Pracowite święta Sebastiana Janikowskiego. NFL gra nawet w Wigilię

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2016-12-24 20:30 | Zmodyfikowano: 2016-12-24 20:30
A|A|A

fot. Facebook

Polski kopacz może zapomnieć o spokojnych świętach i nowym roku. Nie dość, że dziś musi wybiec na boisko to zrobi to także 1 stycznia 2017 roku w Denver przeciwko Broncos. Będzie to ostatni mecz fazy zasadniczej. Wigilijne starcie to z kolei ostatnie spotkanie Raiders u siebie w fazie zasadniczej najlepszej ligi futbolu amerykańskiego NFL.

Drużyna z Oakland już przed tygodniem, po zwycięstwie nad San Diego Chargers 19:16 zapewniła sobie awans do Playoffs. Sebastian Janikowski był bohaterem tamtego spotkania zdobywając 13 punktów na 100% skuteczności.

Raiders rozgrywają najlepszy sezon od 2002 roku czyli rozgrywek które zakończyli udziałem w Super Bowl 2003. Zespół pochodzącego z Wałbrzycha kopacza zajmuje aktualnie drugie miejsce w konferencji AFC. Teoretycznie ciągle ma szansę na pierwszą pozycję, ale musi przy tym liczyć na potknięcie New England Patriots. Raiders mają 11 wygranych i 3 porażek. Patrioci legitymują się bilansem 12-2. Ofensywa prowadzona przez Toma Bradyego musiałby zatem potknąć się w ostatnich meczach New York Jets i Miami Dolphis.

W rywalizacji z Indianapolis Colts, Raiders będą faworytem. Gra toczyć będzie się nie tylko o zwycięstwo i podtrzymanie szans na pierwsze miejsce w AFC. Ekipa z Oakland może wyrównać jeszcze rzadko spotykane osiągnięcie. Zespół Sebastiana Janikowskiego w dotychczasowych 14 meczach rozgrywał rewelacyjne końcówki. W ostatnich trzech minutach spotkania Raiders nie stracili nawet punktu, a sami zdobyli ich aż 42. Tylko dwie drużyny w ostatnich 15 latach przebrnęły fazę zasadniczą bez straty punktu w decydujących momentach spotkania. W 2002 roku zrobili to Tampa Bay Buccaneers, którzy wygrali Super Bowl (właśnie z Oakland). W 2006 roku ta sztuka stała się udziałem New England Patriots, którzy przegrali potem finał konferencji.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama