Goerlitz i Zgorzelec połączone przez Europa-Marathon (Zobacz)

Tomasz Sikora | Utworzono: 2010-06-06 17:19 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

(Fot. Agnieszka Żulewska / Radio Wrocław)

(Zobacz zdjęcia pod tekstem).

Dolnośląski Rozkład Jazdy w niedzielę 6.06.2010 był na biegowej imprezie w połączonym Europa-Mieście Goerlitz-Zgorzelec. Pomysł takiego połączenia polsko-niemieckiego miasta zrodził się kilka lat temu, gdy obie jego części po dwóch stronach granicy wspólnie aplikowały do miana "Europejskiej Stolicy Kultury w 2010 roku". Tytułu zdobyć się nie udało, dzierży je Essen, pozostała jednak filozofia budowania - mimo mimo różnic, mimo stereotypów - miasta bez granicy, łączącego się kulturą, przeszłością i właśnie sportem.

Osiem lat temu po raz pierwszy wyruszono w trasę wiodącą przez, miejscami ciasne, uliczki odnowionego, ale nieco pustawego Goerlitz i chaotyczne, dziurawe, ale jednak pełne ludzi przedmieścia Zgorzelca. Z roku na rok uczestników jest więcej i przyjeżdżają z coraz dalszych zakątków Europy.

Organizatorom Maratonu - jak tłumaczy Radiu Wrocław Guenter Friedrich, szef całego przedsięwzięcia - udało się nawet prawnie zastrzec nazwę Europa Marathon lub Maraton Europejski. To sprawia, że ta idea wspólnego biegania Europejczyków w połączonej polsko-niemieckiej przestrzeni nabiera wymiaru europejskiego - i może się dalej rozwijać.

Konkurencja jest spora, maj i początek czerwca to czas, gdy w wielu miejscach Europy stają najwytrwalsi ze sportowców, by zmierzyć się z królewskim dystansem 42 kilometrów 190 metrów. W tym roku do Goerlitz i Zgorzelca przyjechało ponad 1300 biegaczy.

Ale można się było sprawdzić nie tylko w maratonie. Jak wyjaśniał w rozmowie z Radiem Wrocław Friedrich, nie chodzi o wyczyn sportowy. Chodzi raczej o ideę, że sport może być czystą, przyjazną rywalizacją, przyjemnością łączącą ludzi. Mogą się nie znać, nie rozumieć swoich języków, wcześniej i później nie mieć ze sobą nic wspólnego - a jednak razem biegną w jedną stronę. Dlatego przygotowano również biegi na 5, 10 kilometrów czy półmaraton.

Wielu pokonało maraton nie biegnąc ale... jadąc. To dla nich przygotowano wyścigi rolkarzy, rowerów ręcznych czy wyczynowych hulajnóg. To też coś, czego dopiero Polacy się uczą: masowe uprawianie sportu. W Polsce w roku jest 35 maratonów. w Niemczech 400. W Zgorzelcu jest jedno stowarzyszenie lekkoatletyczne, w Goerlitz 11. Nic więc dziwnego, że na razie tylko 15 na 100 biegaczy to Polacy.

Ale tu ilość nie równa się jakość - o ile w wyścigach rolkarzy, ręcznych cyklistów, czy w biegach krótszych zwyciężali Niemcy (wśród kobiet Czeszki, czym wymownie przypomniały o bliskości swojego kraju), to pierwsze trzy miejsca w królewskim maratonie przypadły Polakom.

Zwyciężył Jacek Lenart, który sam po części maraton przygotowuje i koordynuje jego organizację z polskiej strony. Bo bieganie w Goerlitz (i Zgorzelcu) ma także inne cele - przyciągnąć do miast ludzi. Ożywić tę przestrzeń.

Goerlitz reklamuje się jako miasto w którym "najwcześniej wschodzi słońce" (to faktycznie najbardziej na wschód wysunięty niemiecki punkt). Zgorzelec sprytnie hasło przerobił i sugeruje - "tu słońce świeci najdłużej" (tak jest w istocie z polskiej perspektywy). Oba hasła brzmią entuzjastycznie, ale nie są w stanie powstrzymać exodusu. Młodzi ludzie ze Zgorzelca uciekają na studia do Wrocławia, z Goerlitz jadą do Drezna i Berlina. Jadą i już nie wracają.

Goerlitz miało pomysł - będziemy niemiecką Florydą! "Emerycie z zachodnich landów, przyjedź do nas spędzić jesień życia. Dzięki polskiej bliskości i dedeerowskiej przeszłości jest to - jeśli chodzi o koszt życia - najtańsze niemieckie miasto" - tak brzmiało przesłanie. Jednocześnie Goerlitz jest ciche, spokojne, piękne, odnowione. Miasto zatrudnia nawet na etacie w magistracie "farbiarza" - człowieka odpowiedzialnego za to, by odnawiane budynki były pokrywane odcieniem farby zgodnym z historyczną przeszłością, ale też by stanowiły harmonijną całość.

Na początku udało się sprowadzić niemieckich rentierów. Teraz już tak się nie dzieje. Niemiecki rząd, tnąc wydatki, zdecydował, że jeśli mieszkasz na wschodzie, gdzie życie jest tańsze, to i emeryturę damy ci wschodnią. Pomysł "niemieckiej Florydy" upadł.

Stoją więc budynki odnowione jak spod igły. Osiemnasto- i dziewiętnastowieczne kamienice prezentują się dostojnie, a miasto jest urocze w swoim klasycznym pięknie. A zarazem smutne w swojej pustocie, bo w oknach tych kamienic nie ma firanek, a wieczorami nie pali się światło. Goerlitz zasmuca szczególnie wieczorem - widać, że wielu wyjechało, a ostatni zgasił światło.

Więc miasto znów wykonuje promocyjny zwrot - kończymy ze sprzedawaniem "Florydy", zaczynamy sprzedaż "niemieckiego raju", na wyciągnięcie polskiej ręki. Największa niemiecka spółdzielnia mieszkaniowa w Goerlitz - Wohnungsgesellschafy - rozpoczęła projekt "zamieszkaj na próbę". Za 80 euro możemy przez tydzień pomieszkać w przytulnym mieszkaniu w Goerlitz. 80 euro to właściwie opłaty za media i koszt sprzątania po tygodniowej próbie. Jeśli ci się spodoba, to znajdź swoje lokum po niemieckiej stronie - kusi spółdzielnia. Trzeba przyznać: ma argumenty.

1600 zł - tyle kosztuje czynsz wynajmu wraz ze wszystkimi mediami dwupokojowego mieszkania 60 metrowego w odnowionej przedwojennej kamienicy. Dla porównania we Wrocławiu po zliczeniu wszystkich kosztów wychodzi 2200 zł. A przecież w Goerlitz funkcjonują szkoły wyższe. To filie uczelni z Cottbus i Drezna. Może więc przyjedź do nas na studia - nęci spółdzielnia młodych Niemców i Polaków.

To trochę pod nich miasta udowadniają, że mogą być żywe, dynamiczne, sportowe. Turów Zgorzelec po polskiej stronie, Michael Ballack (urodził się w Goerlitz) po niemieckiej. Do tego właśnie potrzeba maratonu. I Europa-Marathon wpisuje się tu znakomicie, symbolizując młodość, aktywność, zabawę w sport, witalność. Może gdy ci młodzi przyjadą tu na studia, to się pożenią i zostaną?

To dla ich dzieci funkcjonują mieszane polsko-niemieckie przedszkola, a w szkołach sporo mieszanych polsko-niemieckich klas. Ale dla nich wciąż brak pracy, a zakłady kolejowe w Goerlitz (największy pracodawca poza branżą usługową) pracy wszystkim nie zapewnią.

Może więc te usługi? A dokładnie usługi konkretne - turystyka. Niemieckich turystów raczej przyciągnąć się nie da. Oddając honory pięknie (naprawdę!) odnowionemu miastu - daleko mu do turystycznych atrakcji Weimaru, Fryburga Bryzgowijskiego, Heidelbergu czy Tybingi. Niemiecki turysta nie zjedzie tu, by zostawić trochę grosza. Co najwyżej wpadnie na polską stronę do Reala, Carrefoura, czy Biedronki. Ale ten turystyczny potencjał nastawiony jest na Polskę. Chcesz zobaczyć, co to Weihnachtsmarkt, niemieckie średniowieczne miasteczko, Sommerschlussverkauf - przyjedź do Goerlitz.

Jak długo jednak turysta może włóczyć się po uliczkach starego miasta? Kolejną atrakcją ma być rekultywowana za unijne pieniądze stara kopalnia odkrywkowa nad polsko-niemiecką granicą. Zamiast dziury w ziemi będzie jezioro. I może będą turyści. I zostawią pieniądze. I zamieszkają młodzi. I zapalą się światła w odnowionych czynszówkach. I Europa-Marathon będzie miał nie 1300, a 13 tysięcy uczestników.

Marzenia są wspólne po obu stronach Nysy Łużyckiej.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama