Przez 4 lata więził, gwałcił i znęcał się nad kobietą. Jest akt oskarżenia dla oprawcy ze wsi Gaiki

Za zamkniętymi drzwiami przydomowej komórki przez 4 lata rozgrywał się dramat. Trudno uwierzyć, że przez tyle czasu Mateusz J. był w stanie przetrzymywać swoją ofiarę, bić i gwałcić i nikt tego nie zauważył. Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero w sierpniu 2024 roku, kiedy pokrzywdzona po raz kolejny trafiła do szpitala. To wtedy cała Polska usłyszała o wsi Gaiki koło Głogowa.
31-latka poznała swojego oprawcę w 2018 r. na jednym z internetowych portali randkowych. Zaczęli się spotykać. W tym czasie pokrzywdzona mieszkała w Lesznie z rodzicami oraz dwójką swoich dzieci. Jak podaje prokuratura, Mateusz J. od początku źle traktował swoją partnerkę, mimo to kobieta nie zakończyła znajomości. W styczniu 2020 r. pokrzywdzona wyprowadziła się z domu i zamieszkała w ośrodku interwencyjno–readaptacyjnym. Kilka miesięcy później nie mogąc znaleźć pracy, przystała na propozycję Mateusza J., by u niego zamieszkać. Mężczyzna postawił jej tylko jeden warunek: nie mogli się dowiedzieć o tym jego rodzice.
PILNE: Strzelanina na wrocławskich Stabłowicach! Nie żyją dwie osoby
"Od momentu umieszczenia kobiety w komórce oskarżony zaczął traktować ją przedmiotowo, jako osobę mającą spełniać w każdym czasie jego zachcianki seksualne. Pokrzywdzona stała się od niego psychicznie i fizycznie całkowicie uzależniona" - czytamy w komunikacie prokuratury.
Okazało się, że w momencie zamieszkania z Mateuszem J., kobieta była z nim już w ciąży. Urodziła dziecko w listopadzie 2020 roku, które w szpitalu oddała do adopcji. Po porodzie wróciła do komórki, w której wcześniej była przetrzymywana. Przez kolejne lata kobieta była wielokrotnie gwałcona, bita i poniżana.
Przynajmniej w jednym przypadku - 6 sierpnia 2023 r., w trakcie obcowania płciowego Mateusz J. użył wobec niej niebezpiecznego przedmiotu, co spowodowało ciężkie obrażenia ciała wymagające medycznej interwencji. Oskarżony zawiózł pokrzywdzoną do szpitala w Głogowie, gdzie w czasie pobytu kobieta, pomimo pytań, nie poskarżyła się na Mateusza J. nikomu z personelu medycznego. Następnie wróciła z Mateuszem J. na posesję w Gaikach.
Jak relacjonuje prokuratura, mężczyzna miał coraz większe wymagania w zakresie zaspokajania fantazji seksualnych, a na odmowę reagował wzrostem agresji i przemocy. Po raz kolejny kobieta do szpitala w Głogowie trafiła 25 sierpnia 2024 roku. Dopiero podczas tego pobytu, po namowach osób zatrudnionych w placówce medycznej, które zdołały skłonić pokrzywdzoną do rozmowy, ta po raz pierwszy opowiedziała o swojej sytuacji życiowej - o trwającym od 4 lat znęcaniu się nad nią przez oskarżonego i stosowaniu wobec niej przemocy seksualnej.
Niezwłocznie po tym Mateusz J. zastał zatrzymany, a następnie tymczasowo aresztowany. Przesłuchiwany w sprawie w charakterze podejrzanego Mateusz J. nie przyznał się do popełnienia zarzuconej mu zbrodni, twierdząc, że nic nie działo bez zgody samej pokrzywdzonej. Mężczyzna usłyszał zarzuty z 4 artykułów, w tym: bezprawne pozbawienie wolności, znęcanie się, zgwałcenie.
- Z opinii psychologicznej i seksuologicznej wynika m.in., że oskarżony wykazuje psychopatyczne zaburzenia osobowości oraz zaburzenia preferencji seksualnych w postaci sadyzmu - informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Biegli uznali, że oskarżony jeszcze w warunkach izolacji penitencjarnej musi być poddany stosownej terapii zaburzeń osobowości oraz terapii seksuologicznej. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przebywając na wolności Mateusz J. mógłby ponownie dopuścić się czynów o podobnym charakterze - przeciwko życiu, zdrowiu i wolności seksualnej. W aktualnym stanie psychicznym Mateusz J. może brać udział w postępowaniu karnym i stawać przed sądem.
Przestępstwa zarzucone Mateuszowi J. zagrożone są karą od 5 do 30 lat pozbawienia wolności.
Sprawę rozpozna Sąd Okręgowy w Legnicy.
Czytaj także: Jacek Sutryk po spadku Śląska: Klubu nie da się sprzedać od ręki [ROZMOWA]
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

