Ian Pelczar recenzuje: Gra tajemnic (****)

Jan Pelczar | Utworzono: 2015-01-15 17:14 | Zmodyfikowano: 2015-01-15 17:16
A|A|A

Do kin wchodzi film o bohaterskim Brytyjczyku, który rozpracował Enigmę. O polskim udziale w jednej z najważniejszych alianckich operacji II Wojny Światowej ledwie się wzmiankuje. Mimo to w polskich mediach właściwie cisza, nikt nie składa protestów pod hasłem "nic o nas bez nas". I słusznie, bo hollywoodzki debiut norweskiego reżysera Mortena Tylduma bardziej niż o wojennej akcji opowiada o społeczeństwie, które nauczyło się akceptować odmienność. W "Grze tajemnic" enigmą jest Alan Turing - matematyk przedstawiony jako protoplasta komputerów. Jeszcze czternaście lat temu w filmie "Enigma" Michaela Apteda Alana Turinga wymazano z fabuły. W scenariuszu "Gry tajemnic", autorstwa Grahama Moore'a, zamiast szyfrem i kodem, w miarę wprost poprowadzono linię pomiędzy cechami autystycznymi, orientacją seksualną, aroganckim przekonaniem o własnym geniuszu, a zdolnością do rozwiązania najtrudniejszych zadań. Wszelkie uproszczenia ratuje poziom realizacji i aktorstwa.

Największą siłą filmu jest zniuansowana, inteligentna kreacja Benedicta Cumberbatcha. Na jego tle Keira Knightley, w roli jedynej kobiety rozpracowującej Enigmę, po dość błyskotliwym początku, wypada blado. W filmie reżysera "Łowców głów" nie ma odważnych decyzji obsadowych. Nieufnego dowódcę zagrał Charles Dance - znany z "Gry o tron" i roli głowy rodu Lannisterów. Bezpośredniego przełożonego kreuje Mark Strong, który spotkał się już z Cumberbatchem w nastrojowym "Szpiegu". Do klasy dreszczowca z Garym Oldmanem "Grze tajemnic" daleko, ale filmowa adaptacja książki Andrew Hodgesa nie popada też łatwo w patos i powtarzanie klisz z kina wojennego. Takie błędy zepsuły nam już w tym roku "Niezłomnego" - skrojoną na miarę epopei historię o wojennych losach biegacza Louisa Zamperiniego. Obie produkcje łączy muzyka autorstwa Alexandre'a Desplat, znów na korzyść "Gry tajemnic". W filmie Angeliny Jolie zmarnowała się nawet rola charyzmatycznego Jacka O'Connella. U Mortena Tylduma talent Benedicta Cumberbatcha wykorzystano w pełni. I chociaż zapewne skończy się w przypadku "Gry tajemnic" jedynie na oscarowych nominacjach, to zawsze film będzie o jeden poziom wyżej niż w przypadku innych tegorocznych produkcji, przywołujących czasy II Wojny Światowej.

Czytaj również: "Ida" ma aż dwie szanse na Oscara

Od realiów walki z hitlerowską III Rzeszą dla współczesnych widzów bardziej szokująca może być wiedza o powojennych losach Turinga, o prześladowaniach, którym przez lata poddawano na Wyspach Brytyjskich homoseksualistów, o tym, że dopiero przed rokiem królowa Elżbieta zadośćuczyniła pamięci matematyka. W 2009 roku premier Gordon Brown przeprosił za "całkowicie niesprawiedliwe" i "straszne" potraktowanie Turinga. Największą zasługą "Gry tajemnic" jest opowiedzenie o tym wstydliwym, a mało znanym, epizodzie angielskiej historii.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama