjanta kataną. Zgorzeleccy funkcjonariusze zatrzymali 43-latka [WIDEO]
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

