Pantery wciąż niepokonane. Tym razem wrocławianie wygrali szlagier

Michał Hamburger | Utworzono: 2015-04-12 08:33 | Zmodyfikowano: 2015-04-12 08:34
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

Wrocławianie nie dali żadnych szans Warsaw Eagles prezentując w pierwszej połowie futbol o klasę lepszy od rywali. Pierwszy w tym sezonie mecz we Wrocławiu przyciągnął na trybuny Stadionu Olimpijskiego liczną widownię.

- Walczyliśmy do końca, ale straty z pierwszej połowy były zbyt duże. Przypomnę jednak, że sezon futbolowy to maraton, a nie sprint. Wejdziemy do fazy pucharowej, a później wszystko może się wydarzyć - mówił po meczu Filip Kłoskowski, defensive back Warsaw Eagles.

Panthers rozpoczęli mecz wykopem i postanowili zaskoczyć rywala krótkim wybiciem piłki. Futbolówka przeleciała kilkanaście jardów, odbiła się od kasku jednego z graczy Orłów i padła łupem gospodarzy. Gorszego początku meczu nie można sobie wyobrazić. Gospodarze wykorzystali ten prezent za sprawą Marcusa Simsa, który 1-jardowym biegiem zdobył przyłożenie.

Wrocławianie nadal przeważali, ale nie potrafili przejść przez ostatnie zasieki obrony Eagles. W defensywie dwoił się i troił Filip Kłoskowski, który zanotował kilkanaście zatrzymań. Gospodarze jednak rozkręcali się z każdą minutą, co potwierdziło podwyższenie wyniku. Najpierw celnym kopnięciem z pola popisał się Dawid Pańczyszyn, a później Kyle Israel uruchomił Tomasza Dziedzica. Reprezentant Polski po 65-jardowej akcji zdobył swoje trzecie przyłożenie w tym sezonie. Eagles w pierwszej połowie dobił Dawid Tarczyński. Do przerwy Panthers prowadzili 24:0 prezentując futbol efektywny i zróżnicowany.

Druga połowa zaczęła się tak jak pierwsza. Panthers nadal dominowali i potwierdzili swoją wyższość kolejnym przyłożeniem Marcusa Simsa. Jednak przy stanie 31:0 podopieczni Nicka Johanssena spuścili z tonu i zaczęli popełniać sporo błędów.

Eagles honorowe punkty zdobyli za sprawą Andre McCrea oraz Charlesa Whyte’a. Ten drugi popisał się efektownym powrotem przez całe boisko po zablokowanym kopnięciu z pola w wykonaniu Pańczyszyna. Wydawało się, że dwa przyłożenia pod rząd mogą wlać nadzieję w serca warszawskich kibiców, ale marzenia zderzyły się z brutalną rzeczywistością po 6-jardowym przyłożeniu Patryka Matkowskiego.

- Wiedzieliśmy co będą grać Eagles. Zostaliśmy dokładnie przygotowani do tego meczu, ale otrzymamy burę od trenera za rozluźnienie w drugiej połowie. Nikt jeszcze nie wygrał żadnego spotkania w pierwszej połowie. Teraz gramy z Husarią, a później będziemy przygotowywać się do pojedynku z Seahawks. Podejdziemy do obu meczów na 100 procent - powiedział Krzysztof Tomczak, defensive back Panthers.

Panthers Wrocław - Warsaw Eagles 37:14 (7:0, 17:0, 7:6, 0:8)

I kwarta:
7:0 przyłożenie Marcusa Simsa po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

II kwarta:
10:0 22-jardowe kopnięcie z pola Dawida Pańczyszyna
17:0 przyłożenie Tomasza Dziedzica po 65-jardowej akcji po podaniu Kyle’a Israela (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
24:0 przyłożenie Dawida Tarczyńskiego po 43-jardowej akcji po podaniu Kyle’a Israela (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)

III kwarta:
31:0 przyłożenie Marcusa Simsa po 7-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Pańczyszyn)
31:6 przyłożenie Charlesa McCrea po 6-jardowej akcji po podaniu Herberta Lee Bynesa

IV kwarta:
31:14 przyłożenie Andre Whyte’a po 75-jardowej akcji powrotnej po zablokowanym kopnięciu z pola (podwyższenie za dwa punkty Michał Śpiczko)

Mecz obejrzało 990 widzów.

MVP meczu: Krzysztof Tomczak (defensive back Panthers Wrocław).

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama