Tragedia w Przemkowie. Rodzice pastwili się nad synami, półroczny Piotruś zmarł. Dlaczego pomoc społeczna nie zareagowała?

Środowa odsłona procesu w sprawie maltretowanych dzieci z Przemkowa zmusza do pytań o stan i rolę pomocy społecznej w tym mieście. Dwa lata temu - zdaniem prokuratury - ojciec pobił 3-miesięcznego syna. Chłopczyk zmarł w szpitalu. Jego 1,5-roczny brat też był brutalnie bity i zastraszany. Ojciec i matka nie są w pełni sprawni intelektualnie, choć mieli świadomość odpowiedzialności za synów - dlatego siedzą na ławie oskarżonych.
Zobacz: Dramatyczna akcja ratunkowa we wrocławskim sądzie. Policjanci uratowali seniora [WIDEO]
Pracownica opieki społecznej zeznawała przed sądem
Podczas środowego posiedzenia sądu to nie oni składali zeznania, ale pracownica opieki społecznej w Przemkowie. Kobieta, która była odpowiedzialna za pomoc rodzinie, na większość kluczowych pytań nie potrafiła odpowiedzieć i najczęściej tłumaczyła się niepamięcią - nawet w sprawach tak oczywistych jak termin, w którym oskarżona była w ciąży. Świadek podkreśliła, że ma pod opieką około 40 takich rodzin.
Podczas rozprawy pracownica przemkowskiego ośrodka pomocy przyznała, że przed tragedią jedna z opiekunek rodziny zauważyła niepokojące zachowania oskarżonego. Decyzją sądu głos zeznającej został zmodulowany:
- Była taka sytuacja, gdy pani asystent zgłaszała do pani kierownik, że się boi pana G. Trudno mi się do tego odnieść, bo ja tylko byłam na tej wizycie. Pani asystent krótko pracowała i być może nie miała do czynienia z takimi osobami.
Część uczestników procesu zwraca uwagę, że to przecież właśnie pracownicy socjalni zawodowo mają pomagać rodzinom dysfunkcyjnym. W tej konkretnej sprawie było prowadzone postępowanie o niedopełnienie tych obowiązków, ale prokuratura... umorzyła je.
Pisaliśmy o tej sprawie:
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

