Sąd w Katowicach nie chce prowadzić procesu w sprawie afery Collegium Humanum, bo będzie zbyt kosztowny

Tylko 4 z 29 oskarżonych w sprawie afery Collegium Humanum pochodzi ze Śląska. Większość zamieszkuje w Warszawie, a także w innych rejonach kraju. Jeśli do tego dołoży się liczbę świadków, których także największa grupa mieszka w stolicy naszego kraju, to faktycznie proces w Katowicach może okazać się po prostu za drogi. Sąd ma bowiem obowiązek zwrócić wszystkim świadkom, biegłym, a także pełnomocnikom wyznaczonym stronom przez urząd koszty dojazdu, a w razie konieczności i noclegu.
I właśnie ten czynnik spowodował, że Sąd Okręgowy w Katowicach zwrócił się z wnioskiem o przeniesienie procesu. Jak poinformował Radio Wrocław sędzia Jacek Krawczyk, rzecznik Sądu Okręgowego w Katowicach, w środę akta sprawy trafiły do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Na razie nie wiadomo, kiedy ten wyda prawomocną decyzję w sprawie miejsca, gdzie sprawa ruszy.
Ważne: 18-latek zniszczył tramwaj MPK i pociągi Kolei Dolnośląskich. Zatrzymała go policja
O co chodzi w aferze Collegium Humanum?
Pod koniec listopada śląski wydział Prokuratury Krajowej sporządził pierwszy akt oskarżenia w sprawie nieprawidłowości w dawnej uczelni Collegium Humanum. Objął on 29 osób, którym śledczy zarzucają popełnienie 67 przestępstw. Wśród oskarżonych są m.in. prezydent Wrocławia Jacek Sutryk (wyraża zgodę na publikację nazwiska), byli europosłowie Karol Karski (wyraża zgodę na publikację nazwiska) i Ryszard C. oraz byli komendanci Państwowej Straży Pożarnej. Akt oskarżenia liczy 623 strony.
Prokurator przedstawił Sutrykowi zarzut korupcyjny dotyczący wręczenia korzyści majątkowej rektorowi Collegium Humanum w zamian za wystawienie poświadczającego nieprawdę świadectwa ukończenia studiów podyplomowych Executive Master of Business Administration. Zarzuty oszustwa dotyczą użycia fałszywego dyplomu MBA w celu wprowadzenia w błąd przedstawicieli trzech spółek samorządowych i uzyskania nienależnych świadczeń związanych z zasiadaniem w radach nadzorczych. Z tytułu pełnienia funkcji członka rady nadzorczej w spółkach samorządowych Sutryk uzyskał ponad 495 tys. zł; według PK było to nienależne wynagrodzenie.
Po przesłuchaniu w prokuraturze Sutryk oświadczył, że nie przyznaje się do winy. Zapowiedział też – już po skierowaniu aktu oskarżenia – że nie poda się do dymisji.
Więcej: Michał Jaros o Jacku Sutryku: Doradzam, żeby zajął się obroną swojego dobrego imienia
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

