Na Borowskiej pokazali pracę SOR-u od kulis. "Stale podnosimy poprzeczkę"
W Międzynarodowym Dniu Medycyny Ratunkowej, która w Polsce jako oddzielna specjalizacja działa od 25 lat, wrocławski SOR przy ulicy Borowskiej pokazał swoją pracę “od kuchni”. W pokazowej symulacji można było zobaczyć, co dzieje się od momentu sygnału, że karetka zmierza do szpitala, po przyjęcie chorego:
SOR należący do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu działa od 15 lat i przyjmuje rocznie ponad 60 tysięcy pacjentów. Jak mówi Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych, od początku należał do najlepiej wyposażonych jednostek w regionie:
- Od początku istnienia mieliśmy chociażby lądowisko dla helikopterów, które jeszcze nie jest formalnie wymagane, a my to mamy praktycznie od zawsze. Stale podnosimy poprzeczkę, przykład: leczenie udarów. W ciągu kilku minut od pojawienia się w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym pacjenci już mają wdrożone leczenie.
Obecnie na SOR-ze Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego jednorazowo dyżuruje 6 lekarzy, z czego jeden jest przypisany do oddziału dziecięcego. Dodatkowo zespół medyczny wspiera od 12 do 14 pielęgniarek i ratowników medycznych. Razem z personelem pomocniczym na 12-godzinnym dyżurze jest zaangażowanych w sumie 30 osób niezbędnych do tego, aby pomagać poszkodowanym.
Sprawdź też: Szczepienia w ciąży chronią zarówno matkę, jak i dziecko. Są skuteczne, ale... niezbyt popularne
Tylko 20% pacjentów na SOR-ze wymaga hospitalizacji
W Międzynarodowym Dniu Medycyny Ratunkowej specjaliści ocenili także działanie SOR-ów powołanych do ratowania chorych w nagłych stanach zagrożenia życia i zdrowia. - Od lat problemem tych placówek jest oblężenie chorych, którzy powinni znaleźć pomoc w przychodniach czy gabinetach specjalistycznych - przyznaje Janusz Sokołowski, kierownik SOR-u przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu:
- Biorąc pod uwagę wszystkich pacjentów, których my przyjmujemy do oddziału ratunkowego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym, zaledwie 20% wymaga hospitalizacji. To świadczy tylko o tym, że brak jest alternatywy dla oddziałów ratunkowych, czyli pacjenci z drobnymi obrażeniami, drobnymi schorzeniami, nie mają miejsc, gdzie mogą się zgłosić.
Kierownik wrocławskiego SOR-u, a jednocześnie konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej, odniósł się także do zarzutów, jakie prokuratura postawiła w sprawie śmierci pacjentki na wałbrzyskim SOR-ze. Starsza kobieta zmarła niezauważona, czekając w kolejce. Jak tłumaczy dr Janusz Sokołowski, nawet stabilny pacjent czekający na przyjęcie powinien być badany nie tylko po przyjściu do szpitala, bo jego stan może się zmienić:
- Po godzinie powinniśmy go ponownie ocenić. Pacjent powie: "ale jeszcze oprócz brzucha zaczyna mnie boleć serce" - i w tym momencie ten wstępny triage całkowicie zmienia swoje oblicze. To jest pacjent, który musi mieć natychmiast wykonane EKG i natychmiast być przyjęty przez lekarza.
Biegli z zakresu medycyny sądowej na podstawie monitoringu i dokumentacji medycznej uznali, że pielęgniarka nie dopełniła obowiązków. Prokuratura właśnie postawiła jej zarzuty, kobieta nie przyznała się do winy.
Z medykami rozmawiała Elżbieta Osowicz, reporterka Radia Wrocław:
Przeczytaj: 31-latek pobił dziewięć osób na legnickim SOR. Nie zostanie oskarżony przez prokuraturę. "Był niepoczytalny"
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


