Myśliwi strzelają zaraz przy stadninie w Bukowicach? "Polują bardzo blisko, w stronę koni"
35 koni na 22-hektarowym pastwisku Stajni Foresta w Bukowicach regularnie płoszy się przez oddawane w pobliżu strzały. Wszystko przez polowania, mówią właścicielka hodowli Magdalena Stanik, a także jeden z pracowników, Marcin Gibalski:
- Mam od dłuższego czasu problem z myśliwymi. Ja mam teren całkowicie wyłączony z polowań, prawnie wyłączony, przed starostą. No i co jest najważniejsze, ja hoduję konie, które też w części są 24 godziny na dobę na pastwiskach. Myśliwi niszczą ogrodzenie dla koni. Polują bardzo blisko, polują w stronę koni. Wiele razy prosiłam ich grzecznie o to, żeby nie polowali w takiej bliskości, żeby nie stwarzali zagrożenia dla koni, ale również dla ludzi, bo na tym terenie chodzę ja i chodzą inne osoby. No i za każdym razem panowie obiecywali, że tak, że to nie oni. Chwila była ciszy, parę tygodni i znowu były bardzo blisko polowania.
A w jakiej odległości od terenu myśliwi mogą tam polować?
- Przepisy tego nie mówią bardzo dokładnie, ale nie mogą polować w stronę ludzi, w stronę zabudowań i w stronę zwierząt gospodarskich. Czyli jeżeli na terenie w pobliżu są zwierzęta gospodarskie, nie mają prawa przeprowadzać polowania - tłumaczy Magdalena Stanik.
- Parę razy było tak, że po strzałach idąc sprawdzić co się dzieje, były nawet ślady samochodów w pobliżu ogrodzeń. Sam osobiście widziałem naganiaczy znajdujących się na terenie. Próbując podejść do nich bliżej, automatycznie uciekają. Mamy zdjęcia i mam nagrania, mam zdjęcia twarzy, zdjęcia numerów rejestracyjnych samochodów, ale cały czas mi jest mówione, że jestem w błędzie, że oni tu nie polowali - dodaje Marcin Gibalski.
Myśliwi się bronią: "To nie my"
Przed tymi oskarżeniami broni się Wieńczysław Femlak, prezes Koła Łowieckiego "Rokita":
- (Właścicielka - przyp.red.) Oskarżyła nas jako myśliwych, ja powiedziałem jej, że sprawdzę to wszystko i na pewno nie są to nasi koledzy z koła. Zaproponowałem pani, żeby kupiła sobie foto pułapkę.
Na wniosek właścicieli stadniny sprawą zajęła się policja i prokuratura, jednak z braku dowodów umorzyła postępowanie w tej sprawie, tłumaczy Karolina Stocka-Mycek rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu:
- Prokurator Prokuratury Rejonowej w Ołowie po uzyskaniu materiałów z postępowania sprawdzającego prowadzonego przez policję uznał, że ten materiał nie daje podstaw dostatecznych do tego, że zaistniało przestępstwo. To postępowanie sprawdzające było prowadzone w kierunku zniszczenia mienia na rzecz konkretnej osoby. Pokrzywdzona w zawiadomieniu wskazała, że do tego zniszczenia miało dojść w trakcie polowań, które miały miejsce w pobliżu miejsca jej zamieszkania - mówi Karolina Stocka-Mycek.
- Postępowanie sprawdzające przez policję nie potwierdziło tychże okoliczności. Faktycznie w tym czasie miały miejsce polowania zgłoszone niedaleko miejsca zamieszkania pokrzywdzonej. Niemniej jednak nie ustalono, aby te uszkodzenia w sposób pewny zostały dokonane przez jednego z uczestników polowania. Ustalono, że te osoby przebywały w odległości ponad 20 metrów od zabudowań pokrzywdzonych - kończy rzeczniczka.
To nie koniec tej sprawy
Właścicielka hodowli Magdalena Stanik chce dalej dochodzić swoich praw i złożyła skargę na prowadzenie czynności przez policję na ręce Komendanta Powiatowego Policji w Wołowie i Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu. Mówi komisarz Przemysław Ratajczyk rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji:
- Jeśli wobec naszych działań są jakieś obiekcje, skargi, to oczywiście każdą taką skargę gruntownie analizujemy pod kątem możliwych ewentualnych nieprawidłowości. Mamy Wydział Kontroli, który realizuje tego typu analizy. Jeśli potwierdzą się jakiekolwiek zarzuty, to wyciągane są konkretne konsekwencje. Jeśli chodzi o tę konkretną skargę, o której pan redaktor wspomina, no nie mogę się wypowiedzieć o niej w związku z ograniczeniami wynikającymi z przepisów prawa. Nie możemy informować opinii publicznej o sprawach prywatnych. To pani dostanie odpowiedź na swoją skargę. Każdy autor takiej skargi dostaje pisemną informację zwrotną.
Więcej o sprawie będziemy mówić w programie Para dla Dolnego Śląska, po godzinie 17.
ZOBACZ TEŻ: Zamieszanie wokół SOR-u przy Borowskiej. Sprawa wyjaśniona na naszej antenie
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


