Szokujące kulisy wybuchu gazu w Ścinawie. Oskarżonym grozi do 8 lat więzienia

Przed legnickim sądem dobiegł końca proces w sprawie wybuchu gazu, jaki pięć lat temu wstrząsną kamienicą przy ul. 1 Maja w Ścinawie, o czym informowaliśmy na portalu Radia Wrocław. Dwie osoby zginęły a kolejne dwie zostały ranne po tym, jak podczas montażu przyłącza pracownicy uszkodzili kabel energetyczny. Jego zwarcie nadtopiło gazociąg i doszło do rozszczelnienia.
Błędy w przepływie informacji?
Zdaniem głównego oskarżonego, kierownika robót Dawida K. nie doszłoby do tej tragedii, gdyby nie błędy w przepływie informacji i olbrzymi pospiech. - Nigdy nie pozwoliłbym na wpuszczenie gazu do rur w tamtej sytuacji - tłumaczył podczas dzisiejszej rozprawy Dawid K:
- Po próbie szczelności inwestor - znając realia, że kable są uszkodzone i nie otrzymał informacji zwrotnej, że awarie zostały usunięte - zdecydował się na gazowanie gazociągu, bo był to już 29 października, a umowę na przyłączenia klientów mieli do końca października.
Z zeznań złożonych dziś przed legnickim sądem przez głównego oskarżonego wynika, że monterzy działali wbrew obowiązującym przepisom. O tym, że nowa część sieci - na polecenie inwestora - została wypełniona gazem, mieli się dowiedzieć... dopiero po wybuchu. - Ale to oskarżeni są odpowiedzialni za nieprawidłowe ułożenie sieci - tłumaczy prok. Patrycja Chojnacka-Zakrzewska:
- Nie dokonano wymaganej przepisami prawa odkrywki kabli, tak aby stwierdzić jakie jest posadowienie odległości tych kabli w ziemi i dopiero po wykonaniu tej czynności można było wykonać budowę przyłącza, tak aby zachować odległość minimum 20 cm od tych kabli.
Uszkodzenie sieci energetycznej początkiem katastrofy
Zdaniem biegłych monterzy przy układaniu rur posługiwali się tzw. "kretem" - urządzeniem do drążenia podziemnych korytarzy. Ostrze maszyny uszkodziło przebiegającą w tym miejscu sieć energetyczną. Potem - na skutek zwarcia - kabel nadtopił gazową magistralę. Oskarżyciel podkreśla, że zarówno kierownik robót, jak i brygadzista powinni wiedzieć o kolizji sieci energetycznej i gazowej.
Oprócz Dawida K. na ławie oskarżonych zasiada również brygadzista ekipy monterskiej Ilja Ch. Obaj mężczyźni nie przyznają się do winy. Grozi im po 8 lat więzienia. Mowy końcowe mają wygłosić 17 marca.
Polecamy również: Duże wsparcie dla dolnośląskich samorządów. 88 kilometrów dróg zostanie zmodernizowanych
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

