Dziurawa obrona nie pomogła Śląskowi

Od pierwszego gwizdka goście z Wrocławia narzucili szybkie tempo i starali się przejąć inicjatywę. Udawało się to do 7. minuty spotkania, w której na tablicy wyników pojawił się wynik 6:5 dla puławian. Azoty po bramce Macieja Zarzyckiego wyszły na prowadzenie i nie oddały go już do końca meczu.
Pierwsza połowa to dominacja gospodarzy oraz pokaz skutecznych parad Zurabiego Tsintsadze, które pozwoliły gospodarzom na zdobycie pewnej przewagi. Do przerwy Śląsk miał już 6 goli straty.
Na drugą połowę wrocławianie wyszli mocno zmotywowani. Pierwszą bramkę dla gości zdobył Jakub Przybylski. Śląsk nie dawał za wygraną i walczył, by odrobić straty. Zapał gości skutecznie gasili jednak Tsintsadze i Wojciech Borucki (broniąc rzut karny na początku drugiej części meczu). Nerwowe ruchy gości pozwoliły puławianom na zdobycie kolejnych bramek z kontrataku.
Śląsk próbował odrabiać straty, jednak Azoty zbudowały na tyle pokaźną przewagę, że mogły do końca meczu kontrolować to spotkanie. Graczom WKS-u nie pomagały liczne błędy w obronie. Mecz zakończył się pewnym triumfem gospodarzy 43:34.
MVP spotkania został zdobywca 10 bramek, kapitan Azotów – Piotr Jarosiewicz.
Azoty Puławy - Śląsk Wrocław 43:34 (23:17)
Azoty: Tsintsadze, Borucki - Jarosiewicz 10, Janikowski 7, Dikhaminjia 6, Gogola 6, Jaworski 4, Zarzycki 4, Przychodzeń 1, Bereziński 4, Urbanek 1, Antolak.
WKS Śląsk Wrocław: Młoczyński, Małecki - Kornecki 8, Przybylski 7, Salacz 5, Famulski 4, Gądek 4, Jankowski 2, Granowski 1, Mucha 1, Ramiączek 1, Wielgucki 1, Burtan, Cepielik, Kołodziejczyk.
PRZECZYTAJ TEŻ: Remis na pożegnanie piłkarskiej Ekstraklasy we Wrocławiu
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
