Prywatni przewoźnicy nie wjadą do centrum Wałbrzycha. Optymalizacja czy zabieranie wyboru pasażerom?

Przez lata - przywożąc pasażerów z gmin Aglomeracji Wałbrzyskiej do centrum Wałbrzycha - prywatni przewoźnicy mogli zatrzymywać się na wielu przystankach po drodze. Teraz lista przystanków zostanie okrojona do 9 na terenie całego miasta. Uchwałę w tej sprawie podjęli już wałbrzyscy radni.
- Projekt uchwały zakłada przystanki dla przewoźników pozamiejskich na obrzeżach miast, czyli od północy jest to pętla na Szczawienku, od południa jest to duży przystanek węzłowy na Rusinowej, od zachodu to jest Karkonoska, od południa Glinik Nowy. Dla przewoźników z kierunku Strugi, Starych Bogaczowic przy Andersa - wyjaśnia Mariusz Kacała z zakładu komunikacji Miejskiego Zakładu Usług Komunalnych w Wałbrzychu.
Sprawdź: Nowoczesne sterowanie ruchem i ścieżki rowerowe. Inwestycje dla mieszkańców Jeleniej Góry
Przewoźnicy zapowiadają zaskarżenie uchwały
Oficjalnie powodami zmiany jest optymalizacja. W uzasadnieniu urzędnicy wskazują brak potrzeby zatrzymywania się przez prywatnych przewoźników na przystankach, na których zatrzymują się już autobusy miejskie. Dodatkowo transport miasta cały czas się rozwija i jest zeroemisyjny. Z kolei przewoźnicy zewnętrzni mają nie płacić za dostęp do przystanków i mieć związane z tym długi. Dodatkowo jakość ich taboru ma odbiegać od aktualnych wałbrzyskich standardów.
- Pojazdy, którymi posługują się przewoźnicy pozamiejscy, nie są dostosowane do przewozu osób z niepełnosprawnościami, co obecnie my - jako organizator transportu - postrzegamy jako standard. Odnotowujemy wiele skarg na niepunktualność przewoźników pozamiejskich, braki kursów, fatalne warunki przejazdu - mówił w uzasadnieniu Grzegorz Wróblewski z UM w Wałbrzychu.
Przewoźnicy wskazują, że to ograniczenie prawa do prowadzenia działalności gospodarczej i zabieranie wyboru pasażerom. Już zapowiedzieli, że zaskarżą uchwałę:
- Czy jest teraz sens działalności gospodarczej, jeżeli my nie możemy wjechać do miasta? A przecież transport drogowy to nic innego, jak transport pasażerów.
- Czyli - krótko mówiąc - teraz mieszkańcy Wałbrzycha będą dojeżdżali na palmiarnię, czyli w szczerym polu, dodatkowo płacąc to, co mają w tej chwili w cenie. Nie muszą mieć żadnych ulg, nie muszą mieć żadnych dotacji.
W regionie: Stan alarmowy na Ślęzie, ostrzegawczy na Nysie Kłodzkiej. Mocno pada w całym regionie
Miasto łata dziurę budżetową? To sugerują radni opozycji
Przewoźnicy podkreślili też, że o tym, czy pasażer woli autobus miejski czy busa, powinni decydować sami zainteresowani. Sceptycy tej rewolucji sugerują, że zmiana nie jest podyktowana porządkowaniem sieci przystanków, a łataniem dziury budżetowej spowodowanej transportem wodorowym, zwracał uwagę radny Piotr Sosiński:
- Tutaj mamy do czynienia z rewolucją i tak naprawdę rewolucją prowadzoną tylko dlatego, że kilka lat temu ktoś będąc w jakimś ekologicznym, ideologicznym uniesieniu zdecydował się nabyć bardzo drogie i drogie w eksploatacji autobusy wodorowe.
W debacie podczas sesji nie brakło też sporu o komfort, klimatyzację, rozkłady jazdy, punktualność, ulgi czy dostosowanie pojazdów do osób niepełnosprawnych. Zdaniem urzędników wpuszczenie przewoźników zewnętrznych na jedynie część przystanków węzłowych jest ogólnym standardem, który dotąd w Wałbrzychu zwyczajnie nie był praktykowany.
Przeczytaj też: Wilków zyska nową drogę. Strategiczna inwestycja dla mieszkańców i biznesu
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
