Tragiczna śmierć 43-latki w Kłodzku. Studnia do której wpadła, została wskazana do remontu w zeszłym roku

Prokuratura rejonowa w Kłodzku prowadzi śledztwo w sprawie nieszczęśliwego wypadku, do jakiego doszło wczoraj w Kłodzku przy ulicy Czeskiej. 43-letnia kobieta wykonując prace interwencyjne na zlecenie miejskiej spółki, wpadła do źle zabezpieczonej i nieoznakowanej kilkunastometrowej studni. Pomimo szybkiej akcji ratowniczej, kobiety nie udało się uratować. Jak przyznał Radiu Wrocław Michał Piszko, miasto jako właściciel nieruchomości współpracuje z prokuraturą, ale jak zaznaczył studnia nie była oznaczona w planach inwentaryzacyjnych:
– Znajduje się to oczywiście na terenie gminnym, ale my w dokumentacji utrzymania drogi i inwentaryzacji różnego rodzaju urządzeń, które są w drodze, a nie są związane bezpośrednio z komunikacją, nie mamy wykazanej tej studni.
Informacja o studni ostatni raz pojawiła się w planach z 1970 roku, w dokumentacji do której dotarli pasjonaci historii, ale jak przyznał Michał Piszko studnia, została wskazana przez inspektora budowlanego w ostatnim przeglądzie obiektu:
– Rzeczywiście pojawiły się takie informacje w zeszłym roku o tym, że jest tam ta klapa, ta pokrywa. Dokładnie zacytuję: powinno zostać wykonane nowe zabezpieczenie studzienki przy bocznej elewacji budynku / nieczynny zsyp do piwnicy.
Sprawdź: Tłuczeń spod torów remontowanej linii kolejowej powodem sąsiedzkiego konfliktu? "Zaczęło kręcić mi się w głowie"
Burmistrz Kłodzka: "Będziemy współpracować z prokuraturą tak, żeby to w pełni wyjaśnić"
Jak przyznała Radiu Wrocław prokurator Bernadetta Boczar, śledczy zmierzają do tego, by jak najszybciej ustalić przyczyny tragedii i osoby odpowiedzialne. Jak przyznał Radiu Wrocław, Michał Piszko, burmistrz Kłodzka, choć ulica jest własnością gminy, to na planach inwentaryzacyjnych nie ma takiego obiektu. Po raz ostatni naniesiony był na mapy w 1970 roku:
- Dysponujemy informacją z lat 70-tych ubiegłego wieku, że przy kamienicy na ulicy Czeskiej została ujawniona ta studnia o głębokości 15, 16 metrów. Będziemy oczywiście współpracować z prokuraturą tak, żeby to w pełni wyjaśnić. To prokurator będzie decydował o tym, kto ewentualnie i jakie zaniedbania popełnił w tej kwestii.
Jak ustaliło Radio Wrocław, zarządca kamienicy w ubiegłym roku otrzymał ekspertyzę budowlaną ze wskazaniem odpowiedniego zabezpieczenia studni, nazywanej też błędnie zsypem węglowym. Poprawy zabezpieczenia nie wykonano do wczoraj. Teraz na włazie pojawiła się tablica ostrzegawcza z zakazem wchodzenia i znicze.
Przeczytaj również: Jacek Sutryk w rok zarobił kilkaset tysięcy złotych. Sprawdziliśmy oświadczenia majątkowe prezydenta i wiceprezydentów [RAPORT]
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

