Jesteśmy skazani na korki? Nie! (ANALIZA)

Tomasz Sikora | Utworzono: 2014-08-02 10:20 | Zmodyfikowano: 2014-08-02 10:19
A|A|A

niemiecka autostrada; fot. Björn Laczay (Wikimedia Commons)

Autostrada A4 z Wrocławia do niemieckiego Erfurtu. Tam i z powrotem to równy 1000 km. Polski odcinek jest remontowany w jednym miejscu, bo autostrada jest stosunkowo nowa. Inna sprawa, że remont już przydałby się w kilkunastu punktach - zwłaszcza w miejscu dylatacji. Ciekawe, że w 7 lat od budowy przy dozwolonej prędkości 110 kilometrów słychać niemal dobijanie kół na amortyzatorach. Bo się asfalt wybrzuszył na miejscu łączenia na dylatacji i należałoby go sfrezować. Takie działania właśnie odbywają się po niemieckiej stronie. W związku z tym są utrudnienia na przedłużeniu "naszej A4" średnio co 11 kilometrów. Dzięki temu, że trasa jednak jest autostradą, a nie "jakby autostradą, czyli posiada pas awaryjny, dopuszczalna szybkość na remontowanych odcinkach to 60-80 km/h, bo niemal zawsze do dyspozycji kierowców są po dwa pasy w każdą stronę.

Różnie poprowadzone, czasem nitką przeciwną, w pewnym momencie pas nawet prowadzi przez parking, byle by tylko nie stracić na przepustowości. Owszem - musisz zwolnić, ale w korku nie stajesz. Tylko w jednym miejscu jest zwężenie do jednego pasa. Zanim jednak do niego dojdzie - wzdłuż drogi stoją informacje - "wir bauen fuer Sie um" - przebudowujemy dla Ciebie i wizualizacje - że są utrudnienia, że wybacz, że bądź cierpliwy, że liczy się dla nas Twój czas, dlatego teraz masz trudniej, ale zobacz, budujemy dla ciebie pod Jeną tunel i już niedługo pojedziesz znacznie szybciej.

Zresztą wzdłuż autostrady jest sporo komunikatów na wielkich bilbordach - w Polsce mamy głównie pstrokate reklamy - tam jest ich o 80% mniej. Jeśli są to ustawione, to dalej od drogi. Jest za to więcej prostych wskazówek dla kierowcy. Na przykład - "trzymaj odstęp równy połowie wskazania prędkościomierza". Czasem jak to Niemcy - łopatologicznie i bez fantazji, za to treściwie: "Jednego rozkojarzysz, czterej umrą", albo: "jeden gna, trzech nie żyje" Choć są też delikatniejsze billbordy - ot choćby takie - "daj sobie czas", "Ręce precz od komórki", czy  "Nie jedź za szybko", "Skarbie, ale wieczorem to weź taksówkę".

Chodzi też o to, by uderzyć obrazem w wyobraźnię: "piraci (ścigacze) docierają szybciej do celu".

Jasne, że niektóre hasełka banalne, ale pamiętajmy, że chodzi o to, by szybko przekazać komunikat - zwłaszcza, że istotne jest, by skoncentrował się na drodze. Poza tym, jak wskazują badania psychologów transportu - ma tylko sekundę na rzucenie okiem na przydrożny billboard. Odwołują się one albo do sympatycznych komunikatów udających liściki od żony, męża czy dzieci, albo straszą konsekwencjami. Można się tej łopatologii dziwić i z niej drwić, ale polskie służby dbają o nas tylko pustym wyświetlaniem na tablicach elektronicznych "110 zwolnij", albo: "brak pasa awaryjnego, zwolnij". Tymczasem do czego służyć powinny te tablice pokazują Niemcy.

Nie tylko informują o remontach i wypadkach na najbliższych kilometrach, ale też dynamicznie sterują ruchem - przy dużym natężeniu zmniejszając dozwoloną prędkość, a nawet ograniczając przepustowość pasów. Wykorzystują też przydrożne znaki, które są także sterowane z centrum zarządzania ruchem i działają trochę, jak znane nam ze stadionów bandy wzdłuż boisk - elektrycznie można zmienić napis na znaku przestawiając dozwoloną szybkość ze 130 na 100km/h. To stara metoda. Dziś znaki prędkości wzdłuż nowych autostrad są tylko elektroniczne. Sterowane radiowo, zasilane z baterii słonecznych. W ogóle Niemcy dochodzą do wniosku- że im prościej tym lepiej - i bardziej międzynarodowo. Zamiast komunikatów typu "Verhinderungen! Noch 4 Km Stau" ostatnio pojawiły się tablice ze smutnymi buźkami - gdy utrudnienia są poważne, i z uśmiechniętymi - gdy powoli wyjeżdżamy z remontowanego odcinka. Że nie są to oficjalne znaki drogowe ujęte w kodeksie? No nie, ale istotne jest, by poinformować skutecznie kierowcę, a nie by, wszystko było zapisane w przepisach prawa.

Polska - i tu trzeba nas pochwalić - ułatwia jazdę nocną oświetleniem zjazdów z autostrady - to odpręża, bo nie musimy nerwowo skupiać się na wypatrywaniu w reflektorach samochodu oznaczeń zjazdu, ale w świetle sodowych lamp ulicznych łatwo ten zjazd zobaczymy - zobaczymy też pojazd włączający się do ruchu.

Niemcy mają kłopot "wieku starczego" swojej części A4. Na sporym odcinku za Jeną autostrada nie ma pasa awaryjnego, drzewa rosną niemal w skrajni drogi, a kierunki autostrady rozdziela nie pas zieleni i bandy stalowe, ale... kamienny mur. Taka to pozostałość po DDR, a wręcz 3 Rzeszy, bo jeszcze wtedy tak tę drogę zaprojektowano. Sąsiedzi z zza zachodniej granicy mogliby też od nas uczyć się jak dbać o roślinność w pasie rozdziału i w pasach skrajni. W Niemczech momentami mamy niemal Puszczę Amazońską.

To co moglibyśmy podpatrzeć u zachodnich sąsiadów, to tabliczki z literką "U" na początku. To skrót od słowa Umleitung, czyli objazd. Jeśli widzisz przed sobą korek, dojeżdżasz do najbliższego zjazdu i dalej jedziesz drogami poza autostradami kierując się tabliczkami z napisem U. One doprowadzą cię do następnego wjazdu na autostradę. Nie jest złym pomysłem cyfrowe oznaczenie zjazdów. Wiemy, że jadąc na przykład do miejscowości Floh jedziemy A4 do zjazdu 42. I więcej nie interesuje nas nic. Patrzymy tylko od czasu do czasu na numerację kolejnych zjazdów. Ma to tę uciążliwość, że w wypadku budowy nowego zjazdu trzeba numerować je 42b, 42c. Choć w sumie w dobie GPS-ów i nawigacji oznaczenia dróg są mniej istotne.

A co jest Waszym zdaniem istotne? Co inni robią lepiej co gorzej? Czekamy na wasze sugestie. Z najciekawszymi pomysłami pójdziemy do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Może ich przekonamy do zmian?

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~brawo
2014-08-02 13:24:31
z adresu IP: (164.126.xxx.xxx)
Ocena: 6
to są tematy w któych możesz częściej
Reklama