Przyjęli ją do szpitala, ale na operację czekała 9 dni. "Takie sytuacje się zdarzają"

"Nie dziś, może jutro albo za kilka dni" - miała słyszeć pacjentka szpitala przy ulicy Kamieńskiego we Wrocławiu, która po czterech miesiącach oczekiwania w kolejce została przyjęta na zaplanowaną operację barku. Jak opowiada, już na oddziale nie mogła się dowiedzieć kiedy będzie zabieg:
- Przyszłam na operację i nie mogę dowiedzieć się w zasadzie kiedy ta operacja będzie. Poprosiłam o rozmowę. No to potem pan doktor przyszedł i poinformował mnie, że jestem pacjentem stabilnym, mogę czekać. A oto pacjent czeka dwa tygodnie, tamten, trzy. No taką dostałam informację.
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Legnicki szpital musi oddać ponad 600 tys. złotych. To nie jedyna placówka z karą od NFZ
"Planowany jest tylko termin przyjęcia"
Ostatecznie od przyjęcia do operacji pacjentka czekała 9 dni na oddziale. Jak tłumaczy ortopeda traumatolog Jacek Martynkiewicz, samo przyjęcie do szpitala nie oznacza, że następnego dnia będzie przeprowadzona operacja:
- Planowany jest tylko termin przyjęcia do szpitala, natomiast już plan zabiegów i kolejność zabiegów wynika w zależności od pacjentów, którzy są na oddziale i pilności wskazań medycznych. W związku z tym to pacjentka miała tylko ustalony termin przyjęcia, natomiast termin zabiegu w zależności od tego ilu pacjentów jest na oddziale.
Jak dodaje specjalista, precyzyjne zaplanowanie zabiegu jest bardzo trudne, bo oddział poza pacjentami stabilnymi przyjmuje też pilne przypadki z SOR-u. Ordynator Jarosław Skolimowski tłumaczy, że w weekend poprzedzający przyjęcie kobiety na planowany zabieg z SOR-u przyjętych zostało 13 pilnych pacjentów i to oni mieli pierwszeństwo.
- Takie sytuacje od czasu do czasu się zdarzają. Pełnimy 24-godzinny stały dyżur i te dyżury bywają różne. Ostatni weekend był tak obfity w przypadki urazowe, że to wymusiło jakąś merytoryczną zmianę planu zabiegowego na takim oddziale jak oddział urazowy. Nie da się w 100% zaplanować kiedy dany zabieg się odbędzie i czasami sytuacja wymusza zmiany.
To nie jednostkowy przypadek
Zdaniem Piotra Karnieja, eksperta Rynku Zdrowia podobne sytuacje zdarzają się w wielu innych szpitalach:
- Jest to ogromny problem wynikający z tego, że my rzeczywiście mamy trudność w planowaniu, a przede wszystkim mamy trudność w planowaniu w miejscach, które równocześnie pełnią funkcję ratunkową.
Dyrekcja szpitala przyznaje, że opisana przez pacjentkę sytuacja mogła być frustrująca, ale prosi o zrozumienie, bo lekarze w tym czasie operują innych, często pilnych pacjentów.
Posłuchaj relacji Elżbiety Osowicz, reporterki Radia Wrocław:
NASZ TEMAT: Miejsca dla niepełnosprawnych w autobusach miały być ułatwieniem, ale pani Bogumile uniemożliwiły bezpieczne podróżowanie
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

