WKK w finale pierwszej ligi

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2014-05-07 21:20 | Zmodyfikowano: 2014-05-08 06:41
A|A|A

fot. Facebook

Początek był nerwowy i obie drużyny miały problem ze znalezieniem własnego rytmu. Historią pierwszej kwarty po stronie gospodarzy była gra na atakowanej desce i dyspozycja Rafała Niesobskiego. Zawodnik gospodarzy na dzień dobry zdobył 13 punktów trafiając 5/6 rzutów z gry, w tym wszystkie trzy próby zza łuku. Po jednej z jego trójek, na nieco ponad cztery minuty przed końcem kwarty, WKK wyszło na największe w tej części meczu – sześciopunktowe prowadzenie (14:8). Równie duże udziały mieli w tym zawodnicy podkoszowi. Wrocławianie zebrali w pierwszej kwarcie 9 piłek w ataku! Rywale jednak nie odpuszczali. Główną bronią Startu była łatwość w wymuszaniu przewinień przy sytuacjach rzutowych. Koszykarze WKK sześciokrotnie przekraczali przepisy by zatrzymać rywali i skutkowało to aż pięcioma wizytami gości na linii. Start trafił 8/9 osobistych co był znaczącą częścią ich dorobku. Mimo problemów w defensywie, to wrocławianie dyktowali warunki. Pierwsza ćwiartka skończyła się kolejną udaną akcją Rafała Niesobskiego. Mimo presji zegara – 24 sekund i końca kwarty – trafił za trzy na wprost kosza. WKK prowadził 26:22.

Wydarzeniem drugiej kwarty był… problem z oświetleniem. Mecz rozgrywany na hali AWF przyciągnął więcej kibiców niż obiekt ma miejsc siedzących. W efekcie część kibiców musiała oglądać spotkanie na stojąco, a jeden z nich… oparł się o włącznik światła. Bez odpowiedniego oświetlenia, koszykarze zostali zmuszeni do chwilowego opuszczenia parkietu. Wrócili na niego po dziesięciu minutach. Ta przerwa na szczęście nie wybiła z rytmu gospodarzy. Przed tym niespodziewanym zdarzeniem – w czwartej minucie drugiej kwarty - prowadzili 32:24 i także do szatni schodzili z przewagą. Z koszykarskiego punktu widzenia w tej części meczu działo się niewiele. Obie drużyny trafiły łącznie ledwie siedem rzutów! Jakub Koelner z WKK w pojedynkę wygrał tę kwartę ze Startem 9:6. Gospodarze nadal górowali także na deskach. Dołożyli kolejne 5 zbiórek w ataku. Do przerwy mieli więcej zebranych piłek na atakowanej desce (14) niż rywale w ogólnym rozrachunku (12)! Pierwsza połowa skończyła się prowadzeniem WKK 41:28 po rzucie równo z syreną od tablicy w wykonaniu Rafała Niesobskiego.

Po powrocie z szatni nie było już emocji. Start nawet przez moment nie potrafił poważnie zagrozić gospodarzom. Narracja meczu wciąż opierała się na trzech historiach – zbiórki w ataku, forma Niesobskiego i rzuty z dystansu. Jeszcze do trzeciej kwarty utrzymywała się tendencja – więcej zbiórek WKK w ataku niż całej drużyny z Lublina – 17:14. Dopiero na koniec meczu goście uniknęli kompromitacji w tym elemencie gry. Ogólna dominacja wrocławian na deskach była jednak nie do podważenia. Mieli aż 42 zbiórki, przy ledwie 24 rywali.

Druga ważna historia meczu to dyspozycja Rafała Niesobskiego. Gracz WKK trafił 12 z 17 rzutów z gry, w tym pięć trójek, co dało mu aż 29 punktów. Z dystansu dobrze rzucali także jego koledzy. Podopieczni Pawła Turkiewicza w całym meczu mieli bardzo dobrą skuteczność zza łuku - 10/22.

Te elementy przechyliły szalę na korzyść gospodarzy – 78:61. Wrocławianie wygrali półfinałową serię 3:2.

Teraz WKK szykuje się już do starcia o awans do Tauron Basket Ligi. Ostatnią przeszkodą jest Polfarmex Kutno. Wrocławianie nie będą faworytami. Przewaga parkietu jest po stronie rywali, a co więcej, drużyna z Kutna wygrała oba spotkania z WKK w fazie zasadniczej. U siebie 75:61 i we Wrocławiu 86:71.

 

WKK Wrocław - Start Lublin 78:61 (26:22, 15:6, 22:16, 15:17)

Punkty dla WKK: Niesobski 29, Łukasz Diduszko 14, Koelner 9, Grzeliński 7, Szpyrka 7, Bartosz Diduszko 6, Trojan 6

Punkty dla Startu: Michalski 13, Szawarski 10, Sikora 9, Czujkowski 8, Mordzak 8, Wilczek 6, Kowalski 4, Pełka 3

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama