Personel pomocniczy USK nie chce przeniesienia do zewnętrznej firmy: "Wiemy czym to pachnie"
Personel pomocniczy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu po raz kolejny zorganizował protest. Prawie pół tysiąca obecnych pracowników szpitala przy Borowskiej miałoby przejść do wybranej na drodze przetargu firmy zewnętrznej. Pomimo zapewnień władz USK, personel, który ma zostać dotknięty zmianami, obawia się o utratę części świadczeń. Hanna Piaszczyńska, liderka grupy protestujących, widzi w restrukturyzacji głównie chęć zaoszczędzenia kosztem pracowników:
- Prawdopodobnie będziemy mieli tylko zagwarantowaną podstawę. Nie wiemy nic o dodatkach za dyżury świąteczne, za nocki, wysługę lat. Już nie wspominam o wczasach pod gruszą czy dodatku jesienno-zimowym. Ponad 90% z nas pracowało już w firmach zewnętrznych. Doskonale wiemy czym to pachnie.
"Długofalowo, zostawiamy to firmom zewnętrznym"
Władze USK zaznaczają, że podobne rozwiązania, w których to firma zewnętrzna zajmuje się sprawami technicznymi, działają już w wielu szpitalach w Polsce. Zastępca dyrektora ds. medycznych Maciej Kamiński wyjaśnia, że władze szpitala są wciąż otwarte na dialog:
- Nic się nie zmieniło. Rozmawiamy z naszymi pracownikami, tłumaczymy skąd te zmiany, nasze drzwi są zawsze otwarte. To co jest najważniejsze to utrzymanie formy zatrudnienia, czyli umowę o pracę przez najbliższe 12 miesięcy i wynagrodzenia tego podstawowego i to się dzieje. Natomiast długofalowo to już zostawiamy firmom zewnętrznym.
Szpital przy Borowskiej zapewnia, że outsourcing personelu pomocniczego nie jest podyktowany wyłącznie kwestiami finansowymi. Przeniesienie do firmy zewnętrznej miałoby zapewnić lepsze i bardziej profesjonalne zarządzanie zapleczem.
Przeczytaj: Zbiornik Topola po remoncie za 64 mln złotych. Minister: To tarcza antypowodziowa
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


